Klasyki Polityki

Przerwa jasna

W życiu nie widziałem tak pobitej kobiety – napisał syn

Zdarza się, że po pobiciu, nawet po urazach mózgu, człowiek odzyskuje przytomność i zachowuje się, jakby na nic poważnego się nie zanosiło. Zdarza się, że po pobiciu, nawet po urazach mózgu, człowiek odzyskuje przytomność i zachowuje się, jakby na nic poważnego się nie zanosiło. European Parliament / Flickr CC by 2.0
Edyta była bardzo atrakcyjną kobietą. Wyszła za mąż za Krzyśka, kiedy on siedział w więzieniu.

Zdarza się, że po pobiciu, nawet po urazach mózgu, człowiek odzyskuje przytomność i zachowuje się, jakby na nic poważnego się nie zanosiło. Dopiero po jakimś czasie traci przytomność. Jest na to określenie używane przez lekarzy: przerwa jasna. Edyta w swojej przerwie jasnej powiedziała Patrykowi P., żeby nie wzywał pogotowia. Przyjedzie z nim razem policja, a ona tego nie chce. Niech raczej da wódki, to jej przejdzie.

Widywał ją już gorzej pobitą przez męża, Krzyśka. Faktycznie jej przechodziło. Do bicia przywykła. Edyta była bardzo atrakcyjną kobietą. Wyszła za mąż za Krzyśka, kiedy on siedział w więzieniu. Rozwiedli się w trzy lata później. Ale mimo że ją bił, dalej mieszkali razem w jej mieszkaniu z jej synem z pierwszego małżeństwa.

Potem Krzysiek znów poszedł siedzieć, a Edyta zaczęła się spotykać z Patrykiem, raczej towarzysko. Raz została w jego mieszkaniu, potem drugi raz i wreszcie już na stałe. Patryk pracował na delegacji za Warszawą i przyjeżdżał do domu na soboty i niedziele. Wolał, żeby ona nie pracowała i nie wychodziła z domu, to wtedy, mówił, nie będzie cię ciągnęło tak do wódki.

Ludwik – wysoki, dobrze zbudowany, po trzydziestce, krótko ostrzyżone włosy i przenikliwe zimne oczy w kolorze szaroniebieskim, na rękach tatuaże i sznyty – wyszedł niedawno z więzienia. Siedział w jednej celi z mężem Edyty. Gdy wychodził na wolność, mąż poprosił: – Pójdź do Edyty i pomóż jej w różnych sprawach. Więc przyszedł do ich mieszkania na Żurawiej, lecz nikogo nie zastał. Od sąsiadki dostał telefon do Patryka. – Tam obecnie przebywa Edyta. Zatelefonował. Ma gryps od męża z więzienia, chce jej przekazać. Spotkali się na placu Narutowicza. Pił wódkę z butelki czekając aż ona przeczyta.

Ludwik mieszkał „po ludziach”. Łatwo go zapraszali. Postoi na dworcu, z kimś popije i od razu ma nocleg. Nauczył się tego w 14 roku życia. Uciekał wtedy z domu rodziców do Warszawy na parę dni, na tydzień. Ojciec go nie szukał. Bardzo pił. Starsza siostra umarła z przepicia. Matka chorowała na bezwład nóg. Kiedy Ludwik przestał chodzić do szkoły, nikt się tym specjalnie nie przejął. Bywa tak, choć bardzo rzadko, że jedno zdarzenie, jedno czyjeś zdanie może zmienić całe życie. Ludwik należał do zespołu muzycznego i grał w nim na organach. Liderka wyrzuciła go z zespołu. Wtedy Ludwik połknął 42 tabletki psychotropów matki. Z trudem go odratowano. Mimo to liderka nie przyjęła go do zespołu, więc może gdyby stało się inaczej, jego życie potoczyłoby się inaczej. A może już wtedy prostą drogą szedł do więzienia? Ożenił się, ale żona po dwóch latach pokazała mu drzwi, nie chciała nawet alimentów.

Więc bardzo chętnie przyjmuje zaproszenie Edyty. Siedzą u niej i piją. Zaprosili gości – sąsiada z wyższego piętra i koleżankę Edyty, też Edytę.

Wraca z delegacji właściciel mieszkania – Patryk. Jest zły, ale mu złość przechodzi od wódki i towarzystwa. Edyta siada gościom na kolana. Wszyscy tańczą. Mocno się polewa. Edyta mówi, że kocha Ludwika. Łatwo się przy dużym piciu żeni, łatwo się rozwodzi, łatwo się wprowadza, wyprowadza, zaprasza do siebie kogoś wprost z ulicy, mówi się, że się kocha, że zabije, życie jest płynne.

Patryk pije mniej. Wysiada mu żołądek, więc musi wejść w ograniczenie, a może nawet w abstynencję, ale na razie polewa. W nocy słyszy, jak jego Edyta kocha się z Ludwikiem.

Mija weekend i Patryk jedzie do swojej budowy w terenie. Jest spawaczem, nieźle zarabia. Edyta obiecuje, że wszystko będzie w porządku, posprzątane. Ludwik zrobił, o co prosił mąż, więc koniec znajomości.

Są już sami. Robią seks i piją. Do oporu, do dna, do zatracenia. Jest pięknie. Lecz kończą się pieniądze. Przychodzi sąsiad z góry do towarzystwa. Mówi, że można by zastawić w lombardzie głośnik od wieży Patryka, jeśli Edyta się zgodzi. Pewnie, że się zgadza. Ludwik za parę dni ma mieć jakieś pieniądze, wtedy się głośnik wykupi i odniesie Patrykowi do mieszkania.

W lombardzie chcą kompletu głośników, co im po jednym. Ludwik niesie drugi. Są pieniądze na wódkę i jedzenie. Picie i seks. Trzeba tylko wyjść z psem. Gra telewizor, życie takie, jak powinno stale być, dalekie od nieszczęścia, bo całkiem szczęśliwego nie ma przecież we wszystkich ludzkich światach – tych, które piją i niepijących.

Pieniądze się skończyły. – Skoro nie ma głośników, to można zanieść do lombardu i wieżę – mówi Edyta. Lombard już zamknięty, więc Ludwik sprzedaje ją taksówkarzowi. Znów są pieniądze na żołądkówkę i jedzenie. Jeszcze można zanieść do lombardu telewizor, koc z prawie nową metką i dwa telefony bezprzewodowe.

Wraca na weekend Patryk z delegacji. Edyta leży na łóżku z Ludwikiem. Brud, bałagan. Edyta rzuca się do nesesera Patryka, szuka wódki, ma zasiniałe oko. To Ludwik rzucił w nią kluczami, no i co wielkiego? Tyle że wstyd było wyprowadzić na podwórko psa.

Patryk spostrzega, że nie ma wieży i telewizora. Płacze. – Nie martw się – mówi Edyta – wszystko oddam. Została resztka wódki. Częstują go. Patryk pije tyle, żeby umoczyć usta. – Ukradłeś mi rzeczy – mówi do Ludwika. On? Tylko je wynosił do lombardu. Ona tu rządzi. Gospodyni. To wszystko przez nią.

Zaczynają się kłócić. Patryk słyszy, jak Ludwik za kotarą rozwala butelkę. Jest zły. Potem się godzą. Edyta mówi, że Ludwika kocha i on ją też. Zaczynają się całować, ale coś w tym pocałunku Ludwikowi się nie podoba, więc wali Edytę w twarz. Patryk siedzi i patrzy. Edyta raz płacze, raz się śmieje. Jak to po pijaku. Ludwik blednie. Patryk widzi, że jakby zapadają mu się policzki. A potem wali ją pięścią w okolicę serca. – Daj jej spokój – mówi Patryk i Ludwik słucha. Siedzą sobie przy stole i rozmawiają. Nagle Ludwik łapie Edytę za włosy i rzuca na podłogę. Mówi, że mu gorąco, spocił się i chce wyjść na balkon dla ochłody. Idzie po leżącej na podłodze Edycie. Wali nogą w głowę tak, że głowa aż podskakuje. Kopie butami. Edyta nie krzyczy, tylko się trochę zasłania. – Jakby chciał ją upokorzyć albo zgnoić – mówi Patryk. Siedzi i patrzy, bo co ma robić. No nie, odciąga go od Edyty, nie jest przecież pijany. – Patrz – mówi do Ludwika – krew jej leci z nosa. – Przenieście mnie z podłogi na łóżko – jęczy Edyta. – Chodź – mówi Patryk – pierdolniemy ją na wersalkę. Nagle Edyta mówi, że chce się napić. Ludwik nalewa jej wódki, przystawia szklankę do ust, a sam wypija resztę, której nie dopiła.

Patryk musi wyjść do łazienki za swoją potrzebą. Kiedy wraca, widzi, że on na niej siedzi. W ręku trzyma długopis i celuje nim w tętnicę Edyty na szyi. – Jak się jej włoży do żyły, to ona zaraz wytrzeźwieje – mówi Ludwik. Lecz tego już za dużo. Patryk prosi, żeby oddał długopis i on oddaje. Potem Ludwik bierze nóż i łapie Edytę za pierś. – Po co tej kurwie piersi. – Daj spokój, oddaj nóż – mówi Patryk. I Ludwik daje sobie nóż odebrać. – Nie mam pieniędzy – mówi Ludwik. Wtedy Patryk daje mu 50 złotych, byle sobie poszedł. I z głowy.

Patryk zastanawia się, czy zadzwonić na pogotowie, czy nie. Nie umie ocenić: czy Edyta jest teraz w gorszym stanie, niż była od poprzednich pobić przez męża, czy nie. Chyba nie w gorszym, bo ocknęła się, mówi, żeby nie wołać pogotowia i chce wódki. Więc jej daje. Edyta zasypia. Więc on też idzie spać. Kiedy na drugi dzień budzi się w południe, widzi, że z nosa Edyty płynie żółta ciecz. Telefonuje po pogotowie.

„Kurwa, człowieku – pisał do męża Edyty, do więzienia jej syn. – W życiu nie widziałem tak pobitego człowieka, a tym bardziej kobiety. Mamusia leży w szpitalu, cała granatowa i w rurkach. Musieli otworzyć jej czaszkę, bo miała krwiak”.

Po kilku dniach Ludwik przyjechał do Patryka dowiedzieć się, co słychać. Nie wierzył, że Edyta jest w szpitalu, więc Patryk pokazał puste mieszkanie. Pojechali ją odwiedzić. Dowiedzieli się, że miała stłuczony mózg i zapalenie płuc od wysiękającej do wewnątrz powoli krwi, kiedy tyle godzin leżała w mieszkaniu Patryka.

„Aż nadszedł ten feralny, przeklęty dzień – pisał syn Edyty do jej męża do więzienia – że mamusia umarła. A teraz napiszę ci ojczymie, kto był na pogrzebie”. I wylicza.

Na pytanie, co napisać w rubryce: zawód, na karcie przesłuchań Ludwik odpowiada, że utrzymuje się z rozbojów i napadów. W rubryce karalność: pierwsze więzienie za kradzież z włamaniem – trzy lata. Krótka wolność i znów więzienie. Dwa miesiące wolności i półtora roku za kratami, dwa miesiące na wolności i trzy lata w więzieniu. Osiem miesięcy na wolności. Jedenaście miesięcy w więzieniu. Trzy miesiące wolności i w czasie tych ostatnich wolnych – Edyta.

„Biłem do nieprzytomności. Nie wiem, dlaczego to robiłem. Nie chcę zmyślać ani kłamać. Chcę się przyznać, że potłukłem na głowie innej kobiety, Danuty, osiem lub dziewięć butelek po wódce. Jak wychodziłem od niej, leżała w kałuży krwi i głowę miała jak tatar. Nie wiem, czy przeżyła. Po sylwestrze ubiegłego roku chciałem zabić Wiktora D. w jego mieszkaniu. Kopałem go, tłukłem butelki o jego głowę i rzucałem w niego telewizor 14-calowy. Wiem, że leżał w szpitalu. Chyba przeżył. W grudniu w melinie uderzyłem 12 razy deską do krojenia jedną dziewczynę, a drugą uderzyłem tylko dwa razy, bo zaczęła charczeć. Trzeciej nie biłem, bo była dla mnie grzeczna. Pobiłem jeszcze czterech mężczyzn. I okradałem kościoły. Policja o tym może i nie wie, ale przyznaję się, bo chcę, żeby mnie powiesili. Nie chcę już żyć na tym świecie. Proszę o pojedynczą celę. Nie żądam powiadomienia o moim aresztowaniu nikogo”.

Dlaczego nie uciekała?

Rozmowa z Izabellą Anną Zarembą, wojewódzką koordynatorką ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie

Dlaczego mężczyźni biją słabszych – kobiety, dzieci?

Bo tak postępował ich dziadek i ojciec. Nie umieją inaczej rozstrzygać konfliktów. Przemoc jest rodzajem impotencji. Nie umiejąc wykorzystywać nadmiaru mocy do celów opiekuńczych, wykorzystują go do zdobycia kontroli lub władzy.

Mężczyzna z mego reportażu bije jak przerażająca maszyna. O nic mu nie chodzi.

Zawsze o coś chodzi w biciu. O rozładowanie napięcia, lęku, agresji. Lub o ugruntowane doświadczeniem przekonanie: że wygrywa silny, więc warto być silnym.

Dlaczego kobiety nie uciekają od takich mężczyzn? Opisywana Edyta rozwiodła się, ale nadal mieszkała z byłym mężem.

Partnerki bijących całymi latami przy nich trwają. Nie chcą być winne rozpadowi rodziny, wiedzą, że sytuacja jest zła, ale ją znają. Nowa, nieznana, może być jeszcze gorsza. W głębi duszy mają poczucie, że nie zasługują na kogoś innego. Lub znajdują antidotum na poczucie niepełnej wartości: jestem bita, cierpię, ale poświęcam się, wszystko to znoszę, więc jestem lepsza niż on.

Nie bronią się?

Próbują się zabezpieczyć przed przemocą w ten sposób, że spełniają wszystkie zachcianki sprawcy, próbują zrozumieć i usprawiedliwić jego motywy.

I piją z nim?

Wiele ofiar przemocy pije, bo to znieczula i wyjaśnia świat. Mężczyzna ją bije, bo się jej to należy za picie.

Edyta się nie broniła, to niepojęte.

Dawał jej nauczkę.

Za to, że wyniósł do lombardu cudzy sprzęt...

Każdy powód jest dobry i dla sprawcy, i dla ofiary.

Przyglądał się tej jatce świadek, patrzył spokojnie, nie zareagował.

Świadkowie wiedzą, że na biciu lepiej wychodzi sprawca niż ofiara, należy więc być po jego stronie.

Wolą się dopatrywać winy w ofierze niż w sprawcy. Ofiara widocznie się puszcza, to awanturnica, brudaska. W przeciwnym razie by nie dostawała.

A kiedy się sprawcy wytłumaczy, to przestanie bić?

Nie przestanie, przemoc podobnie jak alkoholizm nie ustaje sama z siebie, przeciwnie, ona zwyżkuje, ma określoną dynamikę rozwoju.

Mówi się: jak nie bije, to nie kocha.

Okresy agresji są przerywane miodowymi miesiącami. Mężczyzna wyraża wówczas skruchę, daje prezenty, zapewnia, że się poprawi. A później następuje znów wybuch agresji. Jeśli mężczyzna jest raz dobry, raz zły, to tylko wzmacnia związek.

Miodowy miesiąc jest nagrodą. Jeśli nagroda raz występuje, a raz nie, mechanizm oczekiwania na nią jest silniejszy.

Z czego oni są zrobieni? Z drewna?

Niedawno jeden ze sprawców opowiadał mi, że wypalił swojej żonie oczy. Ot, tak, mimochodem...

Śladu winy, śladu wyrzutów sumienia.

Gdy sprawca dopuszcza do siebie cierpienie ofiary, gdy czuje się choć trochę winny, wali mu się cały świat, w którym żył. Więc wypiera z siebie takie emocje.

Polityka 48.2000 (2273) z dnia 25.11.2000; Społeczeństwo; s. 85
Oryginalny tytuł tekstu: "Przerwa jasna"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną