Czy jedno- i dwu-groszówki znikną z rynku?

Groszowe oszczędności
Być może za dwa lata monety o nominałach 1 i 2 grosze zaczną znikać z rynku, a ceny będą zaokrąglane do 5 groszy. Taka zmiana przyniosłaby polskim podatnikom wielomilionowe oszczędności. Kupujący nie powinni stracić.
W tej chwili na 13 mld polskich monet, jakie znajdują się w obiegu, aż 7 mld to jedno- i dwugroszówki.
Marek Sobczak/Polityka

W tej chwili na 13 mld polskich monet, jakie znajdują się w obiegu, aż 7 mld to jedno- i dwugroszówki.

MS/Polityka

Monety jedno- i dwugroszowe to dziś ekonomiczne dziwactwo. Sam surowiec, z którego zostały wykonane, kosztuje więcej, niż wynosi ich wartość nominalna. Tona jednogroszówek zawiera ok. 600 tys. monet, czyli 6 tys. zł. Jednak ilość stopu potrzebna do ich wybicia, z powodu wysokich cen metali na światowych rynkach, warta jest ponad trzy razy więcej, bo ok. 20 tys. zł. To dlatego w Internecie nie brakuje ogłoszeń osób skupujących najmniejsze monety i płacących za nie więcej niż nominalna wartość.

Kłopot w tym, że chociaż nieliczni próbują na tej sytuacji zarobić, wszyscy jako podatnicy tracimy. Tylko w ciągu ostatnich pięciu lat Narodowy Bank Polski wprowadził do obiegu ponad 1,4 mld jednogroszówek i 764 mln dwugroszówek. Dla porównania monet o nominale 1 zł wybito w tym czasie zaledwie 52 mln, a pięciozłotówek – 94 mln.

Zaokrąglanie w modzie

W tej chwili na 13 mld polskich monet, jakie znajdują się w obiegu, aż 7 mld to jedno- i dwugroszówki. Apetyt na nie jest niepohamowany, bo wiele z nich szybko znajduje się w tzw. obiegu martwym, np. wyrzucone z kieszeni do słoika czy domowych pudełek. Tymczasem handlowcy, aby wydawać resztę, ciągle potrzebują kolejnych partii monet o najmniejszych nominałach. Żeby rozwiązać ten problem, bank centralny proponuje metodę sprawdzoną już w wielu krajach. Trzeba po prostu zacząć zaokrąglać wysokość rachunku, a wtedy popyt na jedno- i dwugroszówki szybko spadnie.

Najświeższy przykład to Kanada, gdzie na początku lutego br. narodowa mennica przestała dostarczać na rynek monety o nominale jednego centa, nazywane tam „penny”. Najmniejszym nominałem jest w tej chwili 5 centów kanadyjskich, więc w sklepach ceny dla osób płacących gotówką są tak zaokrąglane, żeby na końcu znalazła się cyfra 5 lub 0. Np. jeśli kasa pokaże sumę 1,89, to zapłacić trzeba 1,90, a gdy zakupy kosztują 2,92, w rzeczywistości wystarczy 2,90.

Kanadyjczycy do tych zmian długo się przygotowywali, bo rząd wycofanie jednocentówki ogłosił rok temu. Stwierdził, że w ten sposób oszczędzi przynajmniej 11 mln dol. kanadyjskich rocznie. W tym kraju, tak jak w Polsce, moneta o najmniejszym nominale z powodu wysokich cen metali jest warta mniej niż surowiec, z którego została wykonana. Żeby rozwiać wątpliwości mieszkańców, rząd przygotował potężną kampanię informacyjną.

Ministerstwo finansów uruchomiło bezpłatną infolinię, wykorzystało też serwisy społecznościowe m.in. Facebook i Twitter. Wydrukowaliśmy 225 tys. ulotek, które zostały umieszczone w urzędach pocztowych w całym kraju. Zdecydowaliśmy się nawet wykupić reklamy w prasie, radiu i telewizji, które będą emitowane do końca marca – mówi Stéphanie Rubec, rzeczniczka prasowa kanadyjskiego resortu finansów.

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj