Sadomaso dla mas
Figle w łożu madejowym
W drogich klubach i tanich domach publicznych, na prywatnych urodzinach i służbowych imprezach. Polska ludowa entuzjastycznie i masowo poszła w sado-maso.
Co siódmy Polak lub Polka lubi czasem zostać związany albo związać partnera.
David Terrazas Morales/Corbis

Co siódmy Polak lub Polka lubi czasem zostać związany albo związać partnera.

Katarzyna Orsini i Marcin Skulimowski przekonują, że BDSM to odmiana Kamasutry, ale też rodzaj życiowej filozofii.
Piotr Małecki

Katarzyna Orsini i Marcin Skulimowski przekonują, że BDSM to odmiana Kamasutry, ale też rodzaj życiowej filozofii.

Ok. 4 proc. Polaków uprawia BDSM bądź wprowadza jego elementy we własne życie seksualne.
David McNew/Getty Images

Ok. 4 proc. Polaków uprawia BDSM bądź wprowadza jego elementy we własne życie seksualne.

Branża rozrywkowa recytuje: modę na gadżety typu pejcz i kajdanki wykreował światowy bestseller „50 twarzy Greya” i kilkanaście kolejnych, podobnych. Chodzi o erotyczną zabawę bólem. Ale też oddawaniem się, zaufaniem. Te sprawy. Branża cytuje z upodobaniem recenzje, jakie miała książka – o rewolucji w sypialniach, erze wolności, wielkim eksperymencie, także w sensie społecznym.

Poszło w lud, więc właściciele klubów wyszli naprzeciw zapotrzebowaniom. W podwarszawskim Wawrze w modnym aktualnie Usta Swingers Clubie są to: ulokowane w specjalnym, osobnym pokoju dyby, haki, łańcuchy, klatka, koziołek, łoże madejowe, ławeczki. Oraz: maski, obroże, pejcze, bicze, dilda (penisy przypinane pasami do bioder).

– Robię w tej branży od lat i czuły jestem na nowości. Mnie to sado-maso zainteresowało stosunkowo późno, ale Polska się otwiera i szybko chce dogonić świat. Ludzie przychodzą i pytają o klimat BDSM – tłumaczy zarządzający klubem Paweł. Klienci mogą wypróbować sprzęt, zamykając się w studiu parami albo ­zapraszając do wspólnej zabawy ­innych. Koszt wejściówki do pokoju Greya zaczyna się od 200 zł, jeśli para wynajmuje klub na cały dzień – nawet 10 tys. O zabawę z gadżetami upominają się też klienci w mniejszych miastach, na przykład pod Białymstokiem. W przybytku na uboczu pracuje Iva, trochę kelnerka, trochę masażystka. Kilka miesięcy temu usłyszała pierwsze takie zamówienie: ma być trochę sado-maso, jak w Greyu. – Nie do końca wiedziałam, o co chodzi, więc poszłam do właściciela. Doradził, żebym wzięła ładowarkę od Nokii i spuściła klientowi łomot – opowiada Iva. – No i teraz przychodzi tylko dla mnie.

Ale ponieważ zainteresowanie rośnie, właściciel lokalu pod Białymstokiem również rozważa kupno profesjonalnego sprzętu.

Okazja będzie wkrótce, bo 4 października w Warszawie ruszają pierwsze targi BDSM Warsaw Fetish Day. W miejscu nazywanym przewrotnie „Wypieki kultury” będą polscy producenci sprzętu do sado-maso, a jest ich już kilkudziesięciu. Organizatorzy zastrzegają, że taniej chińszczyzny, próbującej podbijać polski rynek, nie wpuszczą, bo złej jakości gadżetem można sobie zrobić krzywdę. A to by źle podziałało na wizerunek erotyki à la Grey.

Łechtanie i przypalanie

Erotyka owa w nomenklaturze seksuologicznej nazywa się BDSM. To anglojęzyczny skrót na bondage (wiązanie, pętanie), dominations (dominacja i uległość) oraz sadyzm i masochizm. W wersji light BDSM to łóżko zamienione w piaskownicę dla dorosłych. Jakieś pejczyki, opaski na oczy, lateksowe biustonosze, szpilki i pończochy. W wersji waniliowej sado-maso lubi gadżety, lecz ból niekoniecznie. Używa się pacek, które są tak skonstruowane, że uderzenie bardziej łaskocze, niż boli. Realna przemoc nie wychodzi poza ciąganie za włosy. Ale jest też wersja hard – czyli scat, jak mówią znawcy tematu. A więc na przykład nacinanie skóry, przypalanie żelazkiem, oblewanie gorącym woskiem, gaszenie na ciele papierosów – i różne inne praktyki, byle do bólu.

Psychologowie głowią się od lat, jak rozsupłać i ponazywać ten węzeł zależności pomiędzy przemocą a erotyką. Wiadomo, że u pewnej części ludzi potrzeba przeżywania lub zadawania bólu okazuje się tak silnie spętana z seksualnością, że staje się warunkiem odbycia stosunku – ale nie wiadomo, jak duża to część populacji. Ze słynnego amerykańskiego raportu Alfreda Kinseya wynikało, że ponad 10 proc. kobiet i ponad 20 proc. mężczyzn czuje podniecenie na myśl o sadomasochistycznej relacji. Aktualne badania Durexu mówią, że co siódmy Polak lub Polka lubi czasem zostać związany albo związać partnera, a ok. 4 proc. uprawia BDSM bądź wprowadza jego elementy we własne życie seksualne.

Seksualność w wersji BDSM silnie promuje współczesna popkultura. Nie ma właściwie gwiazdy płci żeńskiej, która na scenie nie używałaby takich gadżetów. Także w reklamach – również tych z wyższej półki – jest przemoc skorelowana z seksem. Okulary za kilka tysięcy złotych od Diora, torebka od Gucciego – a w reklamie seksualnie upozowane modelki wijące się na podłogach, wyglądające na trochę pobite. No, a teraz jeszcze ten Grey na liście bestsellerów.

Negocjacje i szczyty

Joanna Keszka, właścicielka portalu Barbarella i sklepu z erotycznymi gadżetami dla kobiet i par zachwyca się tą modą. Zanim podejmie się taką grę, trzeba się na coś umówić, ustalić scenariusz sesji i określić swoje granice oraz preferencje. Trzeba też umówić się na tzw. save words, czyli słowa bezpieczniki, by bez burzenia misternie zbudowanej atmosfery powiedzieć za ich sprawą „nie chcę”. – To wszystko zakłada świadomość swojego ciała oraz seksualności, której Polkom i Polakom brak – mówi Joanna Keszka. – Zwłaszcza kobiety nie mają przyzwolenia na negocjowanie czegokolwiek w seksie. Obowiązuje romantyczny mit, że przyjdzie facet, który po prostu wie, jak kobietę doprowadzić do orgazmu. A co, jeśli nie wie?

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj