Władysław Bartoszewski o Marku Edelmanie
Znaliśmy się od zawsze
Nie byliśmy przyjaciółmi. Ale ufaliśmy sobie. Uderzała mnie jego suwerenność duchowa. Uderzała mnie skromność, powściągliwość jego sformułowań. Bohater – który robił wszystko, by nikt go nie nazywał bohaterem.
Władysław Bartoszewski i Marek Edelman, 2007 r.
Bartosz Bobkowski/PAP

Władysław Bartoszewski i Marek Edelman, 2007 r.

Gdyby Marek Edelman wiedział, że wspomnienie o nim zaczynam cytatem poetyckim, to pewnie by się roześmiał, machnął ręką i powiedział szorstko, żebym dał spokój. Wierzę, że w tym szczególnym przypadku mi wybaczy. Wiersz został napisany przez Irenę Conti, cenioną poetkę włoską – to znaczy przez urodzoną w Warszawie Irkę Gelblum z Żydowskiej Organizacji Bojowej, która wraz z Markiem walczyła w Powstaniu Warszawskim:

„Boże codzienności

wprowadź się do naszego domu

na stałe

od świtu do świtu

Bądź w każdym geście

tych co pod dachem chwili

szukają dla siebie schronienia”.

Uważam, że te słowa oddają to, co było mu naprawdę bliskie: po pierwsze – potrzebę konkretu codzienności, konkretu dotykalnego aż do bólu, konkretu, który stawia opór patosowi, a dzięki temu nie pozwala się zakłamać, po drugie – czujną pewność, że zawsze, w każdej chwili, są ludzie, którym trzeba pomóc, bo „szukają dla siebie schronienia”. Mówił, że nie umie się wczuwać „w te wszystkie mistyczne rzeczy” – i natychmiast dodawał, wyjaśniał, stawiał zadanie: „Trzeba dać mieszkanie bitemu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną