Iga Świątek odpadła z Australian Open. Problem w starciach z czołówką robi się poważny
Wiadomo było, że obie tenisistki wiedzą o sobie wszystko. Spotykały się kilkanaście razy. Polka od razu przełamała podanie rywalki, która miała kłopoty z pierwszym serwisem. Nie zdołała jednak utrzymać przewagi. Rybakina zaczęła skuteczniej serwować, a z drugiej strony zdobywała przewagę po drugim podaniu Polki. Gra się wyrównała. Podopieczna Wima Fissete’a była dobrze usposobiona przy serwisie. Nie było kolejnych przełamań aż do 12. gema.
Przy stanie 5:6 piłkę wprowadzała do gry Świątek. Wojnę nerwów wygrała Kazaszka. Naszą rodaczkę zawodziło pierwsze podanie. Druga setowa piłka padła łupem Rybakiny. A więc po godzinie na korcie Polka przegrała 5:7 i wykorzystała przerwę na wizytę w szatni. W pierwszym secie niewiele zabrakło, ale jednak to Rybakina była trochę solidniejsza.
Czytaj też: Falowanie Igi Świątek: co się zmieniło? To był słodko-gorzki sezon
Drugi set: fatalnie, zupełnie źle
Zadawaliśmy sobie pytanie, jak zareaguje Polka. Czy utrzyma nerwy na wodzy? Zaczęło się fatalnie, bo rozluźniona Jelena Rybakina nie tylko spokojnie wygrała swój serwis, ale nie dała szans przeciwniczce przy jej serwisie. Po następnych minutach było już zupełnie źle: 0:3, 1:4. Iga była niecierpliwa, starała się za szybko kończyć wymiany, a z drugiej strony pojawiało się coraz więcej asów i pewność siebie. Kolejne gemy pojawiały się tylko po jednej stronie. As dobił Polkę. Set zakończył się zasłużenie porażką 1:6.
Ten pojedynek miał dać pełniejszą odpowiedź na pytanie o dyspozycję Polki w Melbourne. Dwie z dotychczasowych rywalek (Yuan Yue i Maddison Inglis) są w drugiej setce WTA, Marie Bouzkova to nr 44, a Anna Kalinska – 33. W tych czterech wcześniejszych rundach otrzymywaliśmy niejednoznaczne sygnały. Na przykład w spotkaniu z Kalinską po bezdyskusyjnej dominacji Igi w pierwszym secie (6:1) doszło do trudnej do wytłumaczenia zapaści w kolejnej partii (1:6), by następnie znów nie pozostawić złudzeń rywalce (6:1).
Ciekawa byłaby konfrontacja z podopieczną Tomasza Wiktorowskiego Naomi Osaką, ale Japonka wcześniej wycofała się z powodu kontuzji. Ćwierćfinał pokazał, że mamy do czynienia z poważnym problemem w starciach z zawodniczkami ze ścisłej czołówki.
Czytaj też: Tenisowa „bitwa płci”: Sabalenka nie miała z Kyrgiosem szans. I po co jej to było?
Ćwierćfinał, a jednak niedosyt
Wiadomo, że zdrowa Jelena Rybakina jest rywalką z najwyższej półki. Chyba nikt by się nie zdziwił, gdyby to jej przypadło główne trofeum. Ubiegły sezon był pełen zawirowań, ale ostatnio Kazaszka właściwie zawsze wygrywa.
Do ćwierćfinału Australian Open weszły wyłącznie zawodniczki rozstawione, w tym te z pierwszymi sześcioma numerami. To nie zdarzyło się od wielu lat. A to oznacza, że zazwyczaj zwyciężały faworytki. Z tego punktu widzenia trzeba docenić tegoroczny wynik najlepszej polskiej tenisistki, ale nie zmienia to faktu, że odczuwamy niedosyt. I mniej chodzi o wynik, ale bardziej o to, że porażki są dotkliwe.