Polityczny deal i naukowa prawda
Rozkręcający się spór wokół nowelizacji ustawy o IPN pokazuje, że politykom i uczciwym badaczom przeszłości wszędzie jest nie po drodze.
Yad Vashem
U.S. Embassy Jerusalem/Flickr CC by 2.0

Yad Vashem

A już się PiS-owi wydawało, że ustępując z najbardziej drastycznych zapisów ustawy (czyli groźby procesów karnych za niezgodne z tzw. polityką historyczną tezy na temat relacji między Polakami a Żydami), udało się zakończyć głośną na pół świata awanturę. Ukoronowaniem sukcesu miała być wspólna deklaracja premierów Polski i Izraela, w której prócz zapewnienia o poszanowaniu wolności badań nad przeszłością znalazła się... oficjalna wykładnia historii obu narodów.

Yad Vashem krytykuje ustawę o IPN

I to właśnie ona (prócz utrzymanej możliwości wszczynania wobec badaczy procesów cywilnych) wywołała sprzeciw Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem, było nie było najpoważniejszej w świecie instytucji zajmującej się Zagładą. Jerozolimski Instytut zauważa, że twierdzenia zawarte w oświadczeniu premierów zawierają „bardzo problematyczne sformułowania, które są niezgodne z wiedzą historyczną”.

I tak wbrew temu, co głoszą obaj premierzy, dokumenty i dziesięciolecia badań historycznych dowiodły, że „polski rząd na uchodźstwie z siedzibą w Londynie, a także Delegatura (jego organ przedstawicielski w okupowanej Polsce) wcale nie działały zdecydowanie na rzecz żydowskich obywateli Polski w żadnym momencie wojny. Większość polskiego ruchu oporu nie tylko nie pomogła Żydom, ale także nierzadko aktywnie uczestniczyła w ich prześladowaniu”.

Antysemityzm i „antypolonizm”

Inne od prezentowanych przez Morawieckiego i Netanjahu były też proporcje pomocy i prześladowania Żydów. Otóż „pomoc Polaków Żydom podczas Holokaustu była stosunkowo rzadka, a ataki, a nawet morderstwa Żydów były zjawiskiem powszechnym”. Yad Vashem zauważa, że także działalność Żegoty (którą nazywa „imponującą organizacją ratującą Żydów, wspieraną przez rząd RP na uchodźstwie”) nie była wcale „reprezentatywna dla zachowania całego społeczeństwa polskiego”. Przypomina w końcu, że „Polacy, którzy próbowali ukrywać prześladowanych Żydów, bali się swoich polskich sąsiadów nie mniej niż niemieckich okupantów”. Yad Vashem sprzeciwia się wreszcie zestawianiu „zjawiska antysemityzmu z tzw. antypolonizmem” jako uwłaczającego ofiarom Zagłady.

Instytut nie analizuje, dlaczego pod takim dokumentem podpisał się także premier Izraela. Uznaje pewnie za oczywiste, że jest to wynik politycznego układu mocno narodowoprawicowego szefa rządu ze swoim równie mocno narodowoprawicowym partnerem z Polski.

PiS-owi potrzebny był glejt moralności ze strony żydowskiej

Wobec awantury o ustawę o IPN, ale także wobec mnożących się na polskich ulicach marszów neofaszystów (oraz szykan ze strony państwa i prokuratury wobec obywateli próbujących się im sprzeciwiać) czy też narastaniu antysemickich akcentów w tzw. dyskusji publicznej rządowi PiS-owi potrzebny był glejt moralności ze strony żydowskiej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj