Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

700 m i ani kroku wstecz! Senackie poprawki do ustawy wiatrakowej trafiły do kosza

Odległość 500 m dawała szansę na pozyskanie 22 GW energii z wiatru i była spełnieniem jednego z ważnych kamieni milowych koniecznych do uzyskania pieniędzy z KPO. Odległość 500 m dawała szansę na pozyskanie 22 GW energii z wiatru i była spełnieniem jednego z ważnych kamieni milowych koniecznych do uzyskania pieniędzy z KPO. Rabih Shasha / Unsplash
Jeśli ktoś wierzył, że w sprawie elektrowni wiatrowych i nowelizacji ustawy 10h PiS się cofnie, był naiwny. 700 m i ani kroku wstecz, zwłaszcza jeśli Senat oczekuje 500 m. Jego niedoczekanie.

Limit 500 m i inne poprawki Senatu trafiły do kosza. A przecież jeszcze niedawno także rząd proponował, by zatrzymać się na 500 m. To był przecież kompromis wypracowany nie tylko z Komisją Europejską, ale z firmami energetycznymi, ekspertami, członkami PAN, ekologami i wszystkimi rozsądnie myślącymi ludźmi.

Czytaj także: Ustawa wiatrakowa, czyli jak wszystko zmienić, by nic się nie zmieniło

Dla niezorientowanych: 500 m to miał być minimalny dystans, jaki miał dzielić nowo powstające elektrownie wiatrowe od najbliższych zabudowań mieszkalnych. Taka odległość dawała szansę na pozyskanie 22 GW energii z wiatru i była spełnieniem jednego z ważnych kamieni milowych koniecznych do uzyskania pieniędzy z KPO. Pieniędzy, które w sporej części miały posłużyć transformacji polskiej energetyki.

Cień nadziei na 500 m

No ale nie wiedzieć czemu PiS uwziął się na wiatraki, czego symbolem była nieszczęsna reguła 10h wprowadzona w 2016 r. i wymagająca, by instalacje wiatrowe nie powstawały bliżej zabudowań niż w promieniu wyznaczonym przez dziesięciokrotność wysokości turbiny. A to właściwie oznaczało zakaz budowy elektrowni wiatrowych na terenie Polski. Kiedy wreszcie przyszło otrzeźwienie i szansa na pieniądze z KPO, nawet premier Morawiecki zaczął ciepło mówić o energii odnawialnej, która może ograniczyć nasze zapotrzebowanie na paliwa kopalne. Mało tego: nawet górnicze związki zaapelowały, by pozwolić budować wiatraki, bo nie samym węglem żyje polska energetyka. Pojawił się cień nadziei, że regułę 10h uda się zastąpić limitem 500 m.

Czytaj także: Wojna PiS z wiatrakami trwa dalej

Ziobryści kontra wiatraki

Ale wówczas, jak diabeł z pudełka, wyskoczył poseł Janusz Kowalski, osobisty wróg wiatraków. Jego zdaniem nie tylko niszczą krajobraz, ale i destabilizują system energetyczny. Dlatego należy wiatrakom powiedzieć „nie”, a zieloną energię czerpać z biogazu, który jest dziś jego ulubionym paliwem. Jako wiceminister rolnictwa odpowiada bowiem za sektor agroenergetyki, a zwłaszcza za biogazownie. Dlatego Solidarna Polska odmówiła poparcia dla nowego limitu i zaczęły się targi. Ziobryści zaczęli licytację od 1,5 km, co w praktyce oznaczało regułę 10h, tylko wyrażoną w metrach. Potem były długie negocjacje, aż wreszcie narodził się słynny kompromis i poprawka wprowadzona do rządowego projektu za pomocą notatki spisanej na kolanie przez posła Suskiego: „zamienić 500 m na 700 m”. A co to za różnica? Ledwie 200 m, jest o co kruszyć kopie? – dziwią się posłowie PiS, słysząc apele o powrót do poprzedniego limitu. Okazuje się, że różnica jest wielka, bo z każdym dodanym metrem obszar dostępny dla energetyki wiatrowej maleje wykładniczo. Jeśli 500 m dawało szansę na 22 GW energii, to przy 700 m może powstać najwyżej 4 GW.

No ale wiadomo: dla obecnej władzy racje ekonomiczne w starciu z racjami politycznymi zawsze muszą przegrać. PiS nie ma zamiaru ryzykować kolejnej wojny z Solidarną Polską dla głupich 200 m. Zwłaszcza na kilka miesięcy przed wyborami. Bardziej boi się wiatru historii, niż przejmuje wiatrem mającym zapewnić Polakom tanią i czystą energię. Oby ten wiatr historii poruszył niebawem także elektrownie wiatrowe.

Czytaj też: Awantura o 10H. Czemu nie wracamy do budowy wiatraków?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Psychologowie są dziś wszędzie i zajmują się wszystkim. Czy słusznie? I kto się zajmie nimi?

Transport, policja, szpitale, marketing, reklama, sądownictwo, media, polityka, a wkrótce każda polska szkoła – gdzie się obejrzeć, tam psycholog. Czy współczesna wiedza psychologiczna pozwala im brać na swoje barki aż takie obciążenia?

Ewa Wilk
25.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną