Dzień Dziecka

Szpaka łabędzi śpiew

Fenomen Dariusza Szpakowskiego

Z TVP Dariusz Szpakowski związał się w 1983 r. Z TVP Dariusz Szpakowski związał się w 1983 r. Piotr Bławicki/SE / EAST NEWS
Z Dariuszem Szpakowskim jest jak z demokracją – nie jest doskonały, ale lepszego nie ma. Mundial w Brazylii będzie dziesiątym, który skomentuje. A potem czeka go rozbrat z futbolem w wydaniu narodowym, który na lata wypada z oferty telewizji publicznej.
Dariusz Szpakowski i Zbigniew Boniek po wygranym przez Polskę (3:2) meczu z NRD, 1981 r.EAST NEWS Dariusz Szpakowski i Zbigniew Boniek po wygranym przez Polskę (3:2) meczu z NRD, 1981 r.

Dziesiąty mundial to wcale nie znaczy mniej stresu, odpowiedzialności oraz powagi misji. Zwłaszcza gdy się ma ambicje bycia naczelnym stada. Może nie takie jak na poprzednich mistrzostwach, w RPA, gdzie w miesiąc skomentował 21 meczów. Na prezentacji mundialowej oferty TVP wyraźnie zaznaczono, że relacje z Brazylii zapewnią Dariusz Szpakowski i pozostali – tu padły nazwiska. Finał oczywiście zarezerwowany jest dla komentatora numer 1. Żeby nie było wątpliwości, czyja gwiazda wciąż świeci w sportowej redakcji najjaśniej.

Odebrał klasyczne wychowanie. Najpierw było radio, od 1976 r. Stara, dobra szkoła dykcji, operowania głosem, poprawnej polszczyzny. Terminowanie u boku doświadczonych redaktorów, którzy z subtelną ironią komentowali: panie Darku, pan musi być Anglikiem, skoro mówi pan „jes”, zamiast „jest”. I wreszcie karta mikrofonowa jako certyfikat umiejętności. – Nasz szef Bogdan Tuszyński tłumaczył: mówcie tak, żeby słuchacz mógł to zobaczyć – wspomina Szpakowski.

Radiowe nawyki, skłonność do malowania słowem, trochę przeszkadzały Szpakowskiemu na początku kariery w telewizji. Związał się z nią w 1983 r. W radiu był już wtedy kimś, głównym sprawozdawcą z mundiali w Argentynie i Hiszpanii. – Chciano mnie zresztą zatrzymać w radiu, ówczesny prezes pytał, czego mi potrzeba: mieszkania, talonu na samochód? Ale telewizja kusiła – przyznaje.

Przychodził w aurze wybrańca legendarnego Jana Ciszewskiego, z którym się zaprzyjaźnił, a podczas zagranicznych delegacji dzielił pokój. – To namaszczenie przez Ciszewskiego praktycznie przesądzało, kto będzie w telewizji komentatorem numer jeden – mówi Włodzimierz Szaranowicz, wieloletni przyjaciel Szpakowskiego, a dziś szef sportu w TVP. – Konkurencję Darek miał niewielką. Jedynym, który się liczył, był Andrzej Zydorowicz, ale to był rzemieślnik, raczej beznamiętny, a ludzie oczekiwali kogoś w typie Ciszewskiego – z potoczystą frazą, który ma też w sobie ogień, nie wzbrania się przed okazywaniem emocji. Darek to gwarantował, w radiu dowiódł dużej sprawności przed mikrofonem, więc szybko i gładko wszedł w buty po Ciszewskim.

Nowe gwiazdy Canal+

W latach 90. przybyło nowych kanałów sportowych i narodziły się nowe gwiazdy komentarza. Jacek Laskowski, Mateusz Borek, Bożydar Iwanow, cały zastęp fachowców od piłki w wydaniu ligowym, skupiony wokół Canal+. Ale pozycja Szpakowskiego wydawała się niepodważalna.

Zamach na Szpaka dokonał się w drugiej połowie 2002 r. Nowy szef sportowej anteny TVP Janusz Basałaj z dnia na dzień odsunął go od komentowania. – Dostałem polecenie służbowe od ówczesnego prezesa Roberta Kwiatkowskiego i bez dociekania powodów je wykonałem, bo z poleceniami się nie dyskutuje. Był taki trend, by telewizję przewietrzyć, postawić na młodych – wspomina Basałaj.

Robert Kwiatkowski po 12 latach nie pamięta w szczegółach swojej roli w odsunięciu Szpakowskiego, ale jest pewien dwóch rzeczy: telefonu do Basałaja nie wykonał, a Szpakowski miał wówczas w karierze wyraźną obniżkę formy, gdyż do telewizji napływało wiele głosów od widzów zmęczonych stylem, jaki prezentował przed mikrofonem. – Pewnym mitem jest również, że po jego odsunięciu ulicą Woronicza wstrząsnęło oburzenie ludzi przywiązanych do głosu Szpakowskiego. Przychodziły pojedyncze listy – dodaje były prezes.

Stawianie na młodych okazało się jednak trudne w praktyce, gdyż najlepiej zapowiadający się dołączyli już do komercyjnych stacji, a młodzież z TVP była onieśmielona i zawodziła w bezpośrednim kontakcie z wielomilionową widownią. – Próbowałem paru młodych z zewnątrz, z radiowym doświadczeniem, ale nie byłem zadowolony – wspomina Basałaj. W końcu sam zajął się komentowaniem, co tylko podsyciło plotki, że od początku chciał zająć miejsce Szpaka.

Marginalizowanie Szpakowskiego trwało kilkanaście miesięcy. – Miałem wtedy 600 zł na rękę, rozgrzebaną budowę domu i dwójkę małych dzieci. Dorabiałem chałturami – przyznaje komentator. Do komentowania wrócił dopiero, gdy Kwiatkowskiego zmienił na fotelu prezesa Jan Dworak. Formalnie przywracał go do obowiązków Janusz Basałaj. Zaproponował nawet, by razem poprowadzili finał Euro 2004 Portugalia-Grecja. Zmieniali się przy mikrofonie co 10 minut. Sztucznością i wymuszoną uprzejmością wiało wtedy na kilometr.

Hierarchia komentatorów

Wrócił od razu na pozycję hegemona. Hierarchia komentatorów w TVP do dziś jest sztywna: Szpakowski i reszta. – Dopóki Darek jest na Woronicza, każdy, kto przychodzi do telewizji, musi pogodzić się z tym, że będzie w najlepszym razie pierwszym po Bogu – opowiada jeden z wydawców programów sportowych w TVP. – W dobrym tonie jest nie pchać się przed szereg. Jeden z kolegów, nazwijmy go X, obrał taką taktykę i gdy Basałaj chciał na niego postawić pod nieobecność Szpaka, X uznał, że lepiej nie korzystać na nieszczęściu legendy. Więc odmówił. Gdy Szpak wrócił, dało się odczuć, że pilotuje karierę X, którego gwiazda rozbłysła. Do czasu – gdy przed Euro ściągano w pośpiechu Jacka Laskowskiego, bo okazało się, że obecne siły komentatorskie TVP mogą nie podołać, notowania X spadły.

Szpakowskiego irytują opinie, że to on ustala grafik, a swoją pozycję tłumaczy następująco: taka już wola kierownictwa, wyczulonego na gusta widzów, które znajdują odzwierciedlenie w badaniach. Włodzimierz Szaranowicz potwierdza: z sondaży niezmiennie wynika, że ulubionym komentatorem Polaków jest Szpakowski. I jego lapsusy rzeczywiste oraz domniemane: błędna interpretacja przepisów gry w piłkę, Alan Shearer, którego Szpakowski z uporem maniaka przedstawiał jako Szira („podanie do Sziry”), albo ostatni kiks, czyli piłkarz dwojga nazwisk Szwajn Sztajger (Bastian Schweinsteiger) – to są drobnostki przy magii, jaką Szpakowski zapewnia przez swój radiowy głos, umiejętność tworzenia klimatu. – Najlepszym potwierdzeniem klasy Darka jest to, że gdy nagrywano polski komentarz do komputerowej gry „FIFA”, to właśnie jego poproszono o użyczenie głosu – podsumowuje Szaranowicz.

Szpakowski w telewizji bywa dziś rzadko, właściwie tylko, gdy ma do poprowadzenia program lub studio. Bo to już nie jest jego telewizja. W redakcji sportowej mówią, że gdy 7 lat temu ruszała TVP Sport, linia podziału młodzi-starzy sformowała się od razu. Młodzi, biegli w technologiach i językach, otwarci na nowe media, byli witani z otwartymi ramionami, a bardziej doświadczonym redaktorom nie podobało się, że żółtodzioby opanowują korytarze i na dzień dobry dostają służbowe komórki oraz inne przywileje.

Oni by chcieli, żeby tu było jak w wojsku – na początku jesteś kotem, więc czyścisz kible i strzelasz ślepakami. I dopiero jak przełkniesz garść upokorzeń, jak sto razy uderzysz na widok trepów w pokłony, to awansujesz. A chyba nikt nie stwarzał większego dystansu niż Darek – mówi jeden z młodych pracowników TVP.

Dla młodych Szpakowski to był co najwyżej wielki głos i zdolność budowania emocji podczas meczu. Ale już żaden autorytet, jeśli chodzi o wiedzę piłkarską, a jego częste problemy z poprawną wymową nazwisk zagranicznych zawodników obrosły legendą i, podobnie jak w wirtualu, stały się na korytarzach przedmiotem drwin. A Szpakowskiemu nic tak nie działało na nerwy jak ostentacyjny brak szacunku, którego dopuszczali się młodsi koledzy. – Darek żywi głębokie przekonanie, że jest legendą mikrofonu. Bywało, że się obraził, jeśli ktoś na korytarzu nie powiedział mu „dzień dobry” – mówi jeden z telewizyjnych młodych.

Zwycięzca rankingów

Kluczem do zrozumienia fenomenu Szpakowskiego jest styl komentowania. Fakty – owszem, ale jako dodatek. W przeciwieństwie do trendu widocznego wśród konkurencji młodszej o pokolenie. Szaranowicz: – Słowotok to choroba młodych, którzy idą do zawodu niemal z ulicy. W początkach kariery też chciałem na siłę podzielić się wiedzą, ale z czasem zrozumiałem, że ten potok duperelek trzeba powstrzymać, bo dla widza to jest nie do zniesienia. On oczekuje emocji, fajnego spędzania czasu, poczucia uczestnictwa w widowisku, w które ktoś umie wlać pasję. Jak Darek.

Krytyka Szpakowskiego pochodzi głównie z kręgu futbolowych maniaków, wyczulonych na szczegóły, czerpiących satysfakcję z łapania legendy mikrofonu na przejęzyczeniach i błędach. Nie przeszkadza to jednak opinii publicznej, bo Szpakowski zwycięża nie tylko w rankingach sporządzanych na zamówienie TVP. Dr Włodzimierz Głodowski, specjalista m.in. od komunikacji masowej z Uniwersytetu Warszawskiego, tłumaczy, że w przypadku komentatora objawia się mechanizm idealizacji retrospektywnej. – Dariusz Szpakowski tak zrósł się z meczami reprezentacji, że wielu z nas nie wyobraża sobie, by komentował je kto inny. A w związku z tym większa też skłonność widzów do wybaczania wpadek na antenie. Co więcej, te wpadki dodają mu pewnego uroku.

Szaranowicz: – Kibic chce mieć zaufanie do swojego mistrza ceremonii. Jak się popatrzy na stanowiska komentatorskie podczas wielkich imprez, to pełno tam starszych panów. Bo oni zjedli na tym fachu zęby, są wiarygodni i nie starają się na siłę przypodobać widzowi.

Sztywna legenda

Status legendy mikrofonu nie zdejmuje ze Szpakowskiego pewnego napięcia oraz sztywności. Bardzo źle reaguje na krytykę, brak mu dystansu do siebie, a gdy rozmowa schodzi na jego wpadki, najchętniej przyznaje się do jednej – gdy podczas jednej z transmisji przedstawił się jako Dariusz Ciszewski.

Plucie na Szpakowskiego stało się modne. Do tego stopnia, że przypisuje mi się również nie moje grzechy. To nie ja jestem autorem frazy, że Włodek Smolarek krąży jak elektron wokół jądra Zbyszka Bońka. Ani że pewna biegaczka ma nieświeży krok. Bo przecież nigdy nie relacjonowałem lekkiej atletyki – prostuje komentator. Zarzuty dotyczące stylu, jaki prezentuje za mikrofonem, tak bardzo się utarły, że Szpakowski reaguje na nie z szybkością karabinu maszynowego. Osobliwa wymowa nazwisk? – Nawet w języku ojczystym piłkarza są różne wersje. Skłonność do sporządzania resumé meczu kilkanaście minut przed końcem? – A kiedy podsumowywać, skoro po ostatnim gwizdku trzeba się łączyć ze studiem? Pompowanie balona oczekiwań przed meczem? – A co, lepiej zacząć w tonie pesymistycznym i zniechęcić widza do reszty?

Szpakowski do tego stopnia przejmuje się krytyką, że dotyka go nawet powtarzana półżartem opinia, że rzucił klątwę na reprezentację, bo odkąd przejął schedę po Ciszewskim, biało-czerwoni przeważnie przegrywają. Szaranowicz uważa zresztą, że to jego wielka tragedia, bo nikt nie potrafi tak oddać radości, uchwycić sukcesu, jak właśnie Szpakowski. – To król bramek. A cała jego wielkość wyszła, gdy komentował złoto wioślarskiej czwórki w Pekinie. To już klasyka gatunku.

W połowie lat 90. Szpakowski otrzymał propozycję tworzenia redakcji sportowej wchodzącej wówczas do Polski kodowanej telewizji Canal+, w której futbol był daniem głównym kibica sportowego. Odmówił. – Pierwszy powód był natury charakterologicznej – nie mam zdolności do zarządzania ludźmi. Ale wtedy jeszcze wydawało mi się, że najważniejsze sportowe imprezy, jak mundiale, piłkarskie Euro, igrzyska olimpijskie nigdy nie wypadną z oferty telewizji publicznej. Dlatego nie zmieniłem barw – wspomina.

Czas nie przyznał mu racji. Od 1 lipca telewizja publiczna traci prawo do transmitowania spotkań reprezentacji Polski. Kwalifikacje do francuskiego Euro oraz sam turniej, który odbędzie się za dwa lata, pokaże Polsat. Piłka z TVP zniknie niemal zupełnie za rok, gdy skończy się dotychczasowy kontrakt na transmitowanie spotkań Ligi Mistrzów, a telewizja nc+ nie zgodzi się na odsprzedanie części pakietu dla stacji publicznej. W najgorszym razie Szpakowski wróci dopiero na mundial za cztery lata. – Kibice będą mieli okazję posłuchać konkurentów, porównać – podsumowuje. Oraz, kto wie, może zatęsknić.

Polityka 23.2014 (2961) z dnia 03.06.2014; Ludzie i style; s. 106
Oryginalny tytuł tekstu: "Szpaka łabędzi śpiew"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Dlaczego niektórzy są bardziej kochliwi?

Co sprawia, że jedni zakochują się łatwiej niż inni, i dlaczego niektórzy mają w miłości szczęście, a inni nie.

Magdalena Kaczmarek
09.02.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną