Dlaczego kupujemy samoloty z wadliwym podwoziem?
Ostatnie problemy z podwoziem, jakie miał lądujący Bombardier Dash-8, nie należą do rzadkości.
Samolot Bombardiera Dash-8 Q-400 po awaryjnym lądowaniu na lotnisku Okęcie
Dariusz Borowicz/Agencja Gazeta

Samolot Bombardiera Dash-8 Q-400 po awaryjnym lądowaniu na lotnisku Okęcie

Po tym jak wojsko straciło dwa statki powietrzne – myśliwiec MiG-29 (18 grudnia) i śmigłowiec SW-4 Puszczyk (13 grudnia) – awarię Bombardiera Dash-8 Q-400 zaliczył też LOT. 10 stycznia 2018 roku samolot tego typu lądował awaryjnie na Okęciu. Miał problemy z właściwym wypuszczeniem podwozia. Okazuje się, że to znana przypadłość tych maszyn.

Regionalny turbośmigłowy Bombardier Dash-8 z 59 pasażerami na pokładzie wystartował wieczorem z lotniska Kraków-Balice. Już po starcie został postawiony w tzw. holding na wysokości 3 tys. metrów, czyli krótkotrwałe krążenie w strefie wyczekiwania. Załoga zapewne wiedziała, że z podwoziem mogą być problemy, ale potwierdzenia takiej informacji nie ma. I pewnie nie będzie, dopóki komisja badająca wypadek nie zakończy swoich prac.

Dlaczego mimo problemów Bombardier kontynuował lot do Warszawy?

Ale jeśli faktycznie było wiadomo, że coś jest nie tak, to dlaczego kontynuowano lot do Warszawy? Przemawia za tym kilka czynników. Po pierwsze, Okęcie jako znacznie większy port lotniczy dysponuje bardziej rozbudowanymi służbami awaryjno-ratowniczymi.

Po drugie, to tutaj są warsztaty (LOT AMS – Aircraft Maintenance Service), w których można samolot naprawić. Po trzecie, w czasie lotu można wypalić paliwo, które choć w Bombardierze nie jest zabierane w przesadnie dużej ilości, to zawsze stanowi zagrożenie przy awaryjnym lądowaniu. Po czwarte, jest to jednak miejsce docelowe dla pasażerów i nawet jeśli czeka ich lądowanie z głowami między kolanami, to znajdą się w miejscu, w którym chcieli być.

I wreszcie po piąte: Warszawa ma dwa pasy startowe, a Kraków tylko jeden, więc – przynajmniej teoretycznie – w przypadku utknięcia lądującego samolotu można by skorzystać z drugiego. Zresztą okazało się, że lotnisko na Okęciu zostało zamknięte na kilka godzin, więc albo uszkodzony Bombardier zatrzymał się przy skrzyżowaniu obu pasów, albo obawiano się pozostawionych przy skrzyżowaniu oderwanych fragmenty, które po ciemku można przeoczyć, a które mogą stanowić zagrożenie dla innych samolotów.

Na czym polega awaria podwozia w Bombardierze?

Najczęściej przyczyną awarii podwozia jest uszkodzenie instalacji hydraulicznej, która służy do jego wypuszczania i chowania. Zwykle pracuje ona pod ciśnieniem 150–200 atmosfer, więc przy ewentualnym pęknięciu przewodu czy rozszczelnieniu się złączki ciecz hydrauliczna wycieka i cała instalacja przestaje działać. Do awaryjnego wypuszczenia podwozia służy sprężone powietrze, ale z jakichś przyczyn i to nie pomogło. W przeszłości zdarzyło się już na Bombardierze Air New Zealand, że załoga nie dała rady wyciągnąć dźwigni awaryjnego wypuszczenia podwozia, co wymaga pociągnięcia jej z siłą około 40 kg! Producent maszyny nie stanął na wysokości zadania. Co prawda w nerwach człowiek ma dużo siły, ale bez przesady...

W Bombardierze wszystkie koła chowane są do przodu, czyli „pod prąd” napływającego powietrza. Kiedy nie działa hydraulika i awaryjna instalacja pneumatyczna, golenie podwozia opadają pod własnym ciężarem, zwolnione z elektrycznie sterowanych zaczepów trzymających. Wtedy pęd powietrza dopycha je do położenia otwartego, aż do specjalnych zatrzasków, które blokują je w pozycji otwartej. Jeśli tak było w tym wypadku, to główne podwozie, chowane do wysoko umieszczonych gondoli silnikowych, blokuje się łatwiej duża długość goleni zwiększa napór powietrza na nią. Przednie podwozie jest z kolei dość krótkie i może nie wystarczyć siły naporu powietrza, by „zapiąć” goleń na zatrzask. Inną przyczyną takiego incydentu może być uszkodzenie samego zamka blokującego podwozie w pozycji otwartej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj