Społeczeństwo

O porwaniach rodzicielskich będziemy słyszeć coraz częściej

Policja w Białymstoku prowadziła działania w sprawie porwania trzyletniego dziecka. Policja w Białymstoku prowadziła działania w sprawie porwania trzyletniego dziecka. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Amelia i jej mama zostały odnalezione całe i zdrowe. Ponad dobę były przetrzymywane przez porywaczy, w końcu udało się je uwolnić. Od razu zatrzymano dwie osoby podejrzane o dokonanie porwania.

Tą sprawą emocjonowała się cała Polska i cała Polska może odetchnąć z ulgą. Historia kończy się happy endem. Uprowadzone – mama i córka – zostały uwolnione przez policję, podejrzani o porwanie mężczyźni (w tym ojciec dziecka i mąż kobiety) są aresztowani. Trzyletnia dziewczynka i jej 25-letnia matka zostały porwane w czwartek, w biały dzień, w Białymstoku, na osiedlu. Świadkiem tego zdarzenia była babcia kobiety i prababcia dziewczynki, która natychmiast powiadomiła policję. Kobietę i dziewczynkę w aucie siłą posadzili dwaj mężczyźni – nie byli zamaskowani, nie było wśród nich męża i ojca, który – jak od razu podejrzewała policja – był powiązany z porwaniem.

Spór rodzinny

Policja zdecydowała się na opublikowanie zdjęcia męża 25-latki i ojca Amelii, kiedy okazało się, że to on wypożyczył samochód, którym zostały uprowadzone. To Polak mieszkający w Niemczech. Amelia i jej mama mieszkały z nim właśnie tam. Wiadomo jednak, że rodzina borykała się z poważnymi problemami. Kobieta zdecydowała się na powrót z dzieckiem do Polski, bo mąż miał się nad nią znęcać.

Czytaj także: Wojny o dzieci. Bez znieczulenia

Policja nie ujawniła wielu szczegółów akcji. Wiadomo, że zareagowano błyskawicznie. Na ulicach Białegostoku pojawiły się policyjne psy, organizowano blokady dróg, śledztwo prowadzili funkcjonariusze kryminalni. W poszukiwaniach uczestniczyli też policjanci z Komendy Głównej. Uruchomiono specjalny tryb Child Alert, który używany bywa, kiedy poszukiwane są dzieci. Skutkuje to publikowaniem przez media informacji o porwanym dziecku, jego wizerunku i szczegółów, które mogą pomóc w poszukiwaniach.

Dziewczynkę i matkę znaleziono błyskawicznie. Służby zadziałały wzorcowo. To rzadkość przy podobnych konfliktach.

Porwania rodzicielskie coraz częstsze

„W ciągu kilku lat nie tylko zwiększyła się liczba uprowadzeń rodzicielskich, ale też mają one bardziej dramatyczny przebieg. Jedni uprowadzają wbrew orzeczeniom sądów, które uznały, że dziecko ma mieszkać z drugim rodzicem. Inni – przeciwnie, by wyegzekwować orzeczenie ignorowane przez drugiego rodzica” – pisała Ryszard Socha w POLITYCE.

W artykule poznać można historię trzyletniego chłopca, który został porwany spod domu w akcji, którą zorganizował jego tata – były antyterrorysta. Mężczyzna miał ograniczone prawa rodzicielskie. Odwrotnie tata ośmioletniej dziewczynki, który porwał ją ze szkoły na oczach przestraszonych kolegów. Sędzia zasądził, że dziewczynka ma mieszkać z nim, ale nigdy nie udało mu się tego wyegzekwować. Do akcji powinien wkroczyć kurator. Ale często instytucje unikają takich sytuacji, uznając, że to konflikty rodzinne. Zdarza się, że zdesperowani rodzice, czując, że nie mogą liczyć na wsparcie państwa, decydują się na drastyczny krok.

350 zgłoszeń rocznie

Na stronie fundacji Itaka od lat pomagającej ludziom, których bliscy zaginęli, można wyczytać, że dzieci porwane przez jednego z rodziców to szczególna grupa zaginionych. Na ogół wiadomo, gdzie dziecko jest – można wyśledzić, że przebywa z drugim rodzicem, który często ma prawa opiekuńcze. Pracownicy Itaki tłumaczą, że służby i instytucje często odmawiają interwencji w takich przypadkach. Są to sprawy trudne – policjanci trafiają na ogromny opór przy próbie odebrania dziecka, w dodatku zakładają (czasami błędnie), że dziecko, które przebywa pod opieką rodzica, jest bezpieczne.

Również w Itace długo wahano się, czy pomagać w takich sytuacjach. Ale ponieważ było ich coraz więcej – dziś to już ok. 350 zgłoszeń rocznie – postanowiono zająć się i takimi uprowadzeniami. Fundacja nie rozstrzyga, po czyjej stronie jest racja, ale dziecko porwane przez jednego z rodziców traktuje jako zaginione. Na jej stronach publikowane jest zdjęcie zaginionego, a rodzice mogą liczyć na wsparcie i pomoc psychologów.

Rodzic, któremu porwano dziecko, może przekonać policję, by sprawdziła, czy jest ono bezpieczne, ale niewiele więcej. Tymczasem aby dziecko miało ustabilizowaną sytuację, potrzebny jest spokój. Trzeba się dogadać – w sądzie albo poza nim. Droga sądowa jest długa i męcząca. Psychologowie namawiają rodziców do podejmowania kolejnych prób mediacji.

Martwe prawo

Polskie prawo karne stanowi, że za porwanie dziecka poniżej 15. roku życia grozi więzienie do lat trzech, ale w orzecznictwie sądowym przepis interpretuje się tak, że nie dotyczy on rodziców, którzy mają prawa rodzicielskie. Wtedy zakłada się, że to konflikt wewnątrzrodzinny.

Czasami brak interwencji kończy się tragicznie. Tak było w przypadku głośnej sprawy, która przetoczyła się przez media zaledwie kilka miesięcy temu. Matka, przerażona zachowaniem ojca, który wielokrotnie wywoził dzieci bez jej zgody do innego miasta, nie odwoził ich na umówione spotkania, zabierał ze sobą na dachy budynków, prosiła o pomoc instytucje, policję, nawet media. W końcu ojciec zabrał dzieci do sali zabaw i tam – mimo obecności kuratora – podał truciznę sobie i synkowi. Obaj zmarli.

Prawnicy i pracownicy Itaki od lat apelują o to, by porwania rodzicielskie traktować tak jak zwykłe.

Pomogło porwanie matki

W przypadku Amelii i jej mamy policja zareagowała sprawnie i szybko. Być może, paradoksalnie, pomógł tutaj fakt, że porwana została również matka dziewczynki. Nie wiadomo, dlaczego tak się stało. Pojawiały się informacje, że dziecko jest z nią mocno związane, dlatego porywacze zdecydowali się zabrać ją ze sobą. Policjanci podejrzewali również, że przyczyną jej porwania może być i chęć zemsty. Zakładali, że może jej grozić niebezpieczeństwo. Stąd Child Alert i błyskawiczna reakcja służb.

Kobieta i dziewczynka są już bezpieczne.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama