Tragiczna śmierć niewinnego człowieka na komisariacie. Czy ktoś poniesie odpowiedzialność?
Strzał z tasera
25-letni Igor Stachowiak zmarł na wrocławskim komisariacie równo rok temu. I przez ten rok zrobiono wiele, aby sprawę przykryć. Dzięki reporterowi TVN Wojciechowi Bojanowskiemu nie przykryto.
25-letni Igor Stachowiak zmarł na wrocławskim komisariacie równo rok temu.
Tymon Markowski/Forum

25-letni Igor Stachowiak zmarł na wrocławskim komisariacie równo rok temu.

Komunikaty policyjnych decydentów sprzed roku przekazywały taką kolejność: naćpał się, spadł z krzesła, umarł. I konkluzja: to nie jest wina policji, interwencja odbyła się w zgodzie z przepisami.

Dzisiaj już wiemy, że nie było krzesła, ale zimna posadzka w policyjnej toalecie. Interwencja policjantów polegała na maltretowaniu bezbronnego człowieka. Tam nic nie było w zgodzie z przepisami.

W organizmie ofiary odkryto co prawda ślady narkotyku, ale do śmierci doszło po kilkakrotnym użyciu przez funkcjonariuszy tasera, czyli paralizatora rażącego elektrodami. Taser powoduje silny ból i chwilową utratę przytomności. Jest groźny dla życia, jeżeli osoba rażona spożywała alkohol, narkotyki, niektóre rodzaje leków albo chorowała na serce. Policjanci mogą używać tego urządzenia wyłącznie w celu obezwładnienia osobnika zagrażającego bezpieczeństwu innych osób.

Igora Stachowiaka pomylono z poszukiwanym listem gończym przestępcą. Kiedy zatrzymano go o 6 rano na rynku we Wrocławiu, nie był dla nikogo groźny. Stał samotnie, gdy podjechał radiowóz, potem drugi. Czterech policjantów obezwładniło go i zakuło w kajdanki. Jeden z funkcjonariuszy użył paralizatora.

Dzisiaj już wiemy, że na komisariacie skutego Igora rzucono na podłogę w toalecie. Tam próbowano go przesłuchać. Poniżano go i przeklinano. Prawdopodobnie pobito. Wreszcie dwa albo trzy razy wystrzelono z tasera. Policjanci pochylali się nad leżącym. Na podstawie nagrania nie wiemy, co w tym czasie robili z tracącym świadomość człowiekiem.

To właśnie kamera zamontowana w paralizatorze nagrała te mrożące krew w żyłach sekwencje. Policjanci musieli wiedzieć, że pastwią się nad człowiekiem, który mógł spożywać wcześniej alkohol lub zażyć narkotyk. Mieli więc pełną świadomość, iż używając paralizatora, narażają swoją ofiarę na śmierć.

Od roku śledztwo prowadzi prokuratura, ale nikomu nie postawiła zarzutów. Policjant używający tasera najpierw został co prawda zawieszony w czynnościach, ale potem przywrócono go do pracy. Wszyscy umyli ręce. Tak jakby chcieli powiedzieć: jesteśmy czyści jak łza.

Nikt nie jest w tej sprawie czysty. Ani tych czterech policjantów, ani grono ich przełożonych na szczeblu komisariatu, komendy wojewódzkiej, komendy głównej, nie są też czyści wiceminister i minister spraw wewnętrznych. To przecież minister uspokajał wtedy, że wszystko zostanie niebawem wyjaśnione.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj