Z głośnego tekstu znika oskarżenie o gwałt. Ale co to zmienia?
Procesy społeczne i prawo karne nie działają wedle tych samych reguł. Niestety, nie da się zmienić społecznej mentalności, trzymając reżim procesu karnego.
Za fałszywe (czyli nieudowodnione sądownie) oskarżenia należy karać jak za gwałt – słyszą dziś.
Lucy Nicholson/Forum

Za fałszywe (czyli nieudowodnione sądownie) oskarżenia należy karać jak za gwałt – słyszą dziś.

Pokłosie polskiego #MeToo. Oskarżenie na łamach „Codziennika Feministycznego” dwóch kojarzonych z lewicą dziennikarzy o molestowanie, „papierowy feminizm” i w końcu gwałt. Skromnie, jak na efekt ponad 20 tysięcy wpisów na samym Facebooku, opublikowanych w kilka dni. Ale i spektakularnie, jeśli brać pod uwagę różne trudno mierzalne kwestie. To, jak wiele kobiet, przekonanych, że „mnie to nigdy nie spotkało”, przypomniało sobie, ile przemocy i upokorzenia doznało, i tę złość publicznie ujawniło. Jak wielu mężczyzn, poruszonych wpisami znanych im z imion i nazwisk kobiet, w efekcie porwało się na prostą rzecz: zareagować, gdy ktoś obok przekracza granice kobiety.

To może być początek ogromnej, trwałej zmiany schematów, wedle jakich traktują się dziś płcie. W społeczeństwach, w których nie ma przyzwolenia na przemoc seksualną, może wciąż zdarzają się gwałty, ale już nie wtórna wiktymizacja, czyli przemoc społeczna względem ofiary. Praktycznie nie może zdarzyć się molestowanie.

Wojna o zmianę społeczną

Jeśli zrobić bilans szczegółowy, po nazwiskach, wypada już gorzej. W roli głównych winnych występują płotki. Trochę źli, trochę dobrzy, jak w życiu. Nie kwestionując emocji kobiet, które oskarżały – dwaj lewicowi dziennikarze to nie są najbardziej winni spośród winnych. Nawet śledząc wpisy na Facebooku, można się doszukać dziesiątek cięższego kalibru historii o styku władzy, popędu seksualnego i perfidii. O tamtych winach – cisza, bowiem ich ofiary miały dość znajomości świata, aby wiedzieć, że jeśli staną w roli oskarżycielek, będą pierwszymi, w które polecą kamienie.

W naszym procesie społecznym – to jeszcze nie ten moment. Tak właśnie się stało w przypadku ośmiu kobiet, które wystąpiły na łamach „Codziennika”. Za fałszywe (czyli nieudowodnione sądownie) oskarżenia należy karać jak za gwałt – słyszą dziś. Ze stron zniknął już fragment mówiący o gwałcie. „Wskutek pisma przedprocesowego” – informuje oskarżany dziennikarz. „W związku z wszczętym postępowaniem karnym, nadzorowanym przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie” – informuje wydawczyni magazynu.

Tymczasem prawnicy Ordo Iuris, organizacji cynicznie grających, ale skutecznych prawników, pragnących zmienić Polskę w kraj w rodzaju katolickiego talibanu (którym niejedno już udało się w tej sprawie ugrać), polecają usługi. Deklarują: chętnie włączą się w tę wojnę, którą nazywają lewicową, zmiotą oskarżonych, wykorzystując reguły prawa karnego. Dla samych oskarżających, podobnie jak dla publiczności śledzącej tę sprawę, jest jasne, że w sądzie rzecz może się nie obronić. Paradoks polega na tym, że wynik procesu karnego jest bez znaczenia dla procesu społecznego – bo ten toczy się swoim biegiem, oparty na emocjach i odczuciach, i czasem kosztuje ofiary. Nie dajmy go sobie ukraść. Naprawdę, warto czasem przegrać proces karny, by wygrać ważny, społeczny proces.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną