Społeczeństwo

Czy dzieci z klas I–III wrócą po feriach do szkół?

Szkoła podczas pandemii koronawirusa w Krakowie Szkoła podczas pandemii koronawirusa w Krakowie Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Nasilają się głosy ekspertów mówiące, że nawet przed częściowym ponownym otwarciem szkół należy zaszczepić nauczycieli, aby nie napędzić nowej fali zachorowań.

Decyzja o ewentualnym powrocie dzieci do szkół zostanie podjęta przez premiera Mateusza Morawieckiego – w przyszłym tygodniu. Szef MEiN Przemysław Czarnek na konferencji zwołanej ostatecznie w piątek wieczorem (miała się zacząć o godz. 14) ogłosił, że na razie po „intensywnie przepracowanym” przez jego resort grudniu i styczniu startuje faza praktycznego przygotowania powrotu, jak dodał, bardzo potrzebna. Przewidziany jest np. ścisły podział uczniów na klasy i pilnowanie zasady, że jedną klasę uczy tylko jeden nauczyciel. Tyle że mniej więcej tak właśnie od dekad funkcjonuje w Polsce nauczanie w klasach I–III (w większości placówek „osobni” są tylko nauczyciele języków obcych). Pytania przesłane przez dziennikarzy nie zostały za to odczytane. Nie dało się dowiedzieć niczego o planowanych szczepieniach nauczycieli.

Dworczyk gasi nastroje

Od kilku dni nasilają się głosy lekarzy i innych ekspertów mówiące, że nawet przed częściowym ponownym otwarciem szkół należy zaszczepić nauczycieli, aby nie napędzić nowej fali zachorowań, jak to stało się jesienią. Sam Czarnek zapowiadał jeszcze dwa tygodnie temu, że szczepienia pedagogów ruszą pod koniec stycznia, najpóźniej w lutym. – Początkowo bardzo ucieszyła nas informacja, że nauczyciele i pracownicy administracyjni szkół mają być w grupie pierwszej, szczepionej od 25 stycznia – przyznaje rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego Magdalena Kaszulanis. – Ale zapowiedzi ministra Dworczyka z ostatnich dni zgasiły nastroje. Michał Dworczyk oświadczył, że zanim kolejka dojdzie do nauczycieli, upłynie kilka miesięcy, a nie tygodni. Najpierw zostaną zaszczepieni seniorzy, a to prawie 10 mln osób.

Jednocześnie, jak można wnioskować ze środowiskowych obserwacji, rośnie chęć szczepienia wśród pracowników oświaty: – Jeszcze w grudniu mniej więcej po równo rozkładała się liczba gotowych przyjąć szczepionkę i tych niechętnych. Wciąż dostrzegamy pewien poziom nieufności, widoczny też zresztą wśród przedstawicieli zawodów medycznych. Pokutuje brak podstawowej kampanii informacyjnej dotyczącej tego, co to jest za szczepionka, jak jest produkowana, jak będzie podawana – ocenia Magdalena Kaszulanis.

Zauważa jednak, że z każdym tygodniem podejście się zmienia. – Szczepić chcą się nauczyciele, którzy sami przeszli covid, a także ci, których bliscy chorowali – odczuli, jak groźna jest ta choroba. Zainteresowane są także nauczycielki wychowania przedszkolnego, które cały czas pracują z dziećmi w grupach o standardowej, ponad 20-osobowej liczebności, praktycznie bez żadnych zabezpieczeń sanitarnych.

Kiedy szczepienia nauczycieli?

Wśród moich pracowników zaszczepić chcą się wszyscy – mówi dyrektor małej szkoły podstawowej w Zachodniopomorskiem (25 nauczycieli, pięcioro pracowników obsługi). – Osobiście nie znam nauczyciela, w którego otoczeniu nie pojawiłby się covid i nie narobił kłopotów. Pewnie dlatego nawet ci, którzy przyznają, że mają pewne wątpliwości co do szczepionki, byliby gotowi ją przyjąć najchętniej w trakcie ferii, żeby wrócić do normalności.

W mojej szkole opinie są różne. Są tacy, którzy odliczają dni do szczepienia, są tacy, którzy półgębkiem zapowiadają, że nie będą się szczepić, i tacy, którzy powtarzają teorie spiskowe, ale jak przyjdzie co do czego, to i tak się pewnie zaszczepią – relacjonuje Ewa, nauczycielka z dużej gminnej podstawówki w Małopolsce. Ona sama odlicza dni do szczepienia, czyli, jak szacuje, do końcówki roku szkolnego. Na razie nie może liczyć nawet na badanie pod kątem koronawirusa.

Testy mają być wykonywane w przyszłym tygodniu – to drugi element „technicznych przygotowań”, o których mówił na konferencji minister Czarnek. W szkole Ewy odbędą się dla chętnych nauczycieli klas I–III z całej gminy. Jej nie obejmą, bo jest nauczycielką wychowania przedszkolnego, mimo że jej zerówkowy oddział to jedyny, który cały czas przychodzi do szkoły, a ona i jej koleżanki wciąż pracują w bezpośrednim kontakcie z dziećmi.

Lepiej szczepić, niż testować?

Osobna i zastanawiająca kwestia jest taka, że zainteresowanie testami najwidoczniej topnieje. Jeszcze w grudniu Ministerstwo Zdrowia twierdziło, że chętnych, by się zbadać, jest 190 tys. pracowników szkół i nauczycieli klas I–III. W trakcie dzisiejszej konferencji z udziałem ministra Główny Inspektor Sanitarny Krzysztof Saczka przyznał, że zainteresowanie testami ostatecznie zgłosiło ok. 160 tys. pedagogów. To być może skutek tego, że samo testowanie – zwłaszcza gdy tuż po nim nie następuje szczepienie – niewiele daje. Wynik testów szybko może przecież stracić aktualność.

Część samorządowców, lekarzy i ekonomistów ocenia wręcz, że angażowanie sił i środków w testowanie zamiast szczepienia jest po prostu stratą czasu i zasobów. Zdaniem ZNP to kolejny przejaw braku planu i strategii mądrego powrotu do szkół – decyzje zapadają z dnia na dzień i chaotycznie.

Wśród moich nauczycielek jedna zapowiedziała, że nie będzie się testować. Jej mąż i syn stracili pracę z powodu pandemii, teraz jeżdżą w poszukiwaniu zleceń. Więc ona, jak mówi, nie zamierza sama z siebie narażać całej rodziny na konieczność kwarantanny – opowiada dyrektor z zachodniopomorskiego. I dodaje, że ta sama nauczycielka bardzo chętnie ustawiłaby się jako pierwsza w kolejce do szczepień.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną