Społeczeństwo

9-latek współodpowiedzialny za molestowanie? Tak sądzą biskupi

Mariusz Milewski ma 21 lat, gdy zgłasza sprawę biskupowi toruńskiemu Andrzejowi Suskiemu. Proces ks. Jarosława P. trwał trzy lata i zakończył się uniewinnieniem. Mariusz Milewski ma 21 lat, gdy zgłasza sprawę biskupowi toruńskiemu Andrzejowi Suskiemu. Proces ks. Jarosława P. trwał trzy lata i zakończył się uniewinnieniem. Josh Applegate / Unsplash
Uzasadnienie wyroku uniewinniającego podpisane przez członków sądu biskupiego, które nagłośnił „Superwizjer”, jest wstrząsające i dotyczy „nadużycia seksualnego przeciwko osobie małoletniej i rozgrzeszenia wspólnika w grzechu cudzołóstwa”.

Te dokumenty miały nie ujrzeć światła dziennego, bo sprawy o pedofilię rozpatrywane przed sądami biskupimi objęte są sekretem papieskim. Wiadomo było tylko, że wyrok brzmiał: „W imię pańskie – niewinny. Amen”.

Sprawa jest klasyczna, wręcz modelowa. Mariusz Milewski wychowuje się w trudnych warunkach. Ksiądz Jarosław P. otacza go ojcowską troską, zaprasza na plebanię, karmi, zyskuje zaufanie. Mariusz nie może się doczekać Pierwszej Komunii, jest aktywny w kościele, chce, by ksiądz był z niego dumny. Zostaje ministrantem. Ma 9 lat, gdy ksiądz po raz pierwszy każe mu się położyć w łóżku i zamknąć oczy. Dotyka w miejsca intymne, bierze członka do ust. Po wszystkim daje mu plik katolickich gazetek i każe milczeć. Mariusz milczy, jest jak sparaliżowany.

Ofiara spowiada się z grzechu oprawcy

Ten koszmar trwa kilka lat. Ksiądz na plebanii puszcza Mariuszowi filmy pornograficzne ze stosunkami analnymi, a potem gwałci. Po każdym gwałcie spowiada go z tego. Ofiara spowiada się z grzechu oprawcy!

Mariusz Milewski ma 21 lat, gdy zgłasza sprawę biskupowi toruńskiemu Andrzejowi Suskiemu. Proces ks. Jarosława P. trwał trzy lata i zakończył się uniewinnieniem. Mimo wielokrotnych próśb kuria odmówiła Mariuszowi Milewskiemu wglądu w akta. Uzasadnienie wyroku sądu biskupiego wyszło na jaw tylko dzięki temu, że podczas sprawy w sądzie rejonowym ksiądz Jarosław P. chciał je przedstawić jako dowód na swoją niewinność. Świecki sąd uznał jednak, że jest winny, i skazał na trzy lata więzienia.

Uzasadnienie wyroku uniewinniającego podpisane przez członków sądu biskupiego, które nagłośnił ostatnio program TVN „Superwizjer”, jest wstrząsające. Powołuje się na „wewnętrzne normy Kościoła katolickiego” i ma dotyczyć sprawy „nadużycia seksualnego przeciwko osobie małoletniej i rozgrzeszenia wspólnika w grzechu cudzołóstwa”. Tym „wspólnikiem w grzechu cudzołóstwa” miał być 9-letni chłopiec.

Gwałt to nie grzech, ale przestępstwo

Prymas Wojciech Polak próbował tłumaczyć, że to „sformułowanie bardziej kanoniczne niż obiektywna rzeczywistość”. Tylko co ta kościelna nowomowa ma oznaczać? Dla ofiar chyba jedynie czytelną wskazówkę, by dochodząc sprawiedliwości, omijały sądy biskupie i kierowały się wprost do świeckiego wymiaru sprawiedliwości. Tam gwałt na dziecku nie jest nazywany grzechem czy nadużyciem, ale po prostu przestępstwem.

Wewnątrzkościelne procedury prowadzą raczej do pogłębienia traumy ofiar niż wymierzenia sprawiedliwości. Jak stwierdził w irlandzkim radiu ks. Thomas Doyle, który demaskował skandale pedofilskie w USA, prawo kanoniczne jest tu bezużyteczne. Służy tylko biskupom i papieżom. A ks. Doyle wie, co mówi – sam jest kanonistą.

Czytaj także: Kościół nie chce wziąć odpowiedzialności za pedofilię

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną