Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

Operacja: kuracja zagraniczna
Otwiera się swoiste okienko transferowe. Zanim państwo je zatrzaśnie, każdy będzie mógł wyjechać do szpitala w dowolnym kraju Unii i gruntownie podreperować zdrowie. Po czym wrócić i zażądać od NFZ zwrotu części kosztów za leczenie.
Według Światowej Organizacji Zdrowia, wydatki na zdrowie – zarówno publiczne, jak i prywatne – w Niemczech są 3,39 razy wyższe niż w sąsiedniej Polsce.
Dmitriy Shironosov/PantherMedia

Według Światowej Organizacji Zdrowia, wydatki na zdrowie – zarówno publiczne, jak i prywatne – w Niemczech są 3,39 razy wyższe niż w sąsiedniej Polsce.

Dyrektywa transgraniczna, dzięki której mieliśmy być leczeni jak Europejczycy, może naszą publiczną służbę zdrowia zrujnować.
Roger Ressmeyer/Corbis/FOTOCHANNELS

Dyrektywa transgraniczna, dzięki której mieliśmy być leczeni jak Europejczycy, może naszą publiczną służbę zdrowia zrujnować.

Okienko otwiera się 25 października, w tym właśnie dniu wchodzi w Polsce w życie unijna dyrektywa transgraniczna, pozwalająca nam leczyć się we wszystkich krajach Wspólnoty.

Nie tylko podczas wakacyjnego wyjazdu, jak było dotychczas, gdy w razie wypadku mogliśmy się w Hiszpanii czy Grecji udać do lekarza, pokazując kartę europejskiego ubezpieczenia. Karta jednak pozwalała na bezpłatną wizytę u lekarza tylko w nagłych przypadkach, jeśli trafiła nam się grypa żołądkowa podczas urlopu albo złamaliśmy nogę. O zaplanowanym wcześniej leczeniu za granicą – na przykład operacji wymiany stawu biodrowego – mowy nie było. Teraz staje się to możliwe.

Zdaniem Krzysztofa Łandy, prezesa fundacji Watch Health Care, który się w tej sprawie kontaktował z prawnikami, publiczny płatnik będzie musiał oddać nam pieniądze. Oczywiście, nie całą wydaną sumę. Ale tyle samo, ile za daną operację czy zabieg NFZ płaci w kraju. Fundusz nie ma wyjścia, choćbyśmy mieli w ten sposób zrujnować publiczną kasę.

Państwo samo sobie winne, bo się do tej sytuacji nie przygotowało. Powinno było wcześniej ustalić zasady, teoretycznie umożliwiające, ale w praktyce mocno utrudniające nam leczenie za granicą i w ten sposób zabezpieczyć kasę Narodowego Funduszu Zdrowia przed niekontrolowanym wypływem pieniędzy.

Bo unijnej dyrektywy zignorować wprawdzie nie możemy, ale możemy przykroić ją do naszych możliwości finansowych. Czyli – okroić do szczętu. W tym celu trzeba było zmienić dwie stosowne ustawy. Tymczasem do tej pory nie ma nawet projektu nowelizacji. Parlament nie upora się z legislacją do 25 października. Powstaje próżnia prawna, czyli – inaczej mówiąc – okienko transferowe, z którego wielu pacjentów może chcieć skorzystać. Zostanie zatrzaśnięte, gdy ustawy zostaną zmienione.

Na razie jednak, jak mówi Łanda, hulaj dusza, piekła nie ma. Każdy będzie sobie mógł zafundować kurację, a nawet operację za granicą. Każdy, kogo na to stać. Czyli – kto najpierw zapłaci rachunek w szpitalu niemieckim czy angielskim, a potem przedstawi fakturę w wojewódzkim oddziale NFZ i zażąda zwrotu.

Otwiera się raj, który wkrótce może okazać się piekłem dla chorych, którzy nie wyjadą. I tak już długie czekanie na leczenie w kraju wydłuży się jeszcze bardziej. Im więcej chorych skorzysta z leczenia za granicą, tym mniej pieniędzy zostanie na leczenie w kraju. Niezamożni krajowcy do raju europejskiego leczenia się nie dostaną.

Tak jak nie mogą dostać się do niego obecnie. Choć i teraz – teoretycznie – jest to możliwe. Jest np. przepis, który umożliwia leczenie obywatela Polski za granicą, jeśli w kraju oczekiwanie na leczenie trwa zbyt długo. Co to znaczy „zbyt długo”, nie do końca wiadomo. Czy kilkutygodniowe, a nawet kilkumiesięczne oczekiwanie na usunięcie guza nowotworowego to nie jest zbyt długo? Zainteresowani są pewni, że tak. Ale wiary w działanie tego przepisu brakuje jednak samym pacjentom: od 2008 r. do NFZ wpłynęło zaledwie 59 (z tego 21 w 2013 r.) próśb o sfinansowanie kuracji lub diagnostyki za granicą umotywowanych zbyt długimi kolejkami. Tylko 12 rozpatrzono pozytywnie. Kosztowało niedużo, zaledwie 243 tys. zł. Z informacji Ministerstwa Zdrowia wynika, że wszystkie odmowy uzasadniono możliwością wykonania wnioskowanych świadczeń na terenie kraju „w terminie niezbędnym dla aktualnego stanu zdrowia pacjenta”. Kolejna, bardzo pojemna definicja.

Można się też starać o sfinansowanie przez państwo leczenia za granicą w szczególnie skomplikowanych przypadkach. Też nie do końca wiadomo, jakich. Równie łatwo uzasadnić zgodę, jak i odmowę. Zdecyduje komisja. Wedle stanu kasy. Takich wniosków w ostatnich pięciu latach było 936. W 813 przypadkach, najczęściej dotyczących dzieci, zgody udzielono. Kosztowało to NFZ 63,6 mln zł. Promil puli przeznaczonej na leczenie w kraju. Ile osób leczyło się za granicą za prywatne pieniądze, nie wiadomo.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną