Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Dwa lata w zawieszeniu. Biegli nadal badają, czy ukraiński lekarz zabił pacjenta

Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki w Gorzowie Wielkopolskim Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki w Gorzowie Wielkopolskim Daniel Adamski / Agencja Wyborcza.pl
Cieszę się, że nie siedzę już w więzieniu, ale życie lekarza z zarzutem zabójstwa pacjenta do przyjemnych nie należy – mówi 29-letni Andrii Kadukha, rezydent Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim.

Gorzowska prokuratura, bez zasięgnięcia opinii biegłych, postawiła mu zarzut zabójstwa. Później – mimo czytelnego wskazania prokuratora krajowego – pięć miesięcy zwlekała z ich powołaniem, a teraz kolejny raz przedłuża termin sporządzenia kluczowej dla sprawy ekspertyzy.

Pacjent nie miał szans na przeżycie

O tej sprawie piszemy od kwietnia 2024 r., gdy ujawniliśmy, że Andrii Kadukha, rezydent Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie, został aresztowany pod zarzutem zabójstwa 86-letniego pacjenta. Według wewnętrznej komisji szpitalnej Kadukha nie popełnił żadnego błędu medycznego (nie mówiąc o zabójstwie) i miał prawo zaniechać uporczywej terapii znajdującego się w agonalnym stanie pacjenta. Pacjent „nie miał szans na przeżycie ze względu na rozległość zmian zatorowych, zakres zmian martwiczych i wynikający z tego rozsiany proces zapalny, niewydolność wielonarządową i zaawansowany wiek” – to opinia prof. Romualda Bohatyrowicza, konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii. Z kolei Polskie Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii uznało, że „w końcowej fazie operacji [pacjent] był w stanie skrajnie ciężkim, a wręcz agonalnym, z narastającą niewydolnością wielonarządową. W konsekwencji dalsze leczenie, już po zabiegu operacyjnym, można zakwalifikować jako terapię daremną, czyli podtrzymywanie czynności narządów nieprzynoszące korzyści dla pacjenta”.

Rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec – pierwszy zewnętrzny organ, który zbadał i podsumował sprawę – stwierdził, że w szpitalu doszło do naruszenia prawa 86-letniego pacjenta. Nie polegało jednak na tym, że odłączono go od urządzeń podtrzymujących życie, ale że zrobiono to zbyt późno: „Należy bardzo wyraźnie podkreślić, że odstąpienie od świadczeń medycznych o charakterze daremnym jest prawidłową i zgodną z etyką zawodu procedurą medyczną wobec pacjenta umierającego i żadną miarą nie stanowi eutanazji czy pomocnictwa w samobójstwie, które w polskim prawie są zakazane. Powyższa zasada wynika też z Kodeksu Etyki Lekarskiej, który wprost wskazuje, że lekarzowi nie wolno stosować terapii daremnej” – napisał Bartłomiej Chmielowiec.

Opinia ekspertów? Lepiej późno niż wcale

Mimo to na Kadukhce wciąż ciąży zarzut zabójstwa (art. 148 par. 1 Kodeksu karnego, kara: co najmniej 10 lat pozbawienia wolności albo dożywocie). Prowadząca śledztwo w początkowym etapie prokurator Joanna Drohomirecka-Lesiewicz postawiła mu tak poważne zarzuty bez zasięgnięcia opinii biegłych. Przedstawiciele gorzowskiej prokuratury podkreślali, że wniosek o aresztowanie Kadukhi zatwierdził sąd, musiały być więc ku temu przesłanki. Po dwóch miesiącach aresztu, 12 czerwca 2024 r., prokurator krajowy Dariusz Korneluk nakazał jednak uwolnienie lekarza, co nastąpiło nazajutrz.

Po „pogłębionej analizie akt sprawy” prokurator Korneluk wskazał też na „konieczność uzupełnienia materiału dowodowego poprzez uzyskanie kluczowego dowodu, tj. opinii biegłego lekarza, zespołu biegłych albo instytucji naukowej lub specjalistycznej w celu ustalenia, czy decyzje podejmowane przez Andrija K. wobec pacjenta były prawidłowe, a jeśli nie, to czy zostały podjęte na skutek błędu medycznego”.

„Przeprowadzenie tego dowodu i jego szczegółowa analiza pozwoli na prawidłową ocenę prawno-karną zachowania Andrija K., a tym samym dokonanie prawidłowej subsumpcji (kwalifikacji prawnej – red.) przepisu prawa karnego” – głosił oficjalny komunikat Prokuratury Krajowej. W publikacji z 22 października 2024 r. („Ukraiński lekarz wciąż z zarzutem zabójstwa i bez paszportu”) ujawniliśmy jednak, że kolejny prowadzący śledztwo prokurator, Mariusz Dąbkowski, wciąż nie zlecił opinii biegłych. Mariola Wojciechowska-Grześkowiak, rzeczniczka gorzowskiej prokuratury, tłumaczyła, że prokurator referent ma odmienne od prokuratora krajowego zdanie co do sposobu prowadzenia postępowania. Jak podkreślała, trwały czynności procesowe, „nikt też nie kwitnie w areszcie, nie ma więc podstaw do nerwowych ruchów”.

Trzy dni po naszej publikacji gorzowska prokuratura zmieniła zdanie. „Na obecnym etapie postępowania prokurator referent postanowił zasięgnąć wiedzy specjalistycznej z dziedziny nauk medycznych i postanowieniem z 25 października 2024 r. powołał instytucję naukową w celu wydania pisemnej opinii” – poinformowała prok. Wojciechowska-Grześkowiak. „Celem opinii jest udzielenie odpowiedzi na sformułowane pytania, które odnoszą się do oceny prawidłowości przyjętego procesu leczenia pacjenta, jego zgodności z aktualną wiedzą medyczną, regułami sztuki i przepisami regulującymi zasady wykonywania świadczeń i procedur medycznych”.

Lepiej późno niż wcale – komentował w rozmowie z reporterem „Polityki” ekspert ze środowiska medycznego. Zdziwienie, że prowadzący śledztwo tak długo nie zasięgał opinii biegłych, wyrażał w jednej z naszych publikacji również doświadczony prokurator. Mówił nam, że od czasu głośnej sprawy kardiochirurga Mirosława Garlickiego (został uniewinniony po 12 latach od oskarżenia i słów ówczesnego prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry: „Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”) prokuratury unikają stawiania zarzutów zabójstwa w związku z działaniem medycznym. – A jeśli już, to koniecznie z „podkładką”, czyli opinią biegłych. Tego nas uczą na studiach i na szkoleniach – mówił.

Biegłych jak na lekarstwo

Pierwotnie opinia biegłych miała być gotowa do 31 marca 2025 r. Termin był przesuwany kilka razy, ostatni minął 31 stycznia 2026 r., a kolejny został wyznaczony na 6 marca tego roku. – Występują trudności z oceną sprawy i kłopoty z opracowaniem wniosków – tłumaczy prokurator Roman Witkowski, chwilowo pełniący obowiązki rzecznika prokuratury.

Być może kłopoty wynikają z dużej liczby szczegółowych pytań, jakie zadał prokurator, choć przecież chodzi o zbadanie niecałej godziny działania szpitala i odpowiedź na kluczowe pytanie: czy lekarz zabił pacjenta, a jeśli nie, to czy mógł mu zaszkodzić w inny sposób – mówi tymczasem „Polityce” osoba znająca kulisy sprawy.

Jak twierdzi, Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu, który przygotowuje ekspertyzę, miał kłopoty ze skompletowaniem zespołu ekspertów, bo wielu lekarzy anestezjologów podpisało list w obronie Kadukhi (łącznie ponad 2 tys. osób). W trakcie ewentualnego procesu sądowego można by było podważać opinię sygnowaną przez każdego z nich, wskazując na stronniczość autora. – Inna sprawa, że niewielu ekspertów garnie się do spraw medialnych, a ta taką się stała. Są też zarobieni, bo system sporządzania opinii jest nieefektywny, a wynagrodzenie żenująco niskie – twierdzi nasz rozmówca.

Szerzej na ten temat pisał na naszych łamach Paweł Walewski: „Problem z każdym rokiem robi się coraz poważniejszy. Brakuje lekarzy chętnych do sporządzania opinii dla sądów. Procesy więc ciągną się latami, a sędziowie desperacko szukają kogokolwiek, kto zgodzi się na rolę biegłego. Sytuacja wymaga natychmiastowych zmian”.

„Na szczęście szpital daje mi pracować”

Jak ustaliśmy, zmienił się prokurator prowadzący śledztwo. „Prok. Mariusz Dąbkowski rozpoczął wykonywanie obowiązków służbowych w innym wydziale Prokuratury Okręgowej” – potwierdza Roman Witkowski. Jeden z naszych rozmówców uważa jednak, że do prokuratury powoli dociera świadomość, że „ktoś będzie musiał wyjąć gorący kartofel z ognia” i zmienić kwalifikację prawną czynu lekarza.

Śledztwo przejęła prok. Krystyna Pokorska, o której było głośno w kraju, gdy za rządów PiS w 2018 r. zrezygnowała z prowadzenia śledztwa w sprawie tzw. afery melioracyjnej – podejrzanym był polityk PO Stanisław Gawłowski (w 2025 r. nieprawomocnie został skazany na pięć lat pozbawienia wolności, wkrótce zaczyna się sprawa apelacyjna). „Nie mogła pozwolić sobie na codzienne dojazdy do Szczecina, gdzie została delegowana do pracy przy tej sprawie” – informowała Prokuratura Krajowa. Gorzów od Szczecina dzieli 100 km komfortowej ekspresówki, a w mediach pojawiły się wówczas spekulacje, że rezygnacja mogła być związana z wątpliwościami prok. Pokorskiej co do materiału dowodowego lub „naciskami z Warszawy”, czyli z rządzonej przez Ziobrę prokuratury.

Na razie nic nie wskazuje na to, żeby po zmianie referenta i do czasu sporządzenia opinii biegłych sytuacja prawna Kadukhi miała się zmienić. Formalnie pozostaje podejrzanym o zabójstwo (a dwie pielęgniarki w tej samej sprawie o nieudzielenie pomocy pacjentowi, za co grozi do trzech lat pozbawienia wolności). „Środki zapobiegawcze w postaci zakazu opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportów są nadal stosowane, decyzją Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. zostały utrzymane w mocy. Obecnie obrońca podejrzanego ponownie złożył wniosek o uchylenie stosowanego środka poprzez zwrot zatrzymanych paszportów, z utrzymaniem zakazu opuszczania kraju, lecz postanowieniem prokuratora nadzorującego śledztwo wniosku nie uwzględniono. Orzeczenie nie zostało dotychczas zaskarżone” – informuje prok. Witkowski.

Prokurator podjął taką decyzję, choć lekarz w trakcie śledztwa (i przed, i po aresztowaniu) był za granicą i karnie meldował swój powrót. – Cieszę się, że nie siedzę już w więzieniu, ale życie lekarza z zarzutem zabójstwa pacjenta do przyjemnych nie należy. Na szczęście szpital daje mi pracować, a to pozwala nie myśleć ciągle o prokuratorze – mówi nam Andrii Kadukha.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Węgierska azylantka Patrycja Kotecka. „Są sprawy, które mogą wyjść na jaw. To ją psychicznie rozkłada”

Inteligentna, odporna psychicznie i tajemnicza. Ma wpływy w mediach. Decydowała o tym, co się działo w Ministerstwie Sprawiedliwości. Od niedawna znajduje się pod ochroną węgierskiego rządu. Jaką rolę odgrywa Patrycja Kotecka-Ziobro?

Anna Dąbrowska
29.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną