Tuż po godz. 1 w nocy polskiego czasu doszło do pierwszej mundialowej sensacji. A nad ranem do kolejnej. W Bostonie Niemcy, ośmiokrotni finaliści i czterokrotni mistrzowie świata, zostali upokorzeni przez ambitnych Paragwajczyków. W Monterrey natomiast Holendrzy pożegnali się z mistrzostwami świata po porażce z Maroko.
Niemcy Nagelsmanna bez pomysłu
Podopiecznym trenera Juliana Nagelsmanna nie wychodziło niemal nic: grali schematycznie, bez pomysłu i nerwowo. W końcówce pierwszej połowy broniący się Paragwaj wyprowadził nieoczekiwany cios. Przepięknym strzałem popisał się Julio Enciso, zaskoczył Manuela Neuera i wywołał szał radości kibiców z Ameryki Południowej. Niemcy wyglądali na zagubionych, a nawet zdruzgotanych.
W drugiej połowie udało im się wyrównać w 54. minucie: po asyście Wirtza bramkę głową zdobył Havertz. Ale to nie natchnęło Niemców do lepszej gry. Nadal popełniali błędy, nie mieli pomysłu na pokonanie świetnego paragwajskiego bramkarza Orlando Hila. W dogrywce nerwowość rosła, żółtą kartką ukarany został awanturujący się Nagelsmann. Chwilę później w jego ślady poszedł Musiala. Niemcy wyszli nawet na prowadzenie, ale radość była chwilowa – VAR uznał, że wcześniej faulowany był paragwajski golkiper.
W konkursie rzutów karnych Niemcom też szło źle, mieli dwa pudła, ale wtedy „do życia” przywrócił ich legendarny Neuer. Co z tego, skoro podchodzący do – być może – najważniejszego strzału życia Tah posłał piłkę nad bramką.
Holendrzy tracą zwycięstwo w końcówce
Kilka godzin później niemal pewni swego byli Holendrzy, którzy prowadzili z Marokiem jeszcze w 90. minucie. Ale na tym mundialu gole pod koniec lub w doliczonym czasie to nie taka rzadkość. I tak też stało się w Monterrey: Issa Diop wyrównał w 91. minucie. I tu były potem karne, i tu faworyt je przegrał.
Holendrzy już przed mundialem mieli wątpliwości co do siły drużyny prowadzonej przez Ronalda Koemana, ale na pewno liczyli na dojście wyżej w mundialowej drabince. Odpadnięcie Niemców na tym etapie turnieju jest zaś nie lada sensacją. Sami deklarowali, że chcą dojść do finału. Złośliwi mogą jednak powiedzieć, że i tak osiągnęli sukces. Przecież na poprzednich dwóch mundialach nawet nie wyszli z grupy. Czy dni Nagelsmana na stanowisku selekcjonera są policzone?