Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Symboliczne śluby w Warszawie. Pary LGBT+ do Tuska: wykonaj wyrok, wydaj transkrypcje

„My już nie czekamy! Wykonaj wyrok” – małżeństwa LGBT+ apelują do Tuska. „My już nie czekamy! Wykonaj wyrok” – małżeństwa LGBT+ apelują do Tuska. mat. pr.
Pod Pałacem Ślubów w Warszawie queerowe pary otrzymały akty małżeństwa. Na razie symboliczne, bo choć urzędy są gotowe na uznanie jednopłciowych związków, rząd nie pali się wcale do „respektowania wyroków” czy „przywracania praworządności”.

Sprawa jest emblematyczna, ponieważ Polska od 23 lat nie zrobiła nic na rzecz równości par tej samej płci. W tym czasie ponad 25 państw na świecie wprowadziło związki partnerskie, a 34 uznały równość małżeńską. Ile obecny rząd zamierza jeszcze czekać? Na co czeka minister Kierwiński? – pytał retorycznie Piotr Cykowski z Akcji Demokracji, która – wraz z Kampanią Przeciw Homofobii – zorganizowała happening pod Pałacem Ślubów w Warszawie.

„Polska przyzwala na bigamię”

Przed Pałacem Ślubów stawili się m.in. Miłosz Piotr Przepiórkowski i Mateusz Urban. Panowie poznali się tuż przed pandemią, po wybuchu której wypadki potoczyły się błyskawicznie: Mateusz przeprowadził się z kawalerki do mieszkania Miłosza, po roku były zaręczyny, a po dwóch – kameralny ślub.

– „Tak” powiedzieliśmy sobie w Berlinie, ale natychmiast po powrocie do Warszawy próbowaliśmy zarejestrować związek w urzędzie stanu cywilnego. Oczywiście nam odmówiono – wspomina w rozmowie z „Polityką” Urban. – Nadal czekamy na uznanie naszego małżeństwa, a przecież wkrótce będziemy obchodzić czwartą rocznicę.

Przepiórkowski wskazuje na wynikające z bierności państwa paradoksy: – Gdybyśmy chcieli się rozwieść, jeden z nas musiałby mieć przynajmniej półroczną rezydencję w Niemczech. Polska nie może zakończyć ich relacji, bo wcześniej musiałaby ją uznać. Ponieważ jednak, uzupełnia Urban, nie uznaje, w teorii obaj mogą w niej wziąć śluby z kobietami: – Nasza ojczyzna przyzwala więc na bigamię.

– Ostatnio udało nam się zmienić nazwisko, czego potrzebowałyśmy chociażby po to, żeby odbierać przesyłki na poczcie albo nie mieć problemów w szpitalu – mówi Małgorzata Sikora-Tarnowska. – Queerowa para musi się w takich sytuacjach nagimnastykować, tracąc w urzędach czas i pieniądze. To nie fair, że z pozoru prosta czynność wymaga dowiadywania się od krewnych i znajomych królika, gdzie możemy złożyć dokumenty: który urzędnik będzie nam przychylny, a którego powinniśmy się wystrzegać.

Jej żona Patrycja dodaje: – Po sugestiach prawnika zdecydowałyśmy się zebrać obszerny „materiał dowodowy”, co często zakrawało na absurd – musiałyśmy np. biegać po rodzinie, która spisywała oświadczenia, że jesteśmy z Gosią małżeństwem. Więcej wysiłku musiałyśmy włożyć w Polsce, żeby zmienić nazwisko, niż żeby wziąć ślub w Danii!

Sprint po równość? Raczej bieg z przeszkodami!

Choć na happeningu pojawili się wiceministra funduszy Monika Sikora i wiceminister pracy Sebastian Gajewski (w odpowiedzi na jego pismo ZUS zobowiązał się niedawno do „uznawania odpisów aktów małżeństwa sporządzonych przez polskie urzędy stanu cywilnego”) – rząd bynajmniej nie mówi o sprawie jednym głosem.

W teorii wyroki TSUE i NSA zobowiązują Polskę do transkrypcji zawartych za granicą małżeństw jednopłciowych, a więc m.in. aktualizacji wzoru dokumentów oraz zmian w systemie teleinformatycznym USC. Jak jednak sentencjonalnie zauważył niegdyś amerykański bejsbolista Yogi Berra: „W teorii nie ma różnicy między teorią a praktyką. W praktyce – jest”.

Konflikt między resortem cyfryzacji (kierowanym przez wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego z Nowej Lewicy) a MSWiA (na którego czele stoi Marcin Kierwiński z KO) tli się od listopadowego wyroku TSUE. Gawkowski uważa, że transkrypcja wymagałaby jedynie rozporządzenia, Kierwiński twardo forsuje ustawę. Ta ostatnia nie ma jednak szans na podpis prezydenta Karola Nawrockiego.

W styczniu Gawkowski zaproponował zmianę w treści rozporządzenia: zamiast „kobiety” i „mężczyzny” w nowej wersji aktu ślubu miałyby figurować neutralne płciowo określenia „małżonek pierwszy” i „małżonek drugi”. Równolegle wicepremier skierował projekt do błyskawicznych (raptem dziesięciodniowych!) konsultacji międzyresortowych, których wyniki przez dwa miesiące trzymał jednak w tajemnicy, ewidentnie czekając z ich ujawnieniem na rozstrzygnięcie NSA.

– Patrząc na zastrzeżenia niektórych resortów, polską społeczność LGBTQIA+ czeka nie sprint po równość, ale raczej kolejny bieg z przeszkodami – ocenia w rozmowie z „Polityką” Przemek Walas, kierownik rzecznictwa w Kampanii Przeciw Homofobii.

KO: Prawne zamieszanie

W odpowiedzi MSWiA czytamy, że „obecne rozwiązania są ze sobą spójne”, a neutralne płciowo określenia wprowadzałyby prawne zamieszanie. Przykładowo skoro w kodeksie rodzinnym istnieje rozróżnienie na ojca i matkę, jego brak mógłby, twierdzi resort, doprowadzić do omyłkowej transkrypcji aktu urodzenia dziecka jednopłciowej pary. W szeregu zastrzeżeń czytamy także, że określenia „małżonek pierwszy” i „małżonek drugi” są rzekomo wartościujące.

– Oczywiście troska szefa MSWiA o równość chwyta za serce – zżyma się Walas – ale może zostawmy jego prywatne dylematy na boku. Minister Kierwiński może albo utrudnić pracę urzędnikom, którzy będą musieli dokonywać w dokumentach odręcznych dopisków, albo ją ułatwić. Trzeciej drogi nie ma, fakty są natomiast proste, a wyroki jednoznaczne.

Jak zresztą podkreślał w niedawnej rozmowie z „Polityką” adw. Paweł Knut, pełnomocnik Jakuba i Mateusza przed NSA: – Sędzia sprawozdawca Leszek Kiermaszek wyraźnie zaznaczył, że urząd musi dokonać transkrypcji, nawet jeśli rząd nie zdąży z aktualizacją wzorów dokumentów. Trudno, jeden z moich klientów będzie figurował w nich jako „kobieta”.

Urzędy są zresztą na planowane zmiany gotowe, co wiemy dzięki mrówczej pracy stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza, które zapytało o gotowość do transkrypcji jednopłciowych małżeństw ponad 2,1 tys. (!) urzędów stanu cywilnego. Otwarty sprzeciw wyraziło raptem 2 proc. urzędów stanu cywilnego.

PSL udaje Greka

Swoją pulę zastrzeżeń do pomysłu Gawkowskiego zgłosili również ludowcy. Przykładowo kierowane przez Dariusza Klimczaka ministerstwo infrastruktury zarzuciło projektowi niezgodność z konstytucją (pamiętajmy jednak, że jego opinia spłynęła przed wyrokiem NSA, który wyraźnie takową wykluczył).

MON, na którego czele stoi wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, pisze natomiast: „Nie jest jasne, dlaczego projektodawca, po ponad dziesięciu latach obowiązywania zarówno przepisów ustawowych, jak i wykonawczych posługujących się pojęciami kobieta i mężczyzna doszedł do wniosku, że przepisy rozporządzenia są niezgodne z przepisami ustawowymi”.

– Wyjaśnię panu wicepremierowi, że zmieniły się okoliczności: mamy orzecznictwo TSUE i wyrok NSA. Koalicja, która podczas wyborów niosła na sztandarach „powrót do praworządności”, musi je wykonać, tu nie ma pola do dyskusji – napomina Walas.

Alternatywą jest nałożenie przez Trybunał w Luksemburgu kar finansowych, co poniekąd mamy już przećwiczone. Za rządów PiS płaciliśmy milion euro dziennie za niewykonywanie wyroku ws. Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, a także 500 tys. euro za upór ws. kopalni Turów. Łącznie straciliśmy na tym 2,7 mld zł, które Komisja Europejska potrąciła Polsce z funduszy unijnych.

Konserwatyzm się nie opłaca

Co dalej? Walas kreśli trzy scenariusze. W pierwszym (jak podkreśla: najmniej prawdopodobnym) rząd wykonuje wyrok i dostosowuje do niego prawo. W drugim ignoruje orzeczenia sądów, by nie narażać się konserwatywnej prawicy. To jednak, twierdzi aktywista, niebezpieczna decyzja; nie tylko ze względu na wspomniane już kary finansowe. – Nakładanie konserwatywnej maski po prostu się demokratom nie opłaca, Rafał Trzaskowski przegrał wybory właśnie dlatego – ocenia Walas.

I dodaje: – Najbardziej prawdopodobną ścieżką wydaje mi się dalsza walka w urzędach i na salach sądowych. Obawiam się, że będziemy musieli powtarzać schemat: para kieruje wniosek do USC, ten odmawia, powołując się albo na niedostatki systemu teleinformatycznego, albo na rzekomą kolizję z art. 18. Następnie sprawa trafia do sądu administracyjnego, który uchyla wcześniejsze decyzje, opierając się na precedensowym wyroku NSA.

Wygląda na to, że o równość małżeńską będziemy się bić nie w parlamencie, ale na salach sądowych. Cóż, jak trzeba, to trzeba.

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Wet za wet. Wojna z Iranem zaczyna być droga. Ajatollahowie wcale jej nie przegrywają

Amerykanie szykują się do lądowej inwazji w pobliżu cieśniny Ormuz, Izraelczycy – w Libanie, Iran strzela na 4 tys. km, a wojna trwa już prawie miesiąc.

Łukasz Wójcik
24.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną