Diecezja sosnowiecka rozlicza się z pedofilii. Pierwszy taki raport w polskim Kościele
To diecezja, „nad którą wisi fatum jak amen w pacierzu”, pisał na naszych łamach Jan Dziadul. Śmierć (niejedna), orgie, narkotyki. Przez długi czas nikt nie chciał przejąć funkcji po rezygnacji bp. Grzegorza Kaszaka, który odszedł w atmosferze gejowskiego skandalu jesienią 2023 r. Tymczasowo diecezją zarządzał ówczesny biskup katowicki Adrian Galbas (od roku metropolita warszawski). Awansu do Sosnowca odmówiło co najmniej ośmiu potencjalnych następców. Mówiło się nawet o rozwiązaniu diecezji.
Dno jest niżej, niż myślimy
Wreszcie, w połowie 2024 r., urząd biskupa sosnowieckiego objął Artur Ważny. W normalnych okolicznościach można by powiedzieć: sympatyczna twarz Kościoła, znana z telewizyjnego programu „Ziarno”. Ale po 25 latach skandali seksualnych w Kościele w Polsce określenia tego typu już nie przechodzą łatwo przez gardło. Od czasów sprawy proboszcza z Tylawy oskarżonego w 2001 r. o kilkunastoletnie molestowanie dziewczynek, po głośne dokumenty braci Marka i Tomasza Sekielskich publikowane na YouTubie i oglądane przez miliony osób – autorytet Kościoła upadł.
Przez wiele lat Konferencja Episkopatu Polski chowała głowę w piasek – nie potrafiła i nie chciała ani badać zarzutów, ani zadośćuczynić pokrzywdzonym. Te dorosłe już osoby coraz częściej uczyły się mówić na głos o doznanych krzywdach – psychologicznych i duchowych. Bo nie zapominajmy – im, wierzącym, napastnicy seksualni w sutannach wypaczyli obraz Boga i wspólnoty; warto zwrócić uwagę, że właśnie o tych krzywdach mówi pierwszy pokrzywdzony, którego odnajduje dziennikarka, bohaterka oscarowego „Spotlight” o ujawnieniu seksualnych przestępstw w diecezji bostońskiej.
Dla osób skrzywdzonych powstała niezależna inicjatywa „Zranieni w Kościele” – telefon wsparcia, oferujący pomoc duchową, prawną i psychologiczną. Prace podjęli także niektórzy biskupi – powstało Biuro Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, którym został abp Wojciech Polak, prymas Polski. Przez wiele lat na rzecz świadomości księży i ochrony małoletnich działało Centrum Ochrony Dziecka – jednostka międzywydziałowa na Uniwersytecie Ignatianum w Krakowie; to w gruncie rzeczy samotna i niedoceniona praca jezuity ks. Adama Żaka i jego zastępczyni Ewy Kusz.
A gdy wreszcie zespół abp. Polaka wypracował zasady, według których miała działać komisja ekspertów do zbadania kościelnych nadużyć seksualnych, episkopat prymasa od tych spraw odsunął. „To kolejny dowód, że dno jest zawsze niżej, niż myślimy” – komentował Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny kwartalnika „Więź”.
Wyjaśnienie i Naprawa
Rozliczeń nie da się jednak zatrzymać. W Kościele w Polsce został już zgromadzony istotny know how. Dostarczyła go przede wszystkim niezależna komisja powołana pięć lat temu w zakonie dominikanów do zbadania przypadku o. Pawła M., dawnego duszpasterza akademickiego, który stosował wobec wiernych przemoc fizyczną, psychiczną, duchową i seksualną oraz wykorzystał zakonnicę. „Tłukł mnie do nieprzytomności, a potem gwałcił. Pamiętam, jak raz uciekłam. Dogonił mnie swoim busem i zaciągnął za włosy do środka. Tłumaczył, że jeśli nie wypełnię we wspólnocie woli Bożej, diabeł zdobędzie cały świat” – opowiadała bohaterka opublikowanego przez „Więź” reportażu Pauliny Guzik o M. (w końcu wydalonym z kapłaństwa rok temu).
Raport komisji dominikańskiej powstał pięć lat temu, we wrześniu 2021 r. I jest dostępny online. Komisją kierował publicysta Tomasz Terlikowski. Wysłuchiwała świadków, prowadziła kwerendy, opracowała analizy teologiczne, psychologiczne, socjologiczne i prawne, a także rekomendacje. Wyznaczyła drogę następcom. I tacy się znaleźli. Po odsunięciu abp. Polaka od prac nad komisją ogólnopolską ówczesny metropolita łódzki kard. Grzegorz Ryś ogłosił, że powoła taką komisję we własnym mieście. A teraz, gdy stanął na czele diecezji krakowskiej, otworzył jej archiwa, strzeżone restrykcyjnie przez ludzi jego poprzednika abp. Marka Jędraszewskiego, i również zapowiedział powołanie komisji.
Utworzona przez bp. Ważnego komisja „Wyjaśnienie i Naprawa” po raz pierwszy spotkała się w pełnym składzie 26 października 2024 r. Kieruje nią Tomasz Krzyżak, były wieloletni kierownik działu krajowego „Rzeczpospolitej”, obecnie sekretarz weekendowego dodatku „Plus Minus”. Opublikowany właśnie raport ma 88 stron.
Identyfikuje 29 osób – głównie duchownych – wobec których pojawiły się podejrzenia lub oskarżenia o wykorzystanie seksualne małoletnich. W odniesieniu do 19 księży diecezjalnych przestępstwa zostały stwierdzone, trwają dochodzenia lub procesy; to ok. 3,2 proc. wszystkich księży przypisanych do diecezji od 1992 r., kiedy powstała.
Co najmniej 50 osób zostało skrzywdzonych (faktyczna liczba jest zapewne wyższa), dwie trzecie to dziewczynki (66 proc.), prawie wszyscy mieli poniżej 15 lat (96 proc.). To nie są pojedyncze „incydenty”, lecz zjawisko systemowe – rozciągnięte na dekady. Najstarsze zgłoszenie dotyczy sprawy z 1967, najnowsze jest z ubiegłego roku. W pojedynczych przypadkach przestępstwa mogły trwać kilkanaście, a nawet ponad 20 lat.
Biskupi wychodzą bez twarzy
Raport wskazuje skalę zjawiska i zaniedbania systemowe: brak wszczynania dochodzeń mimo sygnałów, niezawiadamianie Watykanu i organów ścigania, przenoszenie księży zamiast podejmowania formalnych działań oraz chaos w archiwach kurii (braki dokumentów, nieuporządkowane teczki, zaginiona korespondencja). Komisja podkreśla, że raport ma charakter częściowy, a jej prace będą trwały.
To nie przypadek, że pierwszy diecezjalny raport powstał w Sosnowcu także dlatego, że bp Ważny w jakimś sensie stał się jednym z rzeczników pokrzywdzonych na forum episkopatu. To on przekazał innym biskupom szczególny prezent od wykorzystanych – symboliczną rzeźbę przedstawiającą kolczasty talerz.
Wyjaśnienie i rozliczenie wykorzystywania seksualnego w Kościele oraz zadośćuczynienie osobom pokrzywdzonym jest nieuniknione, czy to się biskupom podoba, czy nie. Sosnowiec pokazuje jeszcze, że przejrzystość zaczyna się tam, gdzie nie ma już nic do stracenia. Wprawdzie otwieranie i analiza kościelnych archiwów może przynieść jeszcze pozytywne efekty, ale zmarnowanych lat nie da się odzyskać ani instytucjonalnie, ani w życiorysach konkretnych ludzi.