Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

Maja Chwalińska w ćwierćfinale Rolanda Garrosa! Imponuje sprytem, pisze historię

Maja Chwalińska Maja Chwalińska East News
Balonowe uderzenia Mai Chwalińskiej będą śnić się po nocach jej rywalkom. To ostatnia Polka grająca jeszcze w paryskim turnieju. I pierwszy taki sukces w jej karierze.

Nie Iga Świątek, ale Maja Chwalińska walczy nadal na kortach Rolanda Garrosa, w drugim w sezonie turnieju wielkoszlemowym. To ogromne osiągnięcie – do ćwierćfinału paryskich rozgrywek w przeszłości dotarły poza Mają tylko Świątek i Agnieszka Radwańska. Tyle że w przeciwieństwie do nich Chwalińska de facto rozpoczyna w ten sposób rywalizację w zawodach wyższej rangi.

Awans do pierwszej setki rankingu WTA otwiera jej drogę do drabinek głównych w kolejnych turniejach. A nagroda pieniężna na pewno ułatwi życie. Mówi się, że tenis to wielkie pieniądze – owszem, ale tylko dla nielicznych najlepszych. Sama Chwalińska przyznała, że nie zorganizowała sobie noclegu na cały paryski turniej, nie wie nawet, czy ją na to stać. Z pomocą ruszył jeden ze sponsorów Igi.

Roland Garros: teraz walka o półfinał

Batalia o ćwierćfinał łatwa nie była, przynajmniej na papierze, bo ostatecznie mecz okazał się dość jednostronny. Dla Mai to pierwszy raz na onieśmielających kortach Philippe’a Chatriera, a naprzeciw stanęła dziś reprezentantka gospodarzy Diane Parry. Francuska publiczność sprzyjała rzecz jasna swojej zawodniczce, choć polska też jest wszędobylska i dała się słyszeć.

Maja znów imponowała sprytem, zmianą rytmu, antycypacją i różnorodnością gry. Jest leworęczna i niska, więc znajduje własne sposoby – lubi sięgać po tenisowe balony (loby, wysokie uderzenia), znakomicie mija (tzw. passing shoty), korzysta z całego wachlarza zagrań (skróty, slajsy). Rywalki się gubią, tracą cierpliwość, zupełnie nie wiedzą, czego się spodziewać: przyspieszenia, spowolnienia?

Było widać rosnącą frustrację u Parry, która rozkładała ręce, gdy parokrotnie dała się Polce przełamać, a przypomnijmy, że Francuzka w poprzedniej rundzie wyeliminowała Amandę Anisimovą. Ale to Chwalińska wygrała ostatecznie 6:3, 6:2. Pewnie i wysoko. O półfinał zagra z Rosjanką Anną Kalinską i nie jest bez szans.

Chwalińska: mała prowokatorka

W sumie na paryskich kortach Chwalińska spędziła ok. 11 godzin. Zanim przystąpiła do turnieju głównego, musiała przebrnąć przez trzyetapowe eliminacje. I przebrnęła bez utraty seta. A potem było już tylko piękniej: w pierwszej rundzie Polka pokonała mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng, w drugiej Belgijkę Elise Mertens (21. zawodniczka w rankingu WTA), w trzeciej Greczynkę Marię Sakkari.

Owszem, wszystkie te zawodniczki, może poza Mertens, grają dziś poniżej swoich możliwości; Zheng wraca do touru po kontuzjach i właśnie traci miejsce w pierwszej setce rankingu. Sakkari po niepowodzeniach znów zmieniła trenera i nadal nie złapała rytmu. Bój z Greczynką był zresztą najbardziej zacięty – Maja oddała pierwszego seta 1:6, ale odrodziła się po przerwie i kolejne dwie partie wygrała już bardzo pewnie.

„Mała prowokatorka”, mówił o niej Lech Sidor, który komentował dzisiejszy mecz. 24-latka z Dąbrowy Górniczej budzi w Paryżu sensację, bo nie jest w tourze szerzej znana, a weszła szturmem w drugi tydzień paryskich zmagań i psuje krew bardziej utytułowanym rywalkom. Do tej pory grywała w turniejach niższej rangi i zasilała polską drużynę w rozgrywkach Billie Jean King Cup.

Szkoleniowcem Mai jest Jaroslav Machovsky, ale czeskiej szkoły tenisa w jej grze nie widać, raczej oryginalną, własną finezję. Dodajmy, że do sezonu przygotowywała się pierwszy raz pod okiem Macieja Ryszczuka, trenera fizycznego Igi Świątek. Zawodniczki znają się od dziesiątego roku życia.

Chwalińska otwarcie mówi o swoich zmaganiach na korcie i poza nim. Cierpiała na depresję, długo pukała do drzwi wielkiego tenisa, ze względu na niewielki wzrost (1,64 cm) odradzano jej tę dyscyplinę, mimo że gra od siódmego roku życia i wkłada w to potężny wysiłek. „Przez brak wiary w siebie i niską samoocenę nie potrafiłam wyjść z domu. Miałam nawet problem z tym, by wstać z łóżka”, mówiła w jednym z wywiadów. Dziś sprawia prezent kibicom, ale przede wszystkim pisze własną historię.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Świecka komunia. Bez mszy, Kościoła i katechezy. Nowy rytuał klasy średniej

„Świecka komunia”, choć terminologicznie sprzeczna, staje się odpowiedzią dla rodzin, które pragną celebrować dorastanie swoich dzieci bez obrzędów Kościoła.

Zbigniew Borek
19.05.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną