Romans Martina Heideggera i Hanny Arendt

Przyjdź wieczorem na naszą ławkę
Listów Martina Heideggera do Hannah Arendt zachowało się więcej niż tych napisanych przez nią do niego. Ona gromadziła pamiątki ich związku. On niszczył dowody romansu.
Relacja łącząca 18-letnią Arendt i 35-letnigo profesora Heideggera wykraczała poza konwencjonalny układ mistrz–uczeń.
ULLSTEINBILD / Frutz Eschen/MJS/BEW

Relacja łącząca 18-letnią Arendt i 35-letnigo profesora Heideggera wykraczała poza konwencjonalny układ mistrz–uczeń.

Wstąpienie Meideggera w 1933 r. do NSDAP okryło nazwisko filozofa hańbą.
The Granger Collection/Forum

Wstąpienie Meideggera w 1933 r. do NSDAP okryło nazwisko filozofa hańbą.

Materiały promocyjne

Hannah Arendt w latach 30. XX wieku.
Rue des Archives/Forum

Hannah Arendt w latach 30. XX wieku.

Tych dwoje wybitnych filozofów prowadziło korespondencję przez pół wieku. Najwcześniejszy list pochodzi z 1925 r., kiedy Hannah Arendt, 18-letnia studentka Uniwersytetu w Marburgu, uczęszcza na seminaria Martina Heideggera. 35-letni wówczas profesor jest bożyszczem studentów. Kończył właśnie „Bycie i czas” – rozprawę, która zapewni mu miejsce w panteonie zachodniej filozofii. Dla biografów Arendt i Heideggera od dawna nie było tajemnicą, że łączyła ich relacja wykraczająca poza konwencjonalny układ mistrz–uczeń. Jednakże zgodnie z wolą Hermanna Heideggera, syna i wykonawcy testamentu Martina Heideggera, listy obojga (zdeponowane po śmierci Arendt w Archiwum Schillera w Marbach) miały być udostępnione publiczności dopiero w 2016 r., czyli 40 lat po śmierci autora „Bycia i czasu”.

W efekcie wokół romansu utalentowanej studentki i charyzmatycznego nauczyciela zaczęły narastać legendy. Ich związek przedstawiany bywał jako skrzyżowanie historii o Abelardzie i Heloizie z perwersją „Nocnego portiera”. Arendt wszak urodziła się w zasymilowanej żydowskiej rodzinie, jej opus magnum, „Korzenie totalitaryzmu” poświęcone są tzw. kwestii żydowskiej w Europie. Z kolei Heidegger był w latach 1933–45 formalnie członkiem NSDAP.

Na początku lat 90. Elżbieta Ettinger, profesor humanistyki na słynnym Massachusetts Institute of Technology, otrzymała zgodę na lekturę listów. Jednak zamiast solidnej biografii Arendt, opublikowała sentymentalno-psychoanalityczną rozprawkę. Posłużyła się wyrwanymi z kontekstu fragmentami korespondencji, by uzasadnić tezę, że sterowana przez superego namiętność między filozofami trwała do końca ich życia. Wedle autorki, młoda Hannah miała szukać w Heideggerze ojca (jej własny zmarł na syfilis, nim skończyła siedem lat). Natomiast jej kochanek, „syn pobożnych, katolickich wieśniaków”, miał zaznać z nią pierwszych prawdziwych rozkoszy seksualnych – a więź między nimi była jakoby na tyle uzależniająca, że Arendt miała nigdy nie uwierzyć w nazistowskie sympatie swojego mentora.

Pożytek z książki Ettinger jest taki, że spadkobiercy zdecydowali się skrócić kwarantannę i opublikować całość korespondencji, tak aby każdy mógł ocenić, jak wyglądały relacje pary intelektualistów. Po 12 latach od niemieckiej edycji do czytelnika w Polsce trafia przygotowany przez Instytut Wydawniczy PAX tom „Korespondencja z lat 1925–1975” w tłumaczeniu Sławy Lisieckiej.

„Droga panno Arendt!”

Z listów wyłania się obraz skomplikowanej relacji, w której sentyment miesza się z ambiwalencją i ze skrywaną arogancją. W pierwszym okresie znajomości Heidegger ma wyraźną umysłową i społeczną przewagę nad Arendt – to ona bardziej potrzebuje jego niż on jej. Po latach milczenia, po upadku nazizmu i po emigracji Arendt do Stanów Zjednoczonych, w 1950 r. wznawiają kontakt. Role częściowo się odwracają. Teraz to zhańbiony filozof potrzebuje przychylności dawnej uczennicy. Ona przystaje na nowy układ – powściągliwej przyjaźni i pomocy. Ich intelektualne drogi jednak coraz bardziej się rozchodzą.

10 lutego 1925 r. Heidegger pisze: „Droga panno Arendt! Jeszcze dziś muszę przyjść do Pani, aby przemówić do Pani serca”. Od jesieni 1924 r. Hannah Arendt uczęszcza na wykłady o sofistach i filozofii Platona prowadzone przez „sztukmistrza z Messkirch”, o którym mówi się, że ma sektę wielbicieli. Należą do niej osoby (wiele z nich o żydowskich korzeniach), które później same zostaną tuzami humanistyki, m.in. Hans-Georg Gadamer, Herbert Marcuse, Leo Strauss i Karl Löwith. O ile Arendt zafascynował w Heideggerze intelekt i charyzma, o tyle jego zainteresowała „egzotyczna” uroda i niezależność młodej kobiety. Kolejny list rozpoczyna już od słów „Kochana Hannah” i proponuje, że zostanie przewodnikiem po meandrach jej świeżo wyklutego „kobiecego bycia”. Arendt odkrywa się przed nim, przesyła mu autobiograficzne opowiadanie „Cienie”. „Już w najcichszej, ledwie rozbudzonej młodości – pisze o sobie – była ona rozdarta między tym, co niezwykłe, i tym, co cudowne”. Heidegger jest postacią niezwykłą, ale wkrótce okaże się, że niekoniecznie cudowną.

Romans zaczyna wykraczać poza ramy duchowego mentorstwa. Wieczorne seminaria lekturowe zamieniają się w schadzki, których czas i miejsce są podporządkowane rytmowi pracy Hei-deggera. Ten boi się, że związek ze studentką zaszkodzi jego karierze naukowej oraz małżeństwu. Ma dwóch synów z Elfriede Petri, surową luteranką. Umawia się więc z Arendt w konspiracji: w parku, w prywatnym mieszkaniu, czasem w domu na wsi. „Przyjdź do mnie jutro trzy kwadranse na dziewiątą. Jeśli w moim pokoju nie będzie się paliło światło, zadzwoń” – prosi latem 1925 r. „Twoja służebna radość”, jak pisał o Arendt w jednym z wczesnych listów, wkrótce jednak zacznie mu ciążyć.

Na początku 1926 r. Heidegger przekonuje: „Jeżeli młodzi ludzie nie znajdują w sobie dość siły, żeby odejść, zawsze przemawia to przeciw nim. (…) Może Twoja decyzja da przykład i pomoże mi trochę oczyścić powietrze. Jeśli spowoduje ona dobro, to tylko dlatego, że wymaga ofiary od nas obojga”. Kilka dni wcześniej Arendt wyznała mu, że nosi się z zamiarem przeniesienia na Uniwersytet w Heidelbergu. Po cichu liczy, że zakochany profesor będzie ją od tego odwodził. Myli się. Ten pomysł jest znużonemu konspiracją Heideggerowi na rękę. Poleca studentkę swojemu przyjacielowi wykładającemu w Heidelbergu. Pod kierunkiem Karla Jaspersa Arendt przygotowuje rozprawę doktorską o pojęciu miłości u św. Augustyna.

20-latka zbliża się do środowiska rewolucjonizujących studentów. Rozmyślnie nie podaje dawnemu nauczycielowi swojego nowego adresu. Ten go jednak zdobywa, znów wymieniają listy, ale to od osób trzecich Heidegger dowiaduje się o innych mężczyznach w życiu Arendt: germaniście Benno von Wiese i filozofie Güntherze Sternie, który w 1929 r. zostaje jej mężem. Listy Heideggera z tego okresu pełne są opisów jego dysput, jego lektur, jego wykładów. Z rzadka pisze o osiągnięciach Arendt (ledwie raz zaznacza, że wie od Jaspersa o postępach w jej pracy) – i tak już pozostanie do końca ich życia. „Przeczytałaś moją książkę [»Bycie i czas«] – tzn. stopiłaś swoją miłość ze swoim nowym szczęściem”. Te słowa z 1927 r. to kwintesencja Heideggerowskiej hierarchii ważności – nade wszystkim i wszystkimi stoi jego dzieło. Arendt coraz wyraźniej zdaje sobie sprawę, że jej miłość wtłaczana jest w rolę, jaką wyznaczył jej Heidegger. W 1928 r. zapewnia, że wciąż go kocha, ale dodaje: „Droga, którą mi wskazałeś, jest dłuższa i trudniejsza, niż myślałam”. Wybiera rozstanie, a na końcu listu cytuje sonet Elisabeth Barret Browning: „A gdy zechce Bóg/Będę cię jeszcze bardziej kochała po śmierci”. Motto to brzmi tym bardziej złowrogo, jeśli wspomnieć przyczyny wieloletniego zerwania korespondencji.

Filozof z NSDAP

Na początku lat 30. do mieszkającej w Berlinie Arendt dochodzą pogłoski, że Heidegger wyklucza ze swoich seminariów żydowskich studentów. On ostro to dementuje, ale wkrótce potem wstępuje w szeregi NSDAP. Zostaje powołany na stanowisko rektora Uniwersytetu we Fryburgu, a mowę inauguracyjną kończy pozdrowieniem „Heil Hitler!”. Prześladowania dotykają ich wspólnych znajomych: m.in. Edmunda Husserla i Karla Jaspersa.

Rok później Heidegger nie jest już rektorem, gdyż zdaniem władz III Rzeszy zbyt opornie wprowadza na uczelni politykę narodowego socjalizmu. Znów poświęca się pracy naukowej, ale korzysta ze stypendiów dla akademików sprzyjających reżimowi. Czy jego zaangażowanie w nazizm miało charakter czysto pragmatyczny, czy wynikało z przejściowej fascynacji, czy może było rezultatem wiary w ideologię Hitlera? – spór o to trwa do dzisiaj. (Spektrum stanowisk i dylematów rozważa Cezary Wodziński w doskonałej książce „Heidegger i problem zła”. Arendt pierwszą krytykę postawy Heideggera opublikowała już w 1946 r.).

Jeszcze przed wojną Arendt, osoba niereligijna, ale nienegująca swojego żydowskiego pochodzenia, zaczyna interesować się syjonizmem. Przygotowuje też biografię Rahel Varnhagen, która w epoce romantyzmu prowadziła w Berlinie słynny salon, walcząc przy tym z odium własnej żydowskości. Arendt zostaje na krótko aresztowana, z niepokojem obserwuje, jak elity intelektualne Niemiec przyłączają się do Hitlera. Przyspiesza to jej decyzję o wyjeździe. Kilka lat spędza w Paryżu, a w 1941 r. przedostaje się do Nowego Jorku.

W Ameryce żyje z esejów, które publikuje w pismach niemieckich emigrantów i żydowskiej diaspory, potem także w sławnym „Partisan Review”. Zaczyna wykładać (niechętnie, ma tremę przed dużą publicznością) i zbiera materiały do „Korzeni totalitaryzmu”. Pod koniec 1948 r. leci do Europy. Jej przystanki to Paryż, Londyn, Berlin i Bazylea, gdzie odwiedza Karla Jaspersa i jego żonę Gertrudę, która jako Żydówka wiele wycierpiała w okresie faszyzmu.

W Heidelbergu słyszy ponownie o niezażegnanym konflikcie między Jaspersem a Heideggerem. Wie, że nielojalnością wobec przyjaciela i promotora byłoby spotkać się z dawnym kochankiem i zwolennikiem nazizmu, ale Fryburg jest na wyciągnięcie ręki… Z hotelu, gdzie się zatrzymuje, wysyła mu bilecik. Heidegger odpisuje, tytułując ją „Pani”, i 7 lutego 1950 r. zaprasza do siebie. Zaznacza przy tym: „Moja żona, która wie o wszystkim, chętnie by się z Panią spotkała”. Twierdzi, że on i jego małżonka traktują jego związek z Arendt jako dar od losu, przeznaczenie i ofiarę, za które należy być wdzięcznym.

Od tej pory Elfriede jest częstą towarzyszką spotkań Arendt i Heideggera, w każdym liście znajdą się pozdrowienia od niej lub dla niej. Obie kobiety wymieniają kilka listów między sobą. Najważniejszy jest ten pierwszy. Arendt zdobywa się na wyznanie: „Widzi Pani, kiedy wyjechałam z Marburga, byłam absolutnie zdecydowana nigdy więcej nie pokochać żadnego mężczyzny. (…) To zmieniło się dopiero w chwili, kiedy poznałam mojego obecnego męża”. Jest nim Heinrich Blücher, także filozof, którego spotkała jeszcze przed wojną, w Paryżu. Chociaż wbrew utartej opinii nie było to małżeństwo idealne (Blücher miewał przelotne romanse), tworzyli zgodną parę, zwaną przez znajomych dwuosobową monarchią.

Mimo maski zażyłości Arendt nie znosi Elfriede, zarzuca jej chorobliwą zazdrość o małżonka. Na usprawiedliwienie tej drugiej trzeba dodać, że filozof wiedział, jaki wpływ wywiera na kobiety, a młodziutka Hannah nie była ani pierwszą, ani ostatnią z jego studentek, których oddanie ukrywał przed matką swoich synów.

Natomiast drugi powód niechęci Arendt tkwi w antyżydowskich poglądach Elfriede, których ta nie zmieniła do końca życia. Podobno to ona w 1931 r. podsunęła mężowi lekturę „Mein Kampf”. Po latach, w 1969 r., pogarsza się zdrowie Heideggerów i chcą przenieść się do nowego, mniejszego domu. 100 tys. marek, które na to potrzebują, ma pochodzić ze sprzedaży rękopisu „Bycia i czasu”. „Ponieważ jednak nie znamy się na pieniądzach, nie mamy pojęcia, ile taki manuskrypt jest wart i komu można by go ewentualnie zaoferować na sprzedaż” – pisze Elfriede do Arendt. Ta zrazu próbuje pomóc, radząc oddać sprawę w ręce profesjonalnego domu aukcyjnego. Heideggerowie są oburzeni – rękopis nie może być przedmiotem otwartego handlu. Arendt przekazuje więc wskazówki znajomego bibliotekarza o Archiwum Schillera w Marbach i zbiorach amerykańskich uniwersytetów, które mogłyby być zainteresowane kupnem manuskryptu. Ale stara się wycofać ze sprawy, wyczuwając dwuznaczność całej sytuacji. Czy dlatego poproszono ją o pomoc, że jest Żydówką, więc musi znać się na targowaniu dobrej ceny?

Przyjazny dystans z dozą sentymentu

Co łączy po okresie namiętności i po epoce nazizmu Arendt i Heideggera? „To osobliwa tajemnica czasu, że tak powraca i wszystko potrafi przemienić. Wszystko jest nam podarowane na nowo” – przekonuje on. Ona nie widzi powrotu do bezkrytycznego zaufania, którym kiedyś go obdarzyła. Podziw dla dzieła filozoficznego miesza się z litością dla słabego moralnie człowieka. Przyjazny dystans z dozą sentymentu – chyba tak można nazwać ich nowe relacje. I w powojennych Niemczech, i w domu Heideggerów Arendt czuje się jak „dziewczyna z obczyzny” z utworu Schillera. Dawny nauczyciel układa dla niej tak właśnie zatytułowany wiersz: „Obca/która sama Tobie obca/ona jest:/górą rozkoszy,/morzem cierpienia,/pustynią pożądania/jutrzenką przybycia”.

Rysę na ich relacjach pogłębiają sukcesy Arendt. Dzięki „Korzeniom totalitaryzmu” jako pierwsza kobieta prowadzi uznane seminaria Christiana Gaussa w Princeton i trafia na okładki prasy opiniotwórczej. Mistrz kwituje jej książki zdawkowym zapewnieniem, że przeczytałby je, gdyby jego angielszczyzna nie utykała. Głowę zaprzątają mu tłumaczenia jego własnych prac na angielski, które nieustannie krytykuje. Dręczy go także sprawa rozwodu syna Jörga z chorą psychicznie żoną. Ale kielich goryczy przelewa fakt, że w sporze Heideggera z Jas-persem (nigdy niewygaszonym) Arendt trzyma stronę tego drugiego, a w jej kolejnych tekstach inspirację dziełem dawnego mentora zastępuje polemika z nim i niezależna droga rozumowania.

Jednak ci, którzy oczekują po tej kores-pondencji filozoficznych dysput, będą zawiedzeni. Przez wiele lat Arendt i Heidegger toczą dyskusję wokół egzystencjalnej kategorii myślenia i jej społecznego wymiaru. Spierają się też o rangę pojęcia przyczynowości w logice i epistemologii. Heidegger obstaje przy doniosłej roli przyczynowości, Arendt od niej odchodzi. Uważa, że naukowe dociekania, które skupiają się na tropieniu logicznie powiązanych przyczyn i skutków, zamykają oczy na to, że historię tworzy także przypadek i przeświadczenia krążące między ludźmi. W listach znajdziemy tylko odpryski tych sporów – więcej tu erudycji niż filozofowania.

Znowu na kilka lat korespondencja ustaje. Między 1955 a 1965 r. wymieniają tylko trzy listy. Jednak w ostatniej dekadzie życia znów są blisko. Sfrustrowany starością Heidegger potrzebuje przyjaźni znanej filozofki. Widzą się na odczycie Arendt w Bazylei 26 lipca 1967 r. (dzień po owianej legendami wizycie Paula Celana u Heideggera). Od tej pory ich spotkania, zwykle we Fryburgu, staną się dorocznym rytuałem. W 1969 r. na 80 urodziny Heideggera Arendt wygłasza mowę, w której w zawoalowany sposób dotknie też tego, co ją w tym człowieku boli: „Zarówno Platon, jak i Heidegger, kiedy zaczęli zajmować się sprawami ludzkimi, znaleźli schronienie u tyranów i führerów”. Pod koniec następnego roku nagle umiera Blücher. Dwuosobowy mikroświat przestaje istnieć. Arendt jeszcze bardziej poświęca się pracy nad tomami „Myślenie” i „Wola”, pośredniczy w przygotowaniach nowego przekładu „Bycia i czasu” – i już nie boi się własnej śmierci.

Ostatni raz odwiedza Heideggera 12 sierpnia 1975 r. we Fryburgu, prawdopodobnie rozmawiają wtedy o jej ostatniej, niedokończonej rozprawie o władzy sądzenia. 4 grudnia Arendt zasłabła w czasie obiadu, który wydawała dla przyjaciół w swoim nowojorskim mieszkaniu. Po jej śmierci Heidegger (przeżyje ją o pół roku) pisze: „Była to łaskawa śmierć. Według ludzkiej miary przyszła oczywiście za wcześnie”.

Autorka pracuje w Zakładzie Badań Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Łódzkiego, jest redaktorką kwartalnika literackiego „Arterie”. Praktykowała w POLITYCE. Przy pisaniu artykułu korzystała z książek: H. Arendt, M. Heidegger „Korespondencja z lat 1925–1975”, Michelle-Irene Brudny „Hannah Arendt. Próba biografii intelektualnej” i Antonia Grunenberg „Hannah Arendt und Martin Heidegger”.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną