Z życia sfer
Tanie państwo
Obcięcie przez Sejm dotacji budżetowych dla partii politycznych wpłynęło na kształt oferty programowej tych ostatnich.

Kluczowym elementem obecnej oferty SLD jest np. oferta sprzedaży siedziby partii przy ulicy Rozbrat. Szybkie zbycie budynku stało się przedmiotem ożywionej wewnątrzpartyjnej debaty, a kierownictwo SLD ma nadzieję, że udana transakcja pozwoli wkrótce poszerzyć ofertę programową SLD o dalsze fragmenty majątku, takie jak biurka, krzesła, wieszaki, kserokopiarki, zszywacze i czajniki elektryczne.

Wielu działaczy chce także przekonać przewodniczącego Napieralskiego, aby w trakcie kampanii wyborczych zaprzestał rozdawania jabłek przed zakładami pracy. Ich zdaniem jest to działalność na szkodę partii, dlatego żądają, by Napieralski brał za jabłka pieniądze, co pozwoliłoby umocnić wizerunek SLD jako partii promującej kapitalizm z ludzką twarzą, a uzyskane środki przeznaczyć na działalność statutową.

W trudniejszej sytuacji jest PSL, które swoją siedzibę sprzedało już jakiś czas temu i obecnie nie dysponuje żadnym jasnym programem. W łonie partii toczy się dyskusja, co by tu jeszcze sprzedać, ale konstruktywnych wniosków brak, bo wieś jest biedna i trudno znaleźć tam coś, co ktoś kupi. Mówi się, że w tej sytuacji jedyną sensowną propozycją programową, mogącą uratować PSL i wywołać szeroki odzew na wsi, byłoby wprowadzenie obowiązkowych dostaw bydła i trzody chlewnej na rzecz stronnictwa.

Niełatwo mają ci, którzy dopiero rozpoczynają działalność na własny rachunek. Jak wiadomo, Janusz Palikot musiał niedawno sprzedać na aukcji swoją legitymację poselską. Trudno przypuszczać, aby uzyskane w ten sposób środki wystarczyły mu na zbudowanie nowej partii, dlatego niewykluczone, że wkrótce będzie musiał sprzedać także prawo jazdy, dowód osobisty i coś z odzieży. Znawcy twierdzą, że za pieniądze uzyskane ze sprzedaży którejś z marynarek jego nowa partia mogłaby funkcjonować przez kilka miesięcy.

Na kosztowne występy Palikota z udziałem gadżetów, takich jak gumowy penis, świński łeb czy pęto zawieszonych na krzyżu serdelków, nie ma chyba co liczyć. Polityk ten wyraźnie postawił na taniość, dlatego do współpracy zaprosił specjalistę Piotra Tymochowicza, który przyznał, że do partii Palikota wstąpił za darmo. Wcześniej Palikot obiecywał, że do partii przyciągnie znanych polityków, ale wygląda na to, że ci za bardzo się cenili.

Kto wie, czy przyciągnięcie zamiast nich Tymochowicza nie okaże się strzałem w dziesiątkę, bo – jak ujawnił Palikot „Gazecie Wyborczej” – w przeszłości „Tymochowicz stworzył bardzo wielu polityków”, m.in. przewodniczącego Leppera. Miejmy nadzieję, że już niedługo stworzy następnych, w wyniku czego w ugrupowaniu Palikota będą wreszcie jacyś politycy. Są duże szanse, że będą to produkty trwalsze i nowocześniejsze niż Lepper, a przy tym jeszcze tańsze.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj