Kawiarnia literacka

W imię ojca i syna
Zewsząd płyną głosy o tym, że polskie kino odżyło. I owszem, w ubiegłorocznym sezonie pojawiły się ważkie dla stanu ducha narodu polskiego obrazy, jak „Dom zły” Wojtka Smarzowskiego, „Rewers” Borysa Lankosza czy głośna, estetycznie prowokująca „Wojna polsko-ruska” Xawerego Żuławskiego.

Trzy najgłośniejsze dobre filmy, czyli generalnie średnia krajowa na zwyczajowym, delikatnie mówiąc, bezdennie otchłannym poziomie reszty produkcji. Tak bywa zazwyczaj. Coś lśni na tle niczego. Osobiście największym przeżyciem był dla mnie obraz niezbyt głośny: „Las” Piotra Dumały. Debiut fabularny wybitnego kreacjonisty w świecie animacji filmowej to kino absolutnego wyciszenia i radykalnej kontemplacji obrazu. To kino bardziej do czytania niż oglądania. Film bardzo niepolski, propozycja wysoce symboliczna i archetypiczna.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną