Społeczeństwo

Profan sacrum

Fałszywy ksiądz. Historia, na podstawie której powstał film „Boże Ciało”

Mirosław Gryń / Polityka
Kazania młodego księdza były sporym zaskoczeniem dla, w większości starszych, parafian.
Patryk jest winien tylko tego, że pełnił obowiązki księdza, do czego nie miał uprawnień, i publicznie nosił strój, do którego nie miał prawa. Nie wiadomo, po co.Przykuta/Wikipedia Patryk jest winien tylko tego, że pełnił obowiązki księdza, do czego nie miał uprawnień, i publicznie nosił strój, do którego nie miał prawa. Nie wiadomo, po co.

Jedną z kar dla Patryka mógł być przepadek stuły, zarekwirowanej podczas przeszukania. Ale sąd nie przychylił się do wniosku prokuratora. Nie wiadomo, co stało się z nią później. Z Magazynu Dowodów Rzeczowych Komisariatu Policji w Łochowie została przekazana do dyspozycji Sądu Rejonowego w Węgrowie. W aktach zostały tylko zdjęcia. Patryk wzrusza ramionami: ma jeszcze jedną, i sutannę też, tak schowane, że policja nie znalazła.

Nie przejął się też grzywną w wysokości 300 zł – ostatecznie jedyną karą, jaką nałożył na niego sąd za to, że przez dwa miesiące udawał księdza. Odprawiał msze, spowiadał. Miał wtedy 18 lat, był uczniem maturalnej klasy liceum dla pracujących, ale księdzu Markowi, proboszczowi z Budzisk, powiedział, że ma 26. I, że chciałby popracować przez wakacje, bo właśnie go przenoszą z jego parafii do DPS w Warszawie na Służewie. Tam zaczyna dopiero od września, a teraz ma urlop. Ksiądz uwierzył, a że leczył się i często wyjeżdżał, to pomocnik bardzo mu się przydał. Nie pytał o papiery. Dał mu pokój na plebanii i tacę do zbierania datków od wiernych. Przez pierwsze dwa tygodnie Patryk tylko koncelebrował msze i spowiadał w konfesjonale, potem ksiądz Marek pozwolił mu samodzielnie odprawiać liturgię. Nawet w Boże Ciało.

Kazania młodego księdza były sporym zaskoczeniem dla, w większości starszych, parafian. Mówił ze swadą, z ogniem i z głowy – nie miał nigdy żadnej kartki. Schodził z ambony i ruszał między wiernych. Jedno kazanie pamiętają do dziś. To o cierpieniu. Opowiadał wiernym o śmierci swojej matki, o męczarniach, jakich doświadczała, i o cierpieniu innych pacjentów hospicjum, którego był świadkiem, gdy czuwał przy matce.

Mama

Zachorowała, gdy Patryk miał 12 lat. Rak mózgu. On szedł właśnie do gimnazjum. Ojciec od dawna nieobecny. Matka, nauczycielka, jego i czterech starszych braci wychowywała sama. Pomagali dziadkowie. Choroba matki postępowała, a Patryk coraz gorzej radził sobie w szkole. Nawet jak przychodził, to nie na lekcje. Siedział w szatni albo wałęsał się po korytarzu, na boisku. W końcu szkolna pedagog wysłała go do poradni zdrowia psychicznego. Tam zapadła decyzja – skierowanie na leczenie do Zagórza z powodu zaburzeń zachowania. Ani szkolna pedagog, ani psycholog z poradni nie dowiedziały się, że dziecko przeżywa dramat z powodu śmiertelnej choroby matki.

W szpitalu nie stwierdzono u nastolatka zaburzeń depresyjnych ani wytwórczych, tylko „wzmożony napęd psychoruchowy i wysoką pobudliwość emocjonalną, przechodzenie od wzmożonego nastroju do płaczu”. I niską motywację do nauki. Oraz zapalenie gardła. Dostał leki na infekcję, uspokajające i trochę psychotropów. Wypisany po dwóch miesiącach na prośbę rodziny w związku z terminalnym stanem matki. Była już wtedy w hospicjum i tam odwiedzał ją 14-letni Patryk.

Raz zobaczył, że przygryza wargę tak mocno, że zaczyna lecieć krew. Zapytał, czy tak bardzo boli? Po raz pierwszy przyznała się wtedy do swojego cierpienia. Chciał wołać lekarza, pielęgniarkę. Ale mama tylko pokręciła głową i poprosiła, żeby poszedł do kaplicy w hospicjum i pomodlił się za nią. Zrobił to. Modlił się żarliwie przez dobre pół godziny. Poczuł się lepiej. Gdy skończył, zajrzał do mamy. Spała. Więc chyba ból zelżał choć trochę. Od tamtej pory modlił się kilka razy dziennie, żeby jej jakoś pomóc. Wreszcie, już po śmierci mamy i po pogrzebie, zaczął w domu dla dziadków odprawiać msze. To go uspokajało, wyciszało. Leków wypisanych w Zagórzu nie chciał brać, bo był po nich przymulony. Więc wyrzucił recepty.

Babcia

Lat ponad 80, była z tych liturgii zadowolona. Jest bardzo religijna i cieszyła się, że wnuczek tak ładnie się modli. Zwłaszcza że dziadek już był częściowo sparaliżowany i nie mógł iść do kościoła. Nie protestowała, gdy Patryk zaczął do tych codziennych domowych nabożeństw przebierać się w sutannę. Kupił ją w Warszawie. Miał trochę swoich pieniędzy, zawsze coś zarobił, a i babcia dawała mu kieszonkowe z renty po mamie. Odłożył i pierwszą sutannę kupił za 800 zł. Druga była droższa, kosztowała ponad 1000 zł. Zostawił ją księdzu Markowi w Budziskach razem z ornatem. Specjalnie, jako zadośćuczynienie za to, że go tak oszukiwał.

Miał 15 lat, gdy – jak twierdzi i jak zeznał w prokuraturze, ale śledczym nie udało się tego potwierdzić – odprawił pierwszą mszę w kościele w Poświętnem, przy okazji dożynek. Nie wziął za to pieniędzy. Podobnie jak za pracę organisty w Grzebowilku, dokąd przyjeżdżał przez prawie pół roku do swojego znajomego księdza. Poznał go w szkole. Był ich katechetą. A dla Patryka trochę ojcem, którego chłopak właściwie nie znał. Spowiednikiem i przyjacielem.

W końcu postanowił zaczepić się w jakiejś parafii na dłużej. Sprawdzić, czy nadaje się na księdza. To nie była do końca jego decyzja. Zaufał po prostu Bogu. Padło na Budziska. Dlaczego tam? Poprzedniego lata rozmawiał chwilę z księdzem Markiem, pytał jak dojść do parafii Gwizdały. Był wtedy w sutannie. Pomyślał, że może ksiądz go zapamiętał. Pamiętał. I być może to sprawiło, że nie kazał chłopakowi pokazać dokumentów.

Dziadek

Zmarł kilka miesięcy temu. Patryk już zdążył zapomnieć o śledztwie i o wyroku, kiedy okazało się, że proboszcz parafii, w której dziadek miał być pochowany, nie życzy sobie obecności w kościele fałszywego księdza. Bo Patryk jest winien najcięższego grzechu świętokradztwa, profanacji Najświętszego Sakramentu i przestępstwa przeciwko świętości sakramentu pokuty. Za to osobom świeckim grozi kara ekskomuniki lub interdyktu. Nie mogą sprawować ani przyjmować żadnych sakramentów.

Kara interdyktu jest łagodniejsza, bo nie oznacza utraty wspólnoty z Kościołem. Patryk nie wie, którą dokładnie hierarchowie na niego nałożyli, bo kanclerz kurii, z którym rozmawiał, powiedział tylko, że nie może się spowiadać i przystępować do komunii świętej. I wysłał go do psychiatry. Jeżeli Kościół ma wątpliwości co do stanu zdrowia psychicznego Patryka, to nie powinien on być ani ekskomunikowany, ani poddany karze interdyktu. Bo prawo kanoniczne wyraźnie stanowi, że osoba pozbawiona rozumu lub niepoczytalna nie podlega żadnej karze.

Prokurator prowadząca sprawę Patryka też miała wątpliwości. Powołano zatem biegłych i ci orzekli, że oskarżony nie ma objawów choroby psychicznej ani upośledzenia umysłowego. Rozpoznano u niego osobowość niedojrzałą, co jednak „nie znosi, a tylko w nieznacznym stopniu ogranicza zdolność do rozpoznania znaczenia zarzucanych mu czynów i pokierowania swoim postępowaniem”. Jednak opinia biegłych sądowych nie musi być wiążąca dla władz kościelnych. Zwłaszcza że sam kanclerz sugerował konsultację psychiatryczną.

Ale Patryk nie będzie się starał o zdjęcie interdyktu lub ekskomuniki. Czy czegokolwiek, co tam na niego nałożyli. Nie będzie się prosił. Na pogrzebie dziadka był w kościele. I modlił się. To mu wystarczy.

Ksiądz Marek

O Patryku rozmawiać nie chce. To on złożył doniesienie o popełnieniu przestępstwa, gdy przeczytał list od swojego pomocnika. Patryk na trzech stronach przepraszał go za oszustwo i próbował wyjaśniać: „Drogi Księże Marku, zrobiłem to, ponieważ bardzo chcę być księdzem i odprawiać Mszę Świętą… Chciałem pójść do seminarium, pewnie teraz za to, co zrobiłem, już nie będę przyjęty. Teraz uświadomiłem sobie, że żeby iść do seminarium, trzeba się godnie przygotować. Obiecałem Panu Bogu, że będę się zmieniał – dlatego dzwoniłem do Księdza, że jestem suspendowany. Ale chociaż chcę przeprosić Księdza za to. Proszę z całego serca o wybaczenie. Bardzo. Drogi Księże wiem, że źle zrobiłem. Obiecuję Księdzu, że już więcej tak nie zrobię”.

List dostarczyli znajomi Patryka. Żeby było szybciej. Następnego dnia chłopak w zastępstwie proboszcza miał udzielać ślubu. A to już nie były żarty. Nie chciał, bał się, że zrujnuje tym młodym życie. Że ślub będzie nieważny.

Ksiądz Marek nigdy więcej się z Patrykiem nie skontaktował.

Patryk

Niczego nie żałuje. Może tylko tego, że nie znalazł czasu dla jednego człowieka, który na pewno potrzebował rozmowy. Awanturował się przed kościołem, ale nie był pijany, tylko strasznie rozgoryczony. Złorzeczył całemu światu i Bogu. Ksiądz Marek go uciszał, a Patryk chciał podejść, ale nie zrobił tego. Może mógłby mu pomóc, może nie. Ale powinien był przynajmniej spróbować. To było tuż przed jego odejściem z parafii.

Kiedy policja przyszła do mieszkania dziadków z nakazem przeszukania i zatrzymania go, od razu się przyznał. Zeznał, że odprawił kilkanaście nabożeństw w Budziskach i jeszcze dwa, a może trzy, gościnnie w Łochowie. I że jak parafianie przychodzili z intencją, a było tak kilka razy, dawali mu pieniądze. On te pieniądze zanosił proboszczowi, ale ksiądz Marek zawsze mówił, żeby je zatrzymał. Bo tak się należy, tak jest przyjęte, tłumaczył później proboszcz w prokuraturze, że za msze święte odprawiane przez młodego księdza pieniądze są dla tego młodego. Więc on nalegał, żeby Patryk wziął. Kilka razy po 50 zł. Ponieważ zarówno Patryk, jak i proboszcz byli zgodni w zeznaniach, Patryk przyjmował korzyść majątkową od parafian, których wprowadził w błąd, prokurator postawił mu także zarzut oszustwa. I żądał kary 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Do tego dozór, grzywna i przepadek stuły. Ponieważ jednak żaden z oszukanych parafian nie potwierdził, że dał fałszywemu księdzu pieniądze, sąd ostatecznie uznał, że Patryk jest winien tylko tego, że pełnił obowiązki księdza, do czego nie miał uprawnień, i publicznie nosił strój, do którego nie miał prawa.

Na rozprawy Patryk się nie stawiał. Na ostatnią doprowadzili go policjanci. Zeznawał jak w śledztwie. Usłyszał wyrok: grzywna i pokrycie kosztów sądowych. Razem 430 zł. Nie zapłacił. Po roku odbyła się kolejna rozprawa, znów bez Patryka. Karę grzywny sąd zamienił na sześć dni odsiadki. Minął kolejny rok. Patryk twierdzi, że nic o tym nie wie, że ma iść do aresztu na sześć dni.

Polityka 14.2015 (3003) z dnia 30.03.2015; Społeczeństwo; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Profan sacrum"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Wiedza nastolatków o seksie przypomina średniowieczną mapę świata

„Seks domaciczny” to nieprzypadkowe przejęzyczenie. Polskie nastolatki nie za bardzo wiedzą, jaki organ do czego służy.

Joanna Cieśla
11.08.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną