Triumf Alcaraza oznacza, że następca Rafy Nadala zebrał już wszystkie tytuły najważniejszych tenisowych zawodów. I ma ich już w sumie siedem.
Czytaj także: Rybakina mistrzynią Australian Open. Postawiła się Sabalence, przetrwała wojnę nerwów
Alcaraz i Djoković - mocarze
Od początku rozgrywek mężczyzn wszystko w tegorocznym Australian Open szło zgodnie z planem. Faworyci słusznie za takich uchodzili, najwyżej notowani wspinali się po kolejnych stopniach turniejowej drabinki bez niespodzianek. W półfinałach spotkała się pierwsza rakieta z trzecią i druga z czwartą. Choć kto wie, co by się stało, gdyby Lorenzo Musetti (piąty w rankingu ATP) po dwóch rewelacyjnych setach w ćwierćfinale z Djokoviciem nie poczuł bólu mięśnia uda.
Przestaliśmy jednak się nad tym zastanawiać po tym, co stało się w pojedynku Serba o finał z Włochem Jannikiem Sinnerem. 38-latek jeszcze raz pokazał, że nigdy nie można mu odbierać szans. Ci, którzy w niego wierzyli, mogli mieć niezły dzień u bukmacherów.
Djoković sprawił, że nie sprawdziły się powszechne oczekiwania kolejnego wielkoszlemowego finału Sinner – Alcaraz. Ten drugi zresztą musiał stoczyć heroiczny, wyniszczający bój z Alexandrem Zverevem w drugim półfinale. Pięć setów w niemal pięć i pół godziny! Do tego kontrowersje związane z pomocą medyczną na korcie dla wycieńczonego Hiszpana.
Bez względu na okoliczności nikt nie może kwestionować, że w meczu o tytuł po obu stronach siatki stanęli w niedzielę mocarze. Reprezentanci dwóch odległych pokoleń: 22-letni Alcaraz, obecny lider rankingu, oraz czwarty w tym zestawieniu, o 16 lat starszy Djoković z dorobkiem 24 wielkoszlemowych zwycięstw (co jest liczbą kosmiczną).
Przed pierwszym serwisem wiadomo było, że albo Alcaraz pierwszy raz wygra w Australii, albo Djoković po raz 11 (!). Zaczęli od popisów sprawności serwisowej, ale w czwartym gemie Nole z zimną krwią wykorzystał kłopoty z podaniem Hiszpana. Zrobiło się 3:1 dla „starego” mistrza. Czy to przełomowy moment? W pierwszym secie tak (po podwójnym przełamaniu 6:2 dla Serba).
Alcaraz dojrzał
Po przerwie szybko się okazało, że do ostatecznego rozstrzygnięcia jeszcze daleko. Novak miał problemy przy własnym serwisie, zaczęły się błędy, więc teraz to Carlitos zdobył przewagę przełamania. W dalszym ciągu nie obserwowaliśmy zbyt długich wymian, obaj dążyli do szybkich rozwiązań, czasami przy pomocy efektownych skrótów. Drugi set to było niemal lustrzane odbicie pierwszej partii. Taka szybka przewaga w obu setach jednego z tenisistów znacznie obniżała poziom emocji na Rod Laver Arena.
Stan meczu się wyrównał, a potem Djoković sprawiał wrażenie, jakby opadł z sił i robił wszystko, by jak najmniejszym kosztem przetrwać kryzys.
Po przerwie spędzonej w szatni Nole z nowymi siłami przystąpił do rywalizacji, ale energii nie starczyło na długo. Momentami wydawało się, że jest trochę zrezygnowany. Zrywał się czasami do boju, ale w sumie zaskakująco spokojnie przyjmował przebieg wydarzeń na korcie. Czy czuł, że w tym dniu nie jest w stanie jeszcze raz oszukać metryki?
Czwarty set najbardziej rozgrzał publiczność. Rozgorzała twarda bitwa, gem za gem. Gdy już się wydawało, że dojdzie do tie-breaka, Hiszpan nadspodziewanie łatwo odebrał podanie rywalowi. Efekt? 7:5 i 3:1 w meczu.
Jeśli chodzi o napięcie, zwroty akcji, dramaty, to finał nie dorównał obu półfinałom. Mogło się wydawać, że obejrzymy starcie wyrachowania z szaleństwem. Tak się nie stało, bo Carlos Alcaraz dojrzał i potrafił opanować ułańską fantazję. Być może dlatego na korcie pisał się dość monotonny scenariusz, jeśli tak można ocenić jakikolwiek pojedynek największych mistrzów.