„Śmierć wrogom ojczyzny” to hasło patriotyczne? Trwa wymowny proces
Zeznania policjantów w procesie w sprawie zakłócania marszu narodowców wiele mówią o pracy tej instytucji i jej funkcjonariuszy.
Tomasz Pietrzyk/Agencja Gazeta

Marsz niepodległości we Wrocławiu 2017

Już podczas pierwszej rozprawy rozpoczętego właśnie procesu o zablokowanie w ubiegłym roku wrocławskiego Marszu Wielkiej Polski można było wiele się dowiedzieć o metodach pracy policji RP i mentalności funkcjonariuszy.

Protest przeciwko faszyzmowi na polskich ulicach

Proces toczy się przed Sądem Rejonowym dla Wrocławia-Śródmieścia. Na ławie obwinionych (zarzuty dotyczą naruszenia kodeksu wykroczeń) zasiadło sześcioro uczestników ruchu Obywatele RP (Dagmara Drozd, Małgorzata Farynowska, Bartosz Gawroński, Patryk Iwanicki, Włodzimierz Komisarczyk i Jacek Zabokrzycki), a także Anna Kowalczyk–Derlęga i Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Policyjny oskarżyciel zarzuca im, że 11 listopada ubiegłego roku przeszkodzili w przebiegu niezakazanego zgromadzenia „Marsz Niepodległości” (organizatorzy nagłaśniali go jako „Marsz Wielkiej Polski”) – a przez to naruszyli art. 52. par. 2. pkt. 1. kodeksu wykroczeń.

Nikt nie przyznał się do winy. Trzech Obywateli złożyło jednak oświadczenia, tłumacząc, czym się kierowali, kiedy stanęli na drodze skrajnych narodowców. Patryk Iwanicki mówił o niezgodzie na zawłaszczanie narodowego święta przez ludzi przypominających zachowaniem, symboliką i głoszonymi hasłami uczestników faszystowskich marszy lat 30. w Niemczech i we Włoszech. Bartosz Gawroński dodał, że chciał zaprotestować, bo organizatorzy zapowiadali pokojowy marsz i zapraszali rodziny z dziećmi, a tymczasem pojawiły się hasła nienawiści wobec ludzi innych przekonań i narodowości – on zaś, jako niepełnosprawny, wie, co znaczy wykluczenie. Jacek Zabokrzycki mówił z kolei, że próbował zasygnalizować problem, jakim jest faszyzm na polskich ulicach, ale i brak reakcji policji.

Co zeznali policjanci przed sądem?

I właśnie przesłuchanie policjantów odpowiedzialnych za zabezpieczenie manifestacji, a teraz zeznających jako świadkowie oskarżenia okazało się najciekawszym momentem kilkugodzinnej rozprawy. Już choćby przez to, że przyniosło wiele informacji o pracy policji i mentalności funkcjonariuszy.

Roman Bojdoł, komendant komisariatu Wrocław Stare Miasto, odpowiadający za przestrzeganie prawa podczas Marszu Wielkiej Polski, stwierdził przed sądem, że:

  • Śmierć wrogom ojczyzny” to dla niego hasło patriotyczne [bez komentarza – KB].
  • słyszał też okrzyki „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” oraz „A na drzewach zamiast liści wisieć będą komuniści”; nie było haseł nienawiści i propagowania faszyzmu – wznoszone były okrzyki, ale odbierał je właśnie jako patriotyczne [jw. – KB].
  • uczestnicy marszu mogli mieć też emblematy z krzyżem celtyckim [czyli symbole faszystowskie – KB].
  • owszem, na początku marszu powiadomił organizatorów o zakazie używania środków pirotechnicznych i mowy nienawiści, ale choć potem odpalono race, to policja nie interweniowała ze względu na liczbę uczestników manifestacji. Wszystkie takie zdarzenia były jednak dokumentowane i wobec trzech osób skierowano później wnioski o ukaranie [równocześnie policja skierowała 16 wniosków o ukaranie osób blokujących – KB].

Czytaj także: Marsz Niepodległości z bliska

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj