Społeczeństwo

Czy „godzina dla rodziny” naprawdę ma sens?

Skrócenie czasu pracy, zgodnie ze zmianami sugerowanymi przez PSL, nie wiązałoby się z obniżeniem wynagrodzenia. Skrócenie czasu pracy, zgodnie ze zmianami sugerowanymi przez PSL, nie wiązałoby się z obniżeniem wynagrodzenia. Sandy Millar / Unsplash
Siedem zamiast ośmiu godzin dziennie mieliby pracować w Polsce rodzice dzieci do 15. roku życia. Chcą tego posłowie PSL, którzy już po raz drugi złożyli w tej sprawie projekt ustawy.

Dodatkowa godzina dziennie ma dać rodzicom możliwość lepszego godzenia pracy z życiem rodzinnym. Można przyjąć, że rodzic pracujący od 8 do 16 odwozi dziecko do szkoły lub przedszkola między 7 a 8, a odbiera między 16 a 17. Czas pobytu dziecka w placówce wydłuża się więc niekiedy do 10 godzin dziennie. PSL proponuje, by rodzice przedszkolaków i uczniów do 15. roku życia pracowali codziennie godzinę krócej (prawo przysługiwać by miało jednemu z rodziców lub opiekunów).

Krótszy czas pracy za taką samą płacę

Ludowcy tego typu projekt złożyli już po raz drugi. W maju ubiegłego roku także proponowali skrócenie czasu pracy o godzinę dziennie, ale rodzicom i opiekunom dzieci do lat 10. Teraz górna granica wieku się przesunęła, a ludowcy tłumaczą to systemem edukacji. Właśnie 15 lat ma młodzież kończąca szkołę podstawową.

Czytaj także: Dr Sadura o społecznych skutkach reformy edukacji

Projekt ludowców jest krytykowany przez Głównego Inspektora Pracy, według którego zakaz pracy dłużej niż przez siedem godzin dziennie stoi w sprzeczności z kodeksem pracy. Przeciwny podobnemu rozwiązaniu jest również rząd, wskazujący, że rodzice już korzystają z wielu „dodatkowych” uprawnień, takich jak np. urlop macierzyński, urlop rodzicielski, urlop ojcowski, urlop wychowawczy czy możliwość wzięcia płatnej opieki nad chorym dzieckiem.

Według danych Eurostatu średni tygodniowy czas pracy na kontynencie wynosi 40,3 godziny. W wielu krajach, głównie skandynawskich, za szczególnie przyjazne rodzicom rozwiązanie uznaje się elastyczny czas pracy. Jego skuteczność potwierdza m.in. raport przygotowany przez OECD „Bądź elastyczny. Krótkie omówienie, jak elastyczność zatrudnienia może pomóc europejskim pracownikom osiągnąć równowagę pomiędzy życiem zawodowym a rodzinnym”. Jego autorzy wskazują, że umożliwianie pracownikom wykonywania części pracy poza biurem lub swobodne układanie grafiku w przypadkach, gdy zdalna praca jest niemożliwa, niesie również korzyści dla pracodawców. Osoby pracujące w danej firmie biorą rzadziej zwolnienia, są bardziej produktywne, odczuwają też większą satysfakcję, co ogranicza jednocześnie rotację zatrudnienia.

Elastyczny czas pracy receptą na problemy?

Jak podają autorzy raportu OECD, średnio trzech na czterech pracowników w krajach Unii Europejskiej ma możliwość elastycznego ułożenia pracy. Proporcje mocno się jednak różnicują w poszczególnych krajach. W Grecji takie rozwiązanie jest dostępne tylko dla około połowy pracujących, a w Holandii i państwach skandynawskich – aż dla 90 proc.

Czytaj także: Kobiety słono płacą za macierzyństwo. Emeryturą niższą o 40 proc.

Na ogół w krajach europejskich z elastycznych godzin pracy mogą korzystać zarówno rodzice czy opiekunowie dzieci, jak i pracownicy bezdzietni. W Danii, Norwegii i Szwecji ponad 60 proc. pracowników może wybrać pomiędzy kilkoma różnymi systemami pracy albo samodzielnie ustalić własne, preferowane godziny. Dla kontrastu: w Bułgarii taką możliwość ma tylko 7 proc. zatrudnionych. Pracownicy z krajów Europy Północnej dwa razy częściej niż mieszkańcy pozostałych krajów kontynentu pracują z domu. Średnio sześciu na 10 pracowników ma ponadto możliwość wyjścia z pracy na godzinę–dwie dziennie, by załatwić prywatne sprawy. Najłatwiej to zrobić mieszkańcom Danii, Finlandii i Szwecji, ale też Austrii, Belgii, Holandii, Portugalii i Hiszpanii. Taki przywilej zdecydowanie częściej niż kobiety mają mężczyźni.

Głosowanie nad „godziną dla rodziny” w Sejmie zaplanowano na pierwszą połowę grudnia.

Czytaj także: Premier Nowej Zelandii ogłasza ciążę. Uwagę przykuwa TO zdjęcie

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Homofobusy jeżdżą po polskich miastach. Szokują i wykluczają

Homofobusy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat osób LGBT. To akcja Fundacji Pro-Prawo do Życia, która wbrew nazwie odmawia osobom nieheteroseksualnym prawa do wolnego od dyskryminacji życia w Polsce.

Agata Szczerbiak
17.07.2020
Reklama