Recenzja książki: James Ellroy, „Perfidia”
Znakomite dialogi, ostre puenty. Blisko 900 stron o tym, jak zarządzać strachem, robić krociowe interesy kosztem ofiar, bezkarnie odbierać życie i pogrążać się w odmętach szaleństwa.
Znakomite dialogi, ostre puenty. Blisko 900 stron o tym, jak zarządzać strachem, robić krociowe interesy kosztem ofiar, bezkarnie odbierać życie i pogrążać się w odmętach szaleństwa.
Autor udowodnił, że wbrew porzekadłu na głupie pytania można udzielić mądrych odpowiedzi.
Szkoda, że powrót autora tak znakomitych powieści, jak „Okruchy dnia” czy „Malarz świata ułudy”, okazał się tak nieudany.
W zasadzie mało co w tej opowieści da się nałożyć na gotowe sztance, tak dobrze znane z rozmaitych zwierzeń rockowych ekscentryków.
Ta książeczka jest gorzka i wzruszająca, czego, przyznam, już się po Witkowskim nie spodziewałam.
Autor przyzwyczaił nas do portretów rodziny dysfunkcyjnej i do panoramy społecznej, tak jest i tym razem.
Swoistym mottem tej książki jest deklaracja jej autora: trzeba być wiernym wartościom, ale poglądom nie warto.
Autor jest mistrzem introspekcji, schodzenia na dno odczuć zmysłowych i psychicznych.
Sukcesów i wpadek książka odnotowuje mnóstwo, te drugie czasem najlepiej dowodzą, że poza talentem i pracowitością Woyciechowski szukał u ludzi pewnej nieszablonowości, której dziś w mediach brakuje.
Książka bardzo rzetelna i obfita.
Pozycja nie tylko dla baletomanów.
Nie jest tego dużo: 15 wierszy z ostatnich lat życia poety, które ukazały się wcześniej tylko w pismach literackich.
Powieść przywołuje obraz nazistowskiego totalitaryzmu jako obłędnej korporacji, której niedosiężny szef właśnie ostro przeinwestował w imię niepewnych zysków.
Ta książka to nie tyle biografia czy autobiografia, ile świetnie naszkicowany portret podwójny nieco zdziecinniałego ojca i córki, która zdaje tę relację z dużym zrozumieniem dla ich nieporadnej, ale jednak miłości.
W powieściach o obozach koncentracyjnych łatwo o fałszywe tony, o patos, czasem kicz, jednak Axelsson prowadzi nas w swojej opowieści po mistrzowsku przez obozowe życie.
Czytelnik dowie się tu wiele o źródłach dzisiejszych amerykańskich bolączek, wśród których na pierwszy plan wybija się nadal nierozliczona kwestia niewolnictwa.
Dziś granice Europy szturmują ludzie z innym wzorcem. I o nich jest ta książka. Przy okazji trochę też również o nas.
Wszyscy tu cierpią na tę samą chorobę: Liban. Ale lekarstwa brak i takie pewnie nie istnieje.
Autor, budzi tą wybitną książką nadzieję, że wiadomość o śmierci soborowego katolicyzmu otwartego w Polsce jest przesadzona.