Kard. Konrad Krajewski, kościelny Robin Hood, pokieruje archidiecezją łódzką
To konserwatysta z ludzką twarzą. Urodzony w 1963 r. w Łodzi kard. Konrad Krajewski był do czwartku papieskim jałmużnikiem, odpowiedzialnym za dobroczynną misję Kościoła. Papież Franciszek wybrał go do tej roli na początku swojego pontyfikatu w 2013 r. Mieli doskonałe relacje.
Krajewski watykańską karierę zaczął już w 1999 r., gdy Jan Paweł II mianował go mistrzem ceremonii domu papieskiego. W 2018 r. Franciszek uczynił go kardynałem. Polski dostojnik ma opinię osoby skromnej i wolnej od egocentryzmu.
Z polecenia Franciszka wiele razy rozwoził pomoc dla potrzebujących w ogarniętej wojną Ukrainie. Raz znalazł się na linii ognia. Wcześniej prasa zachodnia pisała o jego solidarności z bezdomnymi i migrantami. Odwiedził wyspę Lampedusa, dokąd migranci docierali z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.
Włoski lewicowy dziennik „La Repubblica” nazwał kardynała Robin Hoodem, gdy zerwał plomby i przywrócił dopływ elektryczności w budynku zajmowanym w Rzymie przez ubogich dzikich lokatorów, w tym dzieci. Podpadł wtedy ówczesnemu włoskiemu wicepremierowi Matteo Salviniemu (sprzymierzeńcowi Jarosława Kaczyńskiego).
Nie wahał się zaoferować pomoc podczas pandemii grupie transpłciowych „pracowników seksualnych”. Tłumaczył, że to normalne w Kościele, który ma być według Franciszka „szpitalem polowym”.
Spekulowano, że może być następnym papieżem. Wraca jednak do Łodzi. Zajmie miejsce kard. Grzegorza Rysia, który niedawno przeniósł się do Krakowa – zastępując tam abp. Marka Jędraszewskiego. Można odetchnąć z ulgą.