Wybory prezydenckie na Tajwanie: Po raz pierwszy w historii będzie rządzić kobieta
59-letnia Tsai Ing-wen nie obiecuje rychłego rozwodu z Chinami przez ogłoszenie pełnej niepodległości. Będzie raczej utrzymywać separację.
中岑 范姜/Flickr CC by 2.0

Wybory na Tajwanie są jednymi z najważniejszych w tym roku na świecie. Pierwsze wyniki potwierdzają przedwyborcze sondaże: Tajwańczycy zdecydowali, że wyspa powinna prowadzić bardziej asertywną politykę w stosunku do Chin kontynentalnych i nie mieli nic przeciwko temu, by rządziła nimi samotna kobieta mieszkająca z dwoma kotami.

Przede wszystkim odsunęli od władzy partię Kuomintang, ugrupowanie chińskich nacjonalistów, które od początku XX w. toczyło skrajnie brutalny bój z komunistami o przywództwo w Republice Chińskiej. W latach 40. walkę tę przegrało, schroniło się na Tajwanie, by po latach zamordyzmu współtworzyć rozkwitającą demokrację. Nie wiadomo na razie, czy utraci władzę w parlamencie (co się do tej pory jeszcze nie zdarzyło), i (to druga taka sytuacja w tajwańskiej historii) nie będzie miało swojego prezydenta.

Kuomintang stworzył antykomunistyczny Tajwan, ale władzę traci m.in. za zbliżenie z komunistycznymi Chinami. W listopadzie tajwański prezydent Ma Ying-jeu uścisnął w Singapurze dłoń Xi Jinpinga – przywódcy dwóch chińskich państw nie zrobili tego od prawie 70 lat – ale było to raczej pożegnanie z polityką, którą Ma forsował przez 8 lat prezydentury. Zaowocowała ona bezprecedensowym zbliżeniem, m.in. inwestycjami tajwańskimi w Chinach, bezpośrednimi lotami na wyspę i milionami turystów z kontynentu. I obawami, że komuniści Tajwan zdobędą nie tyle zbrojnie, co wykupując wyspiarską gospodarkę.

Ta jest ściśle powiązana z Chinami, więc tamtejsze niepokoje giełdowe i obawy, że prosperity skończy się szybciej niż później, odczuwalne są silnie także na Tajwanie. Młodzi mają pretensje, że Kuomintang, jak to partia establishmentu, doprowadził do zwiększania różnic majątkowych. Ekonomiści przewidują, że gdzieś do 2019 r. wzrost gospodarczy utrzymywać się będzie na poziomie góra 2 proc., co nie sugeruje, że będzie łatwiej o lepiej płatne zajęcia. To prowadzi wielu do wniosku, że na polityczno-gospodarczym zbliżeniu z Chinami korzysta przede wszystkim elita.

Przy czym przyszła pani prezydent, 59-letnia Tsai Ing-wen, która przed dekadą była urzędnikiem odpowiedzialnym za stosunki z ChRL i wicepremierem, nie obiecuje rychłego rozwodu przez ogłoszenie pełnej niepodległości. Będzie raczej utrzymywać separację. Tsai Ing-wen nieznacznie przegrała poprzednie wybory prezydenckie, ale później poprowadziła partię do zwycięstw w głosowaniach lokalnych.

Teraz zapowiada szereg głębokich reform, na czele z szansami dla młodych, co będzie wymagało przeorientowania sporej części gospodarki.

Pani Tsai nie pasuje do obrazu azjatyckiej przywódczyni. Jeśli na wschodzie i południu Azji kobieta wspina się na szczyty władzy, to zazwyczaj jako dziedziczka swego ojca, jak to jest dziś w przypadku pań prezydent Bangladeszu i Korei Płd. oraz liderki birmańskiej opozycji. Tymczasem Tsai, absolwentka m.in. Cronella, z tytułem doktora uzyskanym w London School of Economics, jest najmłodszym z dziewięciorga dzieci przedsiębiorcy (co prawda zamożnego i ustosunkowanego) i w polityce szła torem kariery urzędniczo-partyjnej, podobnie jak Angela Merkel. Panią kanclerz uważa zresztą za jedną za swoich inspiracji, choć jej wzorem jest Amerykanka Charlene Barshefsky, odpowiedzialna m.in. za negocjowanie wejścia ChRL do Światowej Organizacji Handlu.

Niewykluczone, że przykład Tsai zacznie promieniować na Chiny kontynentalne, gdzie partia komunistyczna jest męską domeną i tylko z małymi wyjątkami nie ma twarzy farbowanego bruneta po pięćdziesiątce. Możliwe też, że Tsai pod koniec roku stanie się inspiracją dla innej kandydatki – Hillary Clinton, która zachowuje szanse na przełamanie ponad dwóch wieków męskiej dominacji w Białym Domu.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną