Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Anna Goc, autorka „Głuszy”: Głusi nie wezwą pomocy, nie czytają z ust. Zróbmy sobie ćwiczenie z wyobraźni

Głusi nie chcą pomocy słyszących, tylko równych praw. Głusi nie chcą pomocy słyszących, tylko równych praw. Nic Rosenau / Unsplash
Nie nazywajmy głuchych „głuchoniemymi” – nie są „niemi”, mają swój język – mówi Anna Goc, autorka książki „Głusza”, za którą właśnie otrzymała reporterską Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego.
Gala finałowa Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego 2023Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl Gala finałowa Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego 2023

ANNA PIWOWARSKA: Gdy dwa lata temu czytałam w „Tygodniku Powszechnym” pani tekst „Tajemnica rąk”, pierwszy raz w życiu próbowałam sobie wyobrazić, jak to jest nie słyszeć i żyć w otoczeniu słyszących.
ANNA GOC: Dla słyszących język jest czymś oczywistym, zwykle nie pamiętamy, jak się go nauczyliśmy. Małgorzata Talipska, jedna z bohaterek „Głuszy”, przywołuje historię słyszącej dziewczynki, która jest z mamą na spacerze. Mama opowiada jej o ptakach, potem przystaje z sąsiadką, a w domu włącza radio i rozmawia z kimś przez telefon. Słyszące dziecko uczy się ciągle nowych słów, głuche jest tej możliwości pozbawione.

Czytanie ze zrozumieniem i z ruchu warg

Tym sposobem dochodzimy do pierwszego zdziwienia, o którym mowa w książce. Dla wielu osób niesłyszących, które mieszkają w Polsce, polski jest drugim językiem. Tymczasem wciąż panuje przekonanie, że głusi wprawdzie nie słyszą, ale rozumieją przecież język polski i mogą sobie przeczytać.
Słysząca bohaterka „Głuszy” wspomina kółko czytelnicze, które zorganizowała dla dorosłych głuchych. Wybrali książkę, którą dzieci omawiają w podstawówce. Nieco ponad dwadzieścia stron, dużo ilustracji. Spotykali się co dwa tygodnie. Przeczytanie książki ze zrozumieniem zajęło im trzy miesiące. Znali niektóre słowa, ale sensu zdań nie rozumieli. „Jakie to jest kolorowe” – zamigała jedna z uczestniczek, gdy przetłumaczyli książkę na PJM.

Głusi to jednak duża grupa. Są głusi dwujęzyczni, którzy biegle posługują się i językiem polskim, i polskim językiem migowym, uczą się innych języków obcych. I są głusi, którzy tylko migają.

Kolejne zdziwienie: czytanie z ruchu warg.
Czytanie z ruchu warg, wciąż powszechnie uznawane za sposób komunikacji z głuchymi, jest bardzo trudne. Owszem, pomaga w komunikacji – mówią czasem głusi – ale nie zawsze i nie każdemu. Głucha kobieta opowiadała mi, że gdy lekarz pyta: „Co panią boli?”, potrafi odczytać z ruchu warg słowa i odpowiedzieć ustnie albo pisemnie. Wystarczy jednak, że lekarz mówi dalej: „Wypisuję skierowanie na biopsję” – tego może już nie zrozumieć.

Problemem są nie tylko trudne słowa. Każdy z nas mówi nieco inaczej: szybciej, wolniej, mniej lub bardziej wyraźnie. Ktoś, mówiąc, odwraca się, zasłania dłonią usta, spuszcza głowę. Często kilka osób mówi naraz. Głusi są wtedy bez szans.

„Głusza” zaczęła się od interwencji

„Głusza” jest pierwszym reportażowym ujęciem tematu w formie książkowej. Wcześniej poświęciła pani temu kilka tekstów prasowych. Zaczęło się od interwencji.
Pojechałam do głuchego małżeństwa i ich kilkuletniego słyszącego syna. Chłopiec stracił przytomność, a oni nie mogli wezwać pomocy. Musieli pobiec do sąsiadki, jakoś jej powiedzieć czy pokazać, co się dzieje, a potem poprosić, by zadzwoniła po karetkę. Niemożliwe! – pomyślałam. W 2016 r. głusi w Polsce nie mogą sami wezwać pomocy? Musi działać jakaś aplikacja, który by im to umożliwiała. Okazało się, że nie ma takiej. Wtedy, w czasie tej pierwszej rozmowy, głusi zaczęli mi opowiadać, jak im się żyje w Polsce. Pojawiły się kolejne pytania, rzeczy do sprawdzenia, wątpliwości.

„Przez kolejne tygodnie dziwiliśmy się wszyscy. I ja, i czytelnicy, i każda słysząca osoba, której opowiadałam, jak żyje się głuchym w Polsce – pisze pani na początku książki. – Większość z nas nie poznała dotąd nikogo głuchego”. Od pierwszego tekstu interwencyjnego do momentu wydania „Głuszy” minęło sześć lat.
Ciągle trafiałam na nowe tematy. Głuche kobiety na sali porodowej bez tłumacza nie mogły zadać podstawowych pytań, także o zdrowie dziecka. Dorośli głusi wspominali swoje szkoły i przyznawali, że często nie rozumieli, co mówili do nich nauczyciele. Raport NIK z grudnia 2022 r. potwierdził, że 60 proc. nauczycieli w szkołach dla głuchych nie potrafi biegle migać. Słyszące dzieci głuchych rodziców opowiadały, że od najmłodszych lat pełniły funkcję tłumaczy – w szpitalach, przychodniach, urzędach, a nawet na komendzie policji, bo instytucje publiczne nie zapewniały ich głuchym rodzicom tłumacza PJM (Polskiego Języka Migowego).

„Na początku nie było słów. Tak zaczynają się historie ludzi głuchych”. Jedna z nich jest szczególnie poruszająca. To opowieść o ośmioletnim Wiktorze, który był dzieckiem „bezjęzycznym”. Co to znaczy?
Wiktor urodził się w słyszącej rodzinie, ale nie potrafił nauczyć się polskiego, którego nie słyszał. Nie migał, bo w jego najbliższym otoczeniu nie było nikogo głuchego. Gdy trafił do domu dziecka i szkoły dla głuchych, nie znał żadnego języka. Dopiero Maria, jego wychowawczyni szkolna, a później zastępcza matka, zaczęła go uczyć słów. Wskazywała palcem na sufit, podłogę, okna i migała te nowe dla niego słowa. W czasie pracy nad książką poznałam kilka podobnych historii, a także dorosłych głuchych, którzy nie posługiwali się biegle żadnym językiem.

Nie wszystkim wychodzi nauka mówienia

Przez całe dekady edukacja osób głuchych w Polsce odbywała się po polsku.
Spór o edukację głuchych trwa od powstania pierwszych szkół dla głuchych, czyli od XVIII w. Mówić czy migać do głuchych? – zastanawiali się pedagodzy. I choć na początku wokół szkół rozkwitały języki migowe, pod koniec XIX w. w większości placówek wprowadzono zakaz migania. To temat, który trudno streścić w kilku zdaniach. Oraliści uważali, że głuche dzieci trzeba nauczyć mówić i odczytywać słowa z ruchu warg, by mogli żyć wśród słyszących. Zwolennicy wprowadzenia języków migowych do nauczania podkreślali, że nauka mówienia nie zawsze idzie w parze z przyswajaniem języka i, co najważniejsze, nie wszystkim głuchym udaje się nauka mówienia.

Dzisiaj do dyskusji włączyli się badacze polskiego języka migowego, a także sami głusi, którzy domagają się wprowadzenia do szkół dla głuchych edukacji dwujęzycznej. Zgodnie z jej założeniami głusi najpierw uczą się języka, który są w stanie opanować bez przeszkód, czyli migowego, a potem polskiego – jako obcego.

Miganie było w szkołach zabronione. Dzieci z niesłyszących rodzin języka migowego uczyły się w domach. A co działo się z głuchymi dziećmi, które urodziły się w słyszących rodzinach?
Wiele z nich przeszło w dzieciństwie rehabilitację: chodziło na zajęcia logopedyczne, uczyło się mówić, odczytywać słowa z ruchu warg. Niektórzy przyznają, że nauka mówienia się im przydała, inni porównują ją do przemocy. Opowiadali, że ich dzieciństwo było podporządkowane jednemu celowi: być jak słyszący.

Kilka miesięcy temu, już po publikacji książki, spotkałam dwudziestokilkuletniego głuchego, który ma głuchych rodziców. Jest dwujęzyczny: od wczesnego dzieciństwa migał, czyta i pisze po polsku. Opowiedział mi, że w szkole dla głuchych logopeda wkładał mu drewniany patyczek pod język, żeby chłopiec nauczył się wymawiać głoskę „r”. Mówił o bólu i o tym, że płakał, bo nie rozumiał, po co to wszystko. Logopeda nie migał, więc nie mógł mu wyjaśnić sensu ćwiczenia. Głuche dzieci uczą się migać zwykle od swoich głuchych rówieśników, którzy mają też głuchych rodziców i ten język wynoszą z domów.

Jednym z bohaterów książki jest Bartosz Morganiec, programista, bloger i aktywista, który mówi o sobie, że jest „dobrze wyrehabilitowany”.
Specjaliści towarzyszyli Bartoszowi przez całe dzieciństwo. Chodził do logopedy, ćwiczył język polski. Nauczył się „pięknie mówić” i czytać z ruchu warg. Już jako dorosły zdecydował się na operację wszczepienia implantu. Na blogu relacjonował, jak trudna i skomplikowana jest rehabilitacja słuchowa. Dzisiaj możemy porozmawiać bez tłumacza. „Czego chcieć więcej?” – pyta w „Głuszy” Bartosz. I opowiada, że przez cały ten czas starał się być jak słyszący.

Wśród głuchych poczuł się u siebie?
„Próbowałem być jak słyszący, ale z jakiegoś powodu nie miałem przyjaciół” – mówi Bartosz. Wielu głuchych opowiadało o samotności wśród słyszących i o tym, jakim odkryciem było wejście do środowiska głuchych i nauczenie się polskiego języka migowego, czyli języka, w którym głusi mogą się porozumiewać bez przeszkód.

Głuchy, czyli spór o słowa

Czy słowo „głuchy” może być obraźliwe?
Głusi, z którymi rozmawiałam, najczęściej mówili o sobie właśnie „głusi” albo „niesłyszący”. Zapisują „g/Głusi” – przez duże „G”, gdy nawiązują do tożsamości i kultury głuchych, a przez małe „g”, gdy mówią o medycznym aspekcie głuchoty. Głusi nie chcą, by nazywać ich „głuchoniemymi” – nie są „niemi”, mają swój język.

Rozprawia się pani z niewiedzą, ignorancją, nieprawdziwymi wyobrażeniami słyszących na temat głuchych. Ale mam wrażenie, że to również opowieść o języku.
Wszystkie historie łączy język. Od początku wiedziałam, że nie da się napisać książki „o głuchych”, bo to duża i różnorodna grupa. Zbierając materiał, zobaczyłam, że to także historia o języku i mniejszości, która postanowiła walczyć o prawo do własnego języka.

Co miga rysunkowa postać na okładce?
Znak „głusza” w polskim języku migowym. Po konsultacjach z głuchymi uznaliśmy, że najlepszym przekładem będzie znak „pusto dookoła”, bo to też książka o samotności wśród słyszących.

Nie miga się tak, jak się mówi po polsku. To też było dla mnie odkryciem w trakcie lektury. Wspomina pani, że sama uczy się języka migowego. Okazuje się, że nie jest to takie proste.
Polski język migowy jest trudny, jak każdy inny obcy. Wymaga wielu godzin nauki i praktyki.

Czym różni się PJM od SJM?
PJM, czyli polski język migowy, jest naturalnym językiem. Ma bogate słownictwo i własną gramatykę, różną od gramatyki języka polskiego. SJM, czyli system językowo-migowy, nie jest naturalnym językiem. Używa się znaków PJM, ale zachowuje gramatykę języka polskiego. Twórcą SJM jest prof. Bogdan Szczepankowski, który zauważył, że głusi potrzebują języka migowego w czasie lekcji.

Niektórzy głusi mają za złe Szczepankowskiemu ten sztuczny twór językowy.
Jedni uważają, że zrewolucjonizował nauczanie osób głuchych, inni – że wprowadzenie SJM do szkół zmarginalizowało polski język migowy. Warto pamiętać, że SJM powstawał, gdy nie było badań na PJM ani żadnych materiałów dydaktycznych do nauki tego języka.

Jak wyglądały rozmowy z niesłyszącymi bohaterami, którzy posługują się przede wszystkim językiem migowym?
W spotkaniach brał udział tłumacz PJM, zwykle ten, którego wskazywali głusi. Tekst do autoryzacji wysyłałam w formie pisemnej albo znów przekładając wypowiedzi na PJM.

W książce uchwyciła pani moment przemiany, który przeszedł do historii jako „Protest Głuchych”.
W Polsce głusi wyszli na ulice dwa razy – w 2013 i 2014 r. Wśród postulatów było m.in. powołanie rzecznika ds. Głuchych w kancelarii premiera, wprowadzenie dwujęzycznej edukacji, a także zwiększenie dostępności komunikacyjnej. Mówili wprost: nie chcemy pomocy słyszących, chcemy równych praw.

Wystarczy kamera w smartfonie

Polski język migowy został w końcu uznany za pełnoprawny język.
Zawsze nim był, brakowało tylko świadomości i badań. A te zaczęły się na początku lat 90. na Uniwersytecie Warszawskim. Ich prekursorami są prof. Marek Świdziński, gramatyk formalny, i Małgorzata Czajkowska-Kisil, słyszące dziecko głuchych rodziców, surdopedagożka, nauczycielka w Instytucie Głuchoniemych w Warszawie.

W 2010 r. powstała Pracownia Lingwistyki Migowej, którą kieruje prof. Paweł Rutkowski, uczeń prof. Świdzińskiego. Zaczęły się prace nad budową Korpusu PJM, który obecnie jest jednym z największych na świecie. Od 2019 r. można się zapisać na studia stacjonarne – filologia PJM. Wśród wykładowców i lektorów są także głusi.

Język migowy zaczyna być też widoczny w sferze publicznej.
Myślę, że poza badaniami duży wpływ na upowszechnianie się PJM miał rozwój technologii. Przez wiele dekad głusi musieli się spotkać, żeby ze sobą porozmawiać. Teraz wystarczy kamera w smartfonie, by mogli do siebie migać. Pojawili się głusi liderzy, którzy nagrywają vlogi. Upominają się o swoje prawa, komentują bieżące wydarzenia, także polityczne. W czasie pandemii bardzo upowszechniły się tłumaczenia online.

Na pani spotkaniach autorskich tłumaczenia na język migowy stały się już normą.
Zawsze o to proszę. Proponuję też, by zamiast mnie zaprosić do studia głuchych albo – jeśli rozmawiamy o książce – żebyśmy wystąpili razem. W mediach bardzo brakuje perspektywy osób głuchych. Dotąd w ich imieniu wypowiadali się najczęściej słyszący.

Bardzo ciekawa była dla mnie końcówka książki. Kiedy to pani znajduje się w mniejszości, wśród osób głuchych, i jest jedyną, która nie rozumie, ale próbuje się porozumieć. Takie odwrócenie perspektywy działa na wyobraźnię.
Mogłam tylko obserwować i domyślać się, co dzieje się dookoła mnie. To było w Dublinie, w Deaf Village Ireland, gdzie na co dzień spotykają się głusi. Organizacje działające na rzecz praw osób głuchych mają tam swoje siedziby, nieopodal jest szkoła dla głuchych, jest siłowania, basen. Zostałam na chwilę sama na stołówce, była pora lunchu, więc zaczęli się schodzić głusi, którzy tam pracują i spędzają czas. Do dużego stołu dosiadały się kolejne osoby. Migali ze sobą, czasem chyba żartowali. Niby było miło, ale nie udało nam się ze sobą porozmawiać, dopóki nie przyszła tłumaczka.

Pani książka jest więc też ćwiczeniem z wyobraźni.
Zależało mi na tym, żeby opowiedzieć, jak się żyje głuchym wśród nas. Mam nadzieję, że to będzie zaproszenie do tego, żebyśmy się wzajemnie poznali.

***

Anna Goc – reporterka, współpracowała z krakowską redakcją „Gazety Wyborczej”, obecnie redaktorka „Tygodnika Powszechnego”. Laureatka VI edycji Konkursu Stypendialnego im. Ryszarda Kapuścińskiego, Grand Prix Nagrody Dziennikarzy Małopolski oraz Nagrody Krakowa Miasta Literatury UNESCO. Trzykrotnie nominowana do nagrody Grand Press w kategorii Reportaż prasowy. W 2022 r. wyróżniona przez Amnesty International Polska za reportaże o prawach osób g/Głuchych. Autorka książki reporterskiej „Głusza” (wydawnictwo Dowody) uhonorowanej Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego 2023.

Anna Piwowarska – copywriterka i dziennikarka. Publikowała m.in. w „Przekroju”, „Tygodniku Powszechnym” i „Dwutygodniku”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Nauka

Za dużo leków, diagnoz depresji, autyzmu i ADHD? Wielki spór w psychiatrii

Narasta sprzeciw wobec tradycyjnej psychiatrii. Zamiast u lekarzy pomocy szukamy w aplikacjach i poradnikach. Dwie książki próbują uporządkować ten chaos. Z różnym skutkiem.

Paweł Walewski
12.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną