Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Nauka

E-prawda. Czy w cyfrowym świecie fałsz musi wygrać? Autorytet wiedzy upadł, humanistyka nas zawiodła

Preferuj w Google
. . Mirosław Gryń / Polityka
Rolka internetowa to kilkanaście sekund, a moc jej rażenia i zasięg są ogromne. Dochodzenie do prawdy to żmudny proces gromadzenia i selekcji danych. Kto ma dziś na to czas? Liczy się natychmiastowy efekt i miliony wyświetleń – mówi filozof i historyk idei dr Andrzej Wajs.
Sokrates i AtenaMarco Simoni / imageBROKER/Forum Sokrates i Atena

PRZEMEK BERG: Ludzie od niepamiętnych czasów mają trudność w ustaleniu ścisłego kryterium odróżniającego prawdę od fałszu.
ANDRZEJ WAJS: Zgadza się. Już w antycznej Grecji toczono na ten temat wiele sporów. Znamy polemikę Sokratesa z sofistami. Ci ostatni wskazywali na nieuchronność antynomii związanych z pojęciem prawdy, wprowadzając do gry coś, co do historii przeszło pod nazwą sofizmatu Zenona z Elei, że Achilles musi w końcu dogonić żółwia, nawet jeśli dzielącą ich przestrzeń da się dzielić w nieskończoność. Arystoteles wyraźnie optował za zdroworozsądkowym, ujęciem prawdy jako zgodności sądu z rzeczywistością i ten model wydawał się obowiązujący. Platon natomiast wiązał prawdę z kategorią dobra. Pojmował ją – zgodnie z panującym w jego czasie ideałem – jako cnotę.

Co wynikło z tego powiązania prawdy z dobrem, w szczególności moralnym?
Spór wszedł na tory polemiki wokół tego, co uznajemy za obowiązujący i zadowalający model społeczny. Co jest, a co nie jest prawdą w ramach preferowanych przez daną opcję zasad kodeksu etycznego.

Można więc zaryzykować tezę, że od początku prawdę wiązano zarówno z moralnością, jak i polityką?
To okazało się nieuchronne i trudno się temu dziwić. Społeczeństwa odwoływały się do kategorii harmonii ładu społecznego, gdy jakaś prawda, której nie lubimy, temu w ten czy inny sposób zagrażała.

Jednak pod koniec XIX w. Fryderyk ­Nietzsche zakwestionował pojęcie prawdy obiektywnej, zwracając uwagę na wolę mocy jako główną instancję decydującą, co uznajemy za prawdę, a co nie. Ważne nie jest to, co się głosi, ale kto to głosi – twierdził. On też chyba jako pierwszy sformułował tezę, że nie istnieją fakty, tylko ich interpretacje. A siła i atrakcyjność interpretacji była dla niego ściśle skorelowana z mechanizmem konfliktu w polu sił, władzy i panowania. Także w epoce zapowiadanej kilka dekad temu jako „koniec historii” wojna ma rozstrzygać, po której stronie staje prawda.

Wszystko to wpłynęło na pojmowanie prawdy w rzeczywistości cyfrowej?
Cóż, trudno wskazać bezpośrednie związki przyczynowe. Istnieje coś takiego jak intuicja prawdy,
ale pogorszyła się jej kondycja. Doświadczenie portali społecznościowych nauczyło nas, że związek prawdy i polityki istnieje, ale etyczność gdzieś wyparowała. Ta niebezpieczna symbioza przybrała katastrofalny obrót, bo do gry weszły fake newsy. Brak wymiaru etycznego osłabił samo pojęcie prawdy, które nie jest w stanie się obronić.

Co uruchamia ten mechanizm?
To dość skomplikowane. Ludzie zawsze kłamali: ze strachu, by zdobyć posłuch, dla pieniędzy itd. Fake news nie jest jednak zwykłym kłamstwem, lecz czymś, co na pokrętnej drodze eksploatuje przyrodzoną godność prawdy, imitując ją i perwersyjnie odwracając jej sens.

Przeciwnicy kontroli nad internetem mówią o uderzeniu w wolną wymianę poglądów…
Tu dotykamy ważnej kwestii. Rzeczywistość cyfrowa była następstwem ogromnej fali innowacji i postępu technologicznego. I zaczęła się dość niewinnie: Facebook był wydarzeniem poniekąd towarzyskim. Później jednak tego typu portale stały się wylęgarnią kłamstwa, niegodziwości i przemocy, których doświadczają przede wszystkim osoby bardzo młode. Choć trudno zaprzeczyć, że są to platformy na wskroś „demokratyczne”, bardziej pasowałyby tu słowa „karykatura” i „perwersja”.

Problem polega na tym, że w normalnie funkcjonującym systemie demokratycznym dzisiejsi użytkownicy sieci byli w zasadzie niewidoczni, a ich wpływ na kształt państwa ograniczał się do procedur wyborczych. A teraz ta milcząca większość dostała nieograniczoną możliwość nie tylko wypowiadania opinii, ale również produkowania informacji. Masa przebudziła się ze snu, jak mawiają wyznawcy alternatywnej prawicy. Tyle że to przebudzenie w istocie wpędza nas w zatrważający koszmar senny. Można więc powiedzieć, że rozrost hejtu i fake newsów jest w jakimś sensie symbolem słabości instytucji demokratycznych, które nie wytworzyły na czas mechanizmów kontrolujących erupcję nienawiści.

Trudno mi sobie jednak wyobrazić internet pod całkowitą kontrolą, bo wówczas straciłby on swój sens i przestałby być tak atrakcyjny. Trudno mi też przedstawić sobie taką przyszłość, w której w naszej rzeczywistości medialnej będą funkcjonować same fejki lub sama prawda. Nie mają szansy przeżyć w czystej postaci, gdyż żywią się sobą nawzajem, oddając dramat współczesnej ludzkiej egzystencji.

Jak doszło do tego, że pozycja prawdy tak osłabła?
Ogromnie przyczynił się do tego spadek autorytetu wiedzy, zwłaszcza dekadencja nauk humanistycznych, gubiących się w nietrafionych diagnozach i konstrukcjach oderwanych od rzeczywistości. Paradoksem jest to, że wszystkie dewiacje płaskoziemców, antyszczepionkowców, kreacjonistów i poszukiwaczy Arki Noego wyłaniają się na obrzeżach nauki.

Użytkownicy sieci – a pamiętajmy, że są zarazem twórcami treści – nie zadają sobie trudu, by czytać książki i artykuły naukowe. Rolka internetowa to kilkanaście sekund, a moc jej rażenia i zasięg są ogromne. Dochodzenie do prawdy to żmudny proces gromadzenia i selekcji danych. Kto ma dziś na to czas? Liczy się natychmiastowy efekt i miliony wyświetleń. Gdzieś w tle pojawia się problem ekstremalnej polityzacji społeczeństw, podsycanej mitami plemiennymi. Heroldowie alt-prawicy wzniecają nostalgię za czasami, których nigdy nie było, i utopie czasu, który nigdy nie nadejdzie.

Co w tym nowym „wspaniałym” świecie cyfrowym zmienia sztuczna inteligencja?
To twór całkiem młody, więc trudno oszacować, jak się rozwinie. Tworzy jednak gigantyczną przestrzeń wymiany informacji. Gdy AI powstawała, pojawiły się obawy, że odda władzę nad jednostkami i społeczeństwami w ręce jakiejś nielicznej grupy decydentów. Te obawy się raczej nie sprawdziły, bo sztuczna inteligencja jest już dzisiaj raczej rzeczywistością niż narzędziem, bytem o daleko zaawansowanej autonomii. Jest przy tym nieoceniona w domenach związanych z nowoczesną nauką.

Niesie też zagrożenia.
Owszem, rodzi wiele patologii, tyle że każda platforma cyfrowa uwikłana jest w niebezpieczeństwo nadużyć. Można tylko mieć nadzieję, że AI sama stworzy kiedyś mechanizm weryfikacji prawdy i kontroli nad emisją agresji i fałszywych informacji. Dlaczego mamy bez końca wierzyć, że wszystko, co tworzy geniusz ludzki, musi obracać się przeciw niemu?

W komunikacji nastąpił ogromny postęp.
Jeśli przyjąć, że jej szybkość i łatwość były docelowym motywem, to tak. Trzeba jednak zwrócić też uwagę na jej jakość. Kultura cyfrowa ułatwia komunikację i daje poczucie równości, która oczywiście z czasem i tak krystalizuje się w rozmaitych grupach nacisku, w rozrastających się galaktykach przemocy. A co do niebezpieczeństw postępu – Albert Einstein uważał, że da on człowiekowi praktycznie nieograniczoną władzę nad światem, a taka zawsze jest niebezpieczna. Co więcej, stwierdzał, że niekontrolowany postęp myśli technicznej może nas doprowadzić do zagłady.

To był częsty motyw jego rozmów z Robertem Oppenheimerem, twórcą bomby atomowej. Wielu fizyków XX w., choćby Stephena Hawkinga, cechował daleko posunięty sceptycyzm co do rozwoju form cywilizacyjnych i rewolucji technologicznych.

Czy prawda może zniknąć?
Myślę, że nie, chociaż staje się coraz bardziej bezbronna. Niestety, bywa i tak, że dążenie do niej wiąże się z koniecznością zajęcia jakiegoś stanowiska: politycznego, społecznego czy kulturowego, które natychmiast wmontowuje się w walkę internetowych plemion, a w niej już wszystkie chwyty są dozwolone. Jacques Lacan powiedział kiedyś, że prawda jest jak naga kobieta wychodząca ze studni – wszyscy starają się najpierw zasłonić ją od pasa w dół, a potem znowu zepchnąć do studni. I trudno mu nie przyznać racji. Należy budować wokół niej mechanizmy osłonowe, udrażniać procedury fact-checkingu i nie zamykać przed nią oczu.

Andrzej Wajs – filozof, historyk idei, tłumacz. Doktoryzował się pracą o Immanuelu Kancie. Przełożył na język polski m.in. teksty Edmunda Husserla, Romana Ingardena i Edyty Stein. Autor wielu esejów na temat sztuki współczesnej i jej związków z naukami ścisłymi.

Reklama

Czytaj także

Kraj

Kasa z chorych, czyli bogaci lekarze w biednych szpitalach. Sprawa Kacprzyka to wierzchołek góry

Oświadczenie majątkowe radnego Dawida Kacprzyka to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Mamy informacje o jeszcze większych milionowych zarobkach innych radnych lekarzy. Generalnie system płac w ochronie zdrowia ma liczne cechy patologii. I niewielkie szanse na terapię.

Joanna Solska
23.06.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną