Jelena Rybakina mistrzynią Australian Open. Postawiła się Sabalence, przetrwała wojnę nerwów
Mówiło się o tegorocznym Australian Open, że przebiega bez większych niespodzianek, więc jest trochę nużący, ale ostatnie mecze fazy pucharowej nieco te wrażenia zatarły. Zwłaszcza u panów, choć dzisiejszy finał pań też stał na bardzo wysokim poziomie. W sobotę starły się bez wątpienia najlepiej dysponowane zawodniczki w tourze. Jelena Rybakina wraca oficjalnie do ścisłej czołówki i w końcu wzięła rewanż – w 2023 r. to Aryna Sabalenka podniosła puchar w Melbourne.
Spokój Rybakiny, nerwy Sabalenki
Obie generują ogromne prędkości. Po stronie Sabalenki jest moc uderzeń, lepiej też rusza się po korcie, jej tenis jest na pewno bardziej urozmaicony. Po stronie Rybakiny jest przede wszystkim moc serwisu. Ale też kapitalny return i generalnie spokój, którym emanuje, nawet jeśli w środku jest zagotowana. Dziś ten spokój opuszczał ją sporadycznie i wdzierał się stres, gdy gra nie układała się po jej myśli.
Zaczęła świetnie. Sabalenka, spięta, nerwowa, przejęta wagą spotkania, grała pospiesznie. Rybakina szybko z tego skorzystała – przełamała rywalkę już w pierwszym gemie i to wystarczyło, żeby wygrać całego seta (6:4). Sabalenka podjęła walkę, ale nie znalazła odpowiedzi ani na dokładne serwisy przeciwniczki (o asach nie wspominając), ani na płynnie wracające piłki.
W drugiego seta to Kazaszka weszła usztywniona, dała się zepchnąć do defensywy. Jej pierwszy gem serwisowy trwał ok. 10 minut, ale zdołała go utrzymać. Pojedynek na jakiś czas się wyrównał, ale i tym razem wystarczyło jedno przełamanie. W kluczowym momencie Sabalenka wzięła sprawy w swoje ręce – było 6:4, czyli remis.
Decydował trzeci set. Tym razem Sabalenka przełamała pierwsza, szybko zrobiło się 3:0. Rybakina przygasła. Cennej rady udzielił jej wtedy trener, zawsze rozgadany, kontrowersyjny Stefano Vukow: więcej energii! Podziałało, odłamała, wygrała pięć gemów z rzędu, zrobiło się 5:3 na jej korzyść. Przetrwała wojnę nerwów i wyserwowała sobie zwycięstwo. Set znów rozstrzygnął się wynikiem 6:4.
To drugi tytuł wielkoszlemowy w karierze Rybakiny – w 2022 r. wygrała Wimbledon. Przez długi czas dominowała w tourze obok Igi Świątek i Sabalenki, ale pojawiły się problemy, a WTA usunęła Vukowa z listy trenerów dopuszczonych do pracy (były oskarżenia o psychiczne i fizyczne znęcanie się nad podopieczną – Rybakina im solennie zaprzeczała, ale coś jest na rzeczy). W poprzedni sezon Kazaszka wchodziła niemrawo, ale forma bezdyskusyjnie wróciła. Rybakina znów jest piekielnie groźna.
Aryna Sabalenka na pewno jest niepocieszona – zagrała w czterech z pięciu ostatnich finałów wielkoszlemowych (ogromny sukces) i tylko raz sięgnęła po tytuł (US Open 2025). A Melbourne kocha, zwyciężała tu dwukrotnie. Na piąty puchar wielkoszlemowy jeszcze poczeka. Na razie ma w gablocie po dwa triumfy w Australii i Nowym Jorku.
Teraz Djoković vs Alcaraz
Obie awansowały do finału w Melbourne bez straty seta i z niewielkimi tylko kłopotami – Sabalence postawiły się ciut mocniej tylko Kanadyjka Victoria Mboko i świeżo upieczona Austriaczka Anastasija Potapova. Kazaszka większych przeszkód po drodze nie miała. Niestety Iga Świątek w ćwierćfinale też nie utrudniła jej zadania. Ciekawostka: Polka znów przegrała z zawodniczką, która ostatecznie zwycięża. Przed rokiem to była Madison Keys.
Sabalenka z Rybakiną grały razem wielokrotnie, poprzednio w WTA Finals dla najlepszych zawodniczek na świecie na zwieńczenie sezonu 2025. Puchar też podniosła wtedy Rybakina, która znajduje sposoby na Białorusinkę jako jedna z nielicznych tenisistek w tourze. Nie zawsze tak było i pewnie nie zawsze będzie, ale jest na wznoszącej fali, odkąd uporała się z kłopotami zdrowotnymi, a Vukow wrócił do jej boksu. Sezon zaczyna znakomicie, wraca też – zasłużenie – na podium rankingu WTA. Od poniedziałku będzie trzecia, za Igą. Wszystkie trzy już to podium współdzieliły.
A już w niedzielę, jak to się mówi, „tenisowy szlagier” – w męskim finale zmierzą się Novak Djoković i Carlos Alcaraz, obaj po spektakularnych półfinałowych bataliach rozegranych na pełnym dystansie. 38-letni Serb walczył w Melbourne o puchar dziesięć razy i dziesięć razy go podnosił. Sporo młodszemu Hiszpanowi tylko tego trofeum brakuje do skompletowania karierowego szlema, czyli wywalczenia zwycięstw we wszystkich turniejach wielkoszlemowych. Zanosi się na widowisko.