Raczej dalej do euro
Raczej dalej do euro
Okrągły stół u prezydenta ws. kryzysu: żadnej wspólnej strategii nie ma, bo być nie może

Po okrągłym stole u prezydenta Kaczyńskiego, zorganizowanym w sprawie kryzysu wiadomo jeszcze mniej niż przed tym spotkaniem, choć i tak wiadomo było niewiele. Wcześniej jednak można było sądzić, że premier Tusk twardo broni stanowiska rządu w kwestii jak najszybszego przystąpienia Polski do strefy waluty euro, co prawda już przestała funkcjonować data 2012 r., ale 2013 miał być broniony jak niepodległość. Do programu ERM2 zaś, który poprzedza zmianę pieniądza, kraj miał przystąpić - jak zapewniał, poseł Chlebowski z Platformy - już w maju. Z relacji z wystąpienia premiera podczas obrad w Pałacu Prezydenckim wynika, że zaproponował on bliżej nieokreśloną „wspólną strategię" dojścia do europejskiej waluty, a żadne konkretne daty nie padły. Urzędnicy prezydenta od razu zinterpretowali to jako odstąpienie premiera od forsowania szybkiego akcesu do eurolandu, a nowy rzecznik szefa rządu wyraźnie temu nie zaprzeczył. Czyli Polska nagle oddaliła się od tej koncepcji.

Wiadomo, że żadnej wspólnej strategii nie ma, bo być nie może. Stanowisko prezydenta i prezesa PiS jest znane: nie spieszyć się, co najmniej przeczekać kryzys, a najlepiej odłożyć rzecz do czasu wyrównania polskiego rozwoju ekonomicznego z krajami starej Unii. Czyli na nie wiadomo kiedy. Wszelkie inne propozycje należy traktować jako taktykę. A poza tym, zdaniem prezydenta, złoty to także kwestia narodowej suwerenności, a z takimi argumentami nie da się merytorycznie dyskutować. Tak, więc strategii nie będzie, a przy okazji zanika jedyny twardszy element w tej układance, czyli data. Premier po spotkaniu oświadczył, że jest zadowolony, bo uczestnicy narady zaakceptowali, że do euro trzeba w końcu dojść, czyli - dodajmy - przyjęli do wiadomości rzecz oczywistą, zawartą  przecież w traktacie akcesyjnym do UE. Tusk zapowiedział też elastyczność i nie trzymanie się sztywnego kursu na drodze do wspólnej waluty.

Jeśli kompromis ma na tym polegać, że ktoś przyjmuje do wiadomości rzeczy oczywiste, w zamian za „nietrzymanie się sztywnego kursu" z drugiej strony (czytaj - daty), to  jest to dziwny kompromis. Albo Tusk już widzi , że z euro na razie nie wyjdzie i próbuje tę porażkę ubrać we „wspólna strategię", albo też porozmawiał z prezydentem i związkami bo tak wypadało, a dalej będzie robił swoje. Która z tych wersji jest prawdziwa możemy przekonać się już 1 marca po tym co Tusk przedstawi na unijnym szczycie. Jeśli cos o tym powie.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj