Australian Open: start! Jak wypadną Iga Świątek i Hubert Hurkacz? Są nadzieje i obawy
Wracamy do wielkiego tenisa. Przerwa w tym sporcie nie trwa długo, a jednak trochę się dłuży. Dlatego jesteśmy gotowi zarywać noce, żeby emocjonować się wydarzeniami na Australian Open. Pierwsze piłki do obejrzenia w niedzielę 18 stycznia, a ostatnie 1 lutego. Oczywiście dla rodzimego kibica najważniejsza jest odpowiedź na pytanie o to, jak spiszą się nasi reprezentanci.
Świątek, Linette, Fręch, Klimovicova
Ciągle narzekamy, że w światowej czołówce (nawet tej szerokiej) za mało jest Polek i Polaków, ale w tym roku nie jest źle. W singlu zobaczymy Lindę Klimovicovą, Magdalenę Fręch, Magdę Linette i oczywiście Igę Świątek. W męskiej drabince znaleźli się Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak. W deblu i mikście liczymy na Jana Zielińskiego. W Melbourne chciały jeszcze wystąpić Katarzyna Kawa i Maja Chwalińska. Obie nie przebrnęły kwalifikacji. Szkoda. Gorzej, że Kawa, której występy w United Cup w parze z Zielińskim zapamiętamy na długo, nie może być zgłoszona do miksta z powodu dalekiego miejsca w rankingu.
Najwięcej nadziei wiążemy, jak zwykle, z występami Igi Świątek. To naturalne, ale warto też zwrócić uwagę na pozostałe Polki, w tym Czeszkę z polskim paszportem – Lindę Klimovicovą. 21-letnia dziewczyna z Ołomuńca opuściła kraj słynący z umiejętności szkolenia tenisowych mistrzyń i mistrzów i zameldowała się nad Wisłą. Tam była jedenastą rakietą, u nas jest już piąta. Jako polska obywatelka rusza na podbój swojego pierwszego turnieju wielkoszlemowego. Podbój to może określenie na wyrost, ale byłoby świetnie, gdyby pokonała jedną, dwie rywalki.
Fręch i Linette są obecnie sklasyfikowane na początku drugiej pięćdziesiątki WTA. Można się spodziewać solidności i wielkiej ambicji. W losowaniu nie poszczęściło się półfinalistce sprzed kilku lat – Magdzie Linette, która spotka się z rozstawioną Emmą Navarro (15. WTA). Za to Magdalena Fręch będzie faworytką w meczu z Veroniką Erjavec (99. WTA). Przecież Polka właśnie pokonała mistrzynię Wimbledonu Marketę Vondorusovą.
Czytaj też: Falowanie Igi Świątek: co się zmieniło? To był słodko-gorzki sezon
Australian Open: narodowej tragedii nie będzie
Niepokój towarzyszy rozważaniom szans na dobry występ obecnej światowej wiceliderki. W dobie rozbuchanej sztucznej inteligencji dowiadujemy się dokładnie, na co można liczyć. Podobno może był kłopot nawet z przejściem pierwszego tygodnia, bo na drodze może stanąć dwukrotna mistrzyni w Melbourne – Naomi Osaka.
Przewidywaniami AI nie ma co się przejmować. Gorzej, że Iga Świątek nie wysyła jednoznacznych sygnałów mówiących o jej formie. W zwycięskim dla Polski United Cup pokonała trzy przeciętne przeciwniczki, ale gdy przyszło do starć z Coco Gauff i Belindą Bencić, było już gorzej. Oby tendencja do porażek z tymi najlepszymi nie utrzymała się.
Oczywiście, byłoby pięknie relacjonować zwycięski finał za dwa tygodnie, siódmy tytuł Wielkiego Szlema w ogóle, a pierwszy w Melbourne. Rok temu Polce zabrakło jednej piłki do pokonania w półfinale późniejszej mistrzyni Madison Keys. Trzymając się szlemowej terminologii – dzisiaj wszystkie karty są jeszcze do rozdania. Marzenia o tytule to jedno, ale jeśli go nie będzie, to też nie ogłosimy narodowej tragedii. Obyśmy tylko nie musieli przeżywać razem z Igą długich chwili bezradności na korcie. To one najbardziej dziwią i martwią. Pierwszą rywalką naszej mistrzyni będzie Chinka Yue Yuan, która musiała przebijać się przez trzy rundy kwalifikacji.
Co zwojują Hurkacz i Majchrzak
Jeszcze na dobre nie rozpoczął się sezon, a Hubert Hurkacz już awansował o 30 miejsc w zestawieniu ATP (z 83.). Do „szóstki” sprzed wimbledońskiej kontuzji w 2024 r. jeszcze daleka droga, ale jej początek – bardzo efektowny. Pod opieką Chilijczyka Nicolasa Massu Polak wysyła bardzo wyraźne sygnały, że powrót do elity to kwestia czasu. Niekoniecznie długiego. W United Cup pokonał przecież dwóch tenisistów ze ścisłej czołówki – Aleksandra Zvereva i Taylora Fritza.
Zwycięstwa się liczą, ale widać, że Wrocławianin jest teraz znacznie wszechstronniejszym sportowcem. Ciągle strzela serwisowymi asami, ale wytrzymuje też znacznie dłuższe wymiany, jego returny są pewniejsze. Miejmy nadzieję, że wszystkie te atuty zobaczymy już na początku turniejowej drogi w pojedynku z Belgiem Zizou Bergsem (43. ATP).
Po uporaniu się ze skutkami długiej dyskwalifikacji do szeroko pojętej czołówki dotarł już Kamil Majchrzak. Opłaciły się upór i waleczność. Dziś potrafi postraszyć najlepszych. W Australii w pierwszej rundzie będzie faworytem, bo po drugiej stronie siatki stanie Brytyjczyk Jacob Fearnley (77. ATP).
Czytaj też: Tenisowa „bitwa płci”: Sabalenka nie miała z Kyrgiosem szans. I po co jej to było?
Australian Open: pretendenci i faworyci
W singlu kobiet niewiele szans na powtórzenie triumfu ma Madison Keys, która w ubiegłym roku wzniosła się na wyżyny. Za to jej finałowa rywalka Aryna Sabalenka jest chyba najpoważniejszą pretendentką. Dużo mówi się także o nastolatkach: Victorii Mboko z Kanady i Rosjance Mirrze Andriejewej. No i stały zestaw nazwisk: Coco Gauff, Jessica Pegula, a także Amanda Anisimova. Na tej liście jest oczywiście Iga Świątek.
W męskich rozgrywkach dwa najpewniejsze nazwiska to oczywiście Jannik Sinner i Carlos Alcaraz. Ale czy na pewno można skreślać dziesięciokrotnego mistrza Novaka Djokovicia? Tu także w drabince jest cała grupa tych, którzy mają podstawy do marzeń o tytule. Trochę z patriotycznych względów (ale tylko trochę) umieśćmy w tym gronie także naszego Huberta Hurkacza.