Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

Zimowe igrzyska olimpijskie. Szanse na medale dla Polski? Oby udało się oszukać statystykę

Mediolan na kilka dni przed rozpoczęciem zimowych igrzysk olimpijskich w 2026 r. Mediolan na kilka dni przed rozpoczęciem zimowych igrzysk olimpijskich w 2026 r. Zbigniew Pendel / Polityka
Pierwszy medal dla Polski w zimowych igrzyskach zdobył Franciszek Groń-Gąsienica: brąz w kombinacji norweskiej 70 lat temu w Cortinie D’Dampezzo. Byłoby pięknie nawiązać do tego historycznego momentu w tym samym miejscu.

Właśnie rozpoczynają się XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Mediolanie i Cortinie D’Ampezzo. Jeszcze przed zapaleniem olimpijskiego znicza rozpoczęła się rywalizacja w curlingu. Ślizganie „kamieni” po lodzie w kierunku „domu” nie jest najpopularniejszą dyscypliną w naszym kraju. Do tego nie mamy w tej rywalizacji reprezentantów.

Czytaj też: Zimowe igrzyska wracają do Europy. Włosi wyprodukują nawet śnieg, jeśli będzie trzeba

Olimpijskie marzenia

Na prawdziwe emocje musimy w Polsce chwilę poczekać. I nie jest zresztą pewne, czy takich uniesień będzie zbyt dużo. Nie ma co kryć, na wielkie osiągnięcia trudno liczyć, choć nie jest to wykluczone. Nominacje uzyskało 60 osób.

Znacznie łatwiej pisałoby się o niegdysiejszych triumfach. Bo trochę ich było. Dotychczas reprezentanci Polski stawali na podium 23 razy. Pierwszy był Franciszek Groń-Gąsienica, który zdobył brąz w kombinacji norweskiej. To się zdarzyło 70 lat temu w... Cortinie D’Dampezzo. Byłoby pięknie nawiązać do tego historycznego momentu w tym samym miejscu. Ostatni krążek też był brązowy, zawisł na piersi Dawida Kubackiego cztery lata temu za występ na skoczni normalnej podczas igrzysk w Pekinie.

À propos skoków. Przez długie lata cieszyliśmy się złotym wyskokiem Wojciecha Fortuny w 1972 r. Potem, po wielu latach posuchy, od Salt Lake City w 2002 na skoczniach nam się wiodło. Tym razem trzeba być człowiekiem wielkiej wiary, żeby liczyć na coś więcej niż dwa przyzwoite skoki Polaków i Polek.

Przez lata rozpatrywanie szans zaczynaliśmy od Kamila Stocha. Trzykrotny mistrz olimpijski przez kilka ostatnich sezonów nie mógł uwierzyć, że to, co najpiękniejsze dla niego w tym sporcie, jest poza nim. Obecna zima to pożegnalna podróż po miejscach, w których był wielokrotnie fetowany. 38-latka na wielkie wzloty już chyba nie stać, choć dobrze byłoby się pomylić.

Zmiana pokoleniowa między Adamem Małyszem a Kamilem Stochem przebiegła bez najkrótszej nawet przerwy. Teraz patrzymy z nadzieją na Kacpra Tomasiaka, który skacze najrówniej, ale do żadnego podium jeszcze nie doskoczył.

Mało medalowych szans

Chyba najwięcej można postawić na dobre wieści z toru lodowego. Po latach posuchy i westchnień do słynnego zwycięstwa o włos Zbigniewa Bródki w Soczi (2014) znów mamy ekipę, która przysporzyć może nam sporo radości. Łączniczką między dawnymi i obecnymi czasami jest Natalia Czerwonka, też medalistka z Soczi. Teraz wniesie naszą flagę na czele reprezentacji podczas inauguracji.

Na medal, a może nawet medale, największe szanse ma 26-letni Damian Żurek. Od dłuższego czasu docierają do nas wieści o świetnych wynikach łyżwiarza z Tomaszowa Mazowieckiego. A nie jest osamotniony. Swoje ambicje mają też inni członkowie ekipy, największe Kaja Ziomek-Nogal i Włodimir Semirunnij.

W młodszej odmianie szybkiej jazdy na łyżwach – short tracku – mamy bardzo doświadczoną Natalię Maliszewską i na to doświadczenie liczymy, bo tegoroczne starty nie były spektakularnymi osiągnięciami. Niektórzy fachowcy wspominają też o Feliksie Pigeonie, polskim Kanadyjczyku.

W cieniu wielkiej alpejskiej rywalizacji Lindsey Vonn i Mikaeli Schiffrin z resztą świata bardzo liczymy na coś więcej niż „udany występ” Maryny Gąsienicy-Daniel. Tej zimy kilka razy była naprawdę bliska pierwszego podium w karierze w slalomie gigancie. Oczywiście medal byłby sensacją, ale Polka dobrze się przygotowała do jej sprawienia. Historia naszych występów nie jest łaskawa. W konkurencjach alpejskich nigdy Polska nie miała osiągnięć na miarę podium, to się nie udało nawet Andrzejowi Bachledzie.

Są też tacy, którzy wierzą w dobre występy snowboardzistów. Szczególnie liczy się Aleksandra Król-Walas, a może też Oskar Kwiatkowski.

W pozostałych dyscyplinach, a jest ich bardzo dużo, albo w ogóle nie będziemy występować, albo wypatrywać będziemy dalekich i bardzo dalekich miejsc, np. w biegach narciarskich, biathlonie czy saneczkarstwie.

Warto jeszcze wspomnieć o ciekawostce. W ostatniej chwili prawo startu w bobslejach wywalczyły Klaudia Adamek i Linda Weiszewski. Adamek jest pierwszą w historii olimpijskiej zawodniczką, która reprezentowała Polskę także na letnich igrzyskach w Tokio (należała do lekkoatletycznej sztafety 4x100 m).

Na koniec przypomnienie. Zazwyczaj trzeba mieć kilka realnych szans, żeby jedna zakończyła się urzeczywistnieniem. Oby udało się oszukać statystykę.

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Lęk przed drugą Jałtą. Trzech drapieżców gra już nowy koncert mocarstw? Trudny czas dla Europy i Polski

Amerykańska interwencja w Wenezueli i zapowiedzi Donalda Trumpa o zagarnięciu Grenlandii zapowiadają inny porządek świata. Fatalny dla takich krajów jak Polska.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
13.01.2026
Reklama