Po przeciętnych próbach treningowych Kacper Tomasiak w konkursie na dużej skoczni w Predazzo znów pokazał wielką klasę. W konkursie stanął na trzecim stopniu podium. Ten brąz dołożył do srebra na skoczni normalnej zdobytego kilka dni wcześniej.
Tomasiak: Dobrze to wyglądało
19-latek zaskakuje odpornością na wszystko to, co dzieje się na skoczni i wokół niej. Tuż po konkursie powiedział dziennikarzowi z nieśmiałym uśmiechem: „myślę, że to dosyć dobrze wyglądało”. I można być pewnym, że to nie była kokieteria. To naprawdę świetny chłopak, dzięki któremu znów możemy patrzeć z optymizmem na polskie skoki, które w ostatnich latach zagrzebały się w przeciętności.
Głęboko może odetchnąć trener kadry Maciej Maciusiak. Zmagający się od wielu tygodni z hejtem dziś może się rozliczyć ze swojej pracy i nawet jeśliby odszedł, to z podniesioną głową.
Sam konkurs miał bardzo ciekawy przebieg. Znów nie wszyscy wielcy tego sportu sprostali oczekiwaniom. Najbardziej żal było Austriaka Stefana Krafta, który zakończył udział w zawodach po pierwszej serii. Polscy kibice liczyli trochę na ostatni błysk formy żegnającego się z igrzyskami Kamila Stocha, który w próbach treningowych wyglądał obiecująco. Filmowy scenariusz tym razem się nie urzeczywistnił. Stoch po przyzwoitych skokach zajął 21. miejsce. Trochę lepiej spisał się Paweł Wąsek – był 14.
Trzy medale dla Polski
Polacy oczywiście pasjonowali się przede wszystkim występem Tomasiaka, który – tak jak na mniejszym obiekcie – był czwarty po pierwszej serii. I znów tak samo przed nim plasował się Norweg Kristoffer Eriksen Sundal. Poza zasięgiem wydawał się Japończyk Ren Nikaido, który znacznie wyprzedzał wielkiego faworyta Domena Prevca.
A w drugiej? Najpierw czwarty Tomasiak pofrunął na odległość 138,5 m i po chwili wiedzieliśmy już, że to był skok na podium. Prevc i Nikaido byli poza zasięgiem. Słoweniec wzniósł się na wyżyny, dogonił i przebił Rena Nikaido.
Kamil Stoch może spokojnie odejść na sportową emeryturę, jeśli przedłużał swoją karierę, żeby zostawić ukochane skoki w dobrych rękach. Po Małyszu, Stochu (i jego kolegach) mamy Tomasiaka i tylko jakiś kataklizm mógłby mu przeszkodzić w dalszych sukcesach.
Mamy więc trzy medale, bo przecież srebro w łyżwiarstwie szybkim na 10 km zdobył Władymir Siemirunnij. Niewiele brakowało do szczęścia na 500 m: Damian Żurek znów był czwarty (podobnie jak wcześniej w biegu na 1 km). Jutro czeka nas występ Maryny Gąsienicy-Daniel w slalomie gigancie. Jeśli nie na medal, to liczymy na pewno na wysoką lokatę.