Pakistan pod wodą, ale w ogniu

Prorok Zardari
Potop w Pakistanie to dopust boży, który dławi ten kraj co kilka lat. Chiny, Indie, Pakistan i Bangladesz (kiedyś Pakistan Wschodni) tracą w powodziach czasem do miliona ludzi jednorazowo. W Pakistanie na skutek deszczów monsunowych, skądinąd zawsze zapowiadających dobre zbiory, utonęło ich teraz w kilka dni co najmniej 10 tysięcy. Żadna władza nigdy nie wie, ilu dokładnie. Tymczasem zanim fala powodziowa rzeką Indus dotrze do Karaczi, ta 16 milionowa metropolia będzie płonąć.

Ogień waśni etnicznych to dla tego kraju stan normalny. Podobnie jak przez większość 63-letniej historii państwa pakistańskiego stanem normalnym był stan wyjątkowy, czyli dyktatura wojskowa. Dziś mamy w Pakistanie stan wyjątkowy ze względu na swoją rzadkość – rządy demokratycznie wybranego prezydenta Asifa Zardariego, wdowca po zamordowanej Benazir Bhutto. Kiedy w środkowej części kraju ludzie toną, a w Karaczi wyrzynają się i podpalają sobie domy, szef państwa składa wizyty oficjalne w Paryżu i Londynie, gdzie jest przyjemniej, niż w domu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną