Recenzja płyty: Nawrocki, „Moja mama ma depresję”
Muzyczny klimat trochę jak z Beatlesów, trochę jak z akustycznych utworów Davida Bowiego, w sumie zaś jedyny w swoim rodzaju.
Muzyczny klimat trochę jak z Beatlesów, trochę jak z akustycznych utworów Davida Bowiego, w sumie zaś jedyny w swoim rodzaju.
Znalezione w archiwum Radia Bremen freejazzowe nagrania kwintetu Tomasza Stańki z początku lat 70. to rzecz elektryzująca. Gra tu wszak zespół, z którym nieżyjący trębacz (w tym roku skończyłby 80 lat) zrealizował wcześniej arcyważną płytę „Music for K”.
Udało się spełnić szalone założenie, by każdy utwór był przebojem.
Całego tego muzycznego tutti frutti słucha się z zainteresowaniem także jako pomysłu na poszerzanie granic hip-hopu.
Każdy odpowiednio popularny amerykański wykonawca wcześniej czy później bierze na warsztat tamtejsze klasyki.
Można przy okazji tej płyty napisać pracę dyplomową o tęsknocie za czasami, które z trudem pamiętamy.
Mizerny charakter dyskografii Dody w odniesieniu do jej celebryckiego statusu to fascynujące świadectwo czasów.
Antoninę Nowacką polska publiczność zna z muzyki wokalnej o wyjątkowym stylu, który nie mieści się w szufladce popowej, a zarazem trudno go wpisać w konwencję operową.
Jest więcej świntuszenia w tekstach, a całość trafi raczej do koneserów niż do telewizyjnej widowni.
Nudy nie ma. Jak zresztą zawsze, gdy Wąsik zabiera się do pracy nad znanym materiałem.
Cichy i Pudło nie są retro, trzymają rękę na pulsie, a ich wynotowane od Arthura C. Clarke’a motto – że „odpowiednio rozwinięta technologia jest nieodróżnialna od magii” – znajduje uzasadnienie w muzyce.
Po dwóch pierwszych częściach trylogii wspólnych dzieł Aleksandra Nowaka i Szczepana Twardocha wyszła na płycie trzecia, ostatnia.
Wpływ tego zestawu na młodzież będzie większy niż rola werdyktu Nike.
Całość płyty jest w ogóle, zgodnie z koncepcją, bardzo emocjonalna, a nawet wzruszająca.
Z jednej strony autor płyty jest już poza zasięgiem krytyki – w zabawnym geście zaaranżował nawet sytuację, w której prosił o przedpremierowe opinie warszawskich przechodniów.
Wybitnej dyrygentce litewskiej kompozytor Mieczysław Wajnberg przyniósł szczęście.
Wszystko, tak jak dawniej, otacza niepokojący muzyczny „brud” podkreślający wagę tekstu. Czyli Siksa to wciąż Siksa.
Ta płyta powstawała od 1994 r.
Pierwszy od pięciu lat album Björk
Od płytowego debiutu Antka Sojki minęły już cztery lata i oto mamy jego nowy album.