Solidarność naszą bronią. Kolejna gorzka rocznica
Walka o prawdziwy obraz Sierpnia ’80 nie jest jedynie sporem o historię. Jest też po prostu obroną pamięci zacnych ludzi. A w końcu ma też znaczenie polityczne.
W Gdańsku okazało się, że historyczna brama nr 2 stoczni im. Lenina w Gdańsku nie może być przyozdobiona portretami ludzi opozycji demokratycznej.
Renata Dąbrowska/Agencja Gazeta

W Gdańsku okazało się, że historyczna brama nr 2 stoczni im. Lenina w Gdańsku nie może być przyozdobiona portretami ludzi opozycji demokratycznej.

Tym razem okazało się np., że podczas obchodów strajków Sierpnia ’80 odczytane z kartki przez urzędniczkę nabzdyczone banały Andrzeja Dudy mają być ciekawsze od tego, co by powiedział Andrzej Milczanowski, uczestnik protestu, a potem jeden z najtwardszych działaczy solidarnościowego podziemia, po 13 grudnia 1981 r. współorganizator strajku w stoczni im. Warskiego, skazany za to na, bagatela, 5 lat więzienia (odsiedział z tego ponad dwa), a następnie członek Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej, czyli faktycznych władz nielegalnego wedle władz związku, a w końcu lider strajku w 1988 r. Bo gdy Milczanowski chciał przemawiać podczas uroczystości rocznicowych, jakiś miejscowy dozorca uznał to za niestosowne. Zamiast tego byle urzędnicy odtwarzali wymęczone przez propagandzistów obecnej władzy mowy prezydenta, premiera i najważniejszego wodza (w tym przypadku rolę lektora wziął na siebie, zapewne z ochotą, minister spraw wewnętrznych).

W tymże Szczecinie głosu pozbawiono także Edwarda Radziewicza, przewodniczącego komitetu strajkowego w szczecińskim porcie. Przyczyna jest jasna: obaj od dawna bez pardonu krytykują antykonstytucyjne poczynania PiS.

Czytaj także: Przebywali w hali, czyli komedia omyłek

Nie ma miejsca dla ludzi demokratycznej opozycji na bramie stoczni

W Gdańsku z kolei okazało się, że historyczna brama nr 2 stoczni im. Lenina w Gdańsku nie może być przyozdobiona portretami tych ludzi opozycji demokratycznej, których obecna władza chce odesłać w niebyt lub nawet próbuje obrazić i zdyskredytować (m.in. Bogdana Borusewicza, Adama Michnika, Jacka Kuronia, Jerzego Borowczaka i Lecha Wałęsy). Bo gdy przed oficjalnymi obchodami zawiesili je tam działacze KOD, to zerwali je aktywiści związku funkcjonującego teraz jako „Solidarność”, powołując się na... zabytkowy charakter miejsca.

Swoje dołożyła tez podobno TVP. Piszę „podobno”, bo od dawna nie używam telewizora – posłużę się jednak komentarzem, który na portalu społecznościowym zamieścił Maciej Gawlikowski, zacny działacz KPN, a potem autor historycznych książek i filmów dokumentalnych.

Rocznica Sierpnia w TVP

Napisał tak: „Nie lubię Wałęsy. 34 lata temu uznałem, że to prostak cierpiący na manię wielkości, buc nadęty i lawirant. Zdanie to podtrzymałem w pełni, obserwując go z bliska jako reporter »Wiadomości« i »Panoramy«, w czasach jego prezydentury.
Nie robiłem nigdy wielkiej sprawy z jego przeszłości TW z pierwszej połowy lat 70. (jednak protestowałem, kiedy próbowano zamknąć usta historykom badającym jego przeszłość!). Po upadku i okresie hańby był w WZZ-tach i bohatersko walczył, kiedy 99 proc. społeczeństwa bało się nawet o tym pomyśleć. To zakręty biografii, jakie mieli różni nasi bohaterowie narodowi. W stanie wojennym zachował się bardzo dobrze, przeprowadził »S« przez ten okres, a mógł ją jednym ruchem pióra, czy raczej jednym wywiadem dla DTV, pogrzebać. Moja niechęć do Wałęsy wynikała ostatnio głównie z oceny, jakim jest człowiekiem, jaki był wobec ludzi słabych, wymagających pomocy, kiedy trząsł Polską, kiedy mógł wszystko. I po tych 34 latach silnej niechęci wobec Wałka poczułem do niego sympatię. Sympatię do Lecha – bohatera Sierpnia ′80! Sprawił to Jacek Kurski. Obejrzałem przy spóźnionym obiedzie DTV o 19.30. Połowa rocznicowego wydania była wielkim rzygiem na Wałęsę, jakiego nie powstydziłby się DTV z 1982 r. To coś nieprawdopodobnego. Nigdy nikt w żadnej telewizji w III RP nie uprawiał tak podłej, chamskiej, poniżającej propagandy. Jak się czujecie, koleżanki i koledzy, którzy tam pracujecie? Uczestniczycie w wielkim kłamstwie. Możecie spojrzeć do lustra bez mdłości?”.

Porozumienia Sierpniowe jak Okrągły Stół, czyli... Jałta?

Do listy manipulacji – a w tym przypadku raczej idiotyzmów – swoje dołożył oczywiście niezawodny prezes Instytutu Pamięci Narodowej Jarosław Szarek. Bo komuż by przyszło na myśl, by podczas uroczystości podpisania Porozumień Sierpniowych skojarzyć je z porozumieniami Okrągłego Stołu – te jednak uznać należy za akt zdrady równy zdradzie w Jałcie!

Lecz właśnie dlatego takie znaczenie mają obywatelskie obchody rocznicy Sierpnia i manifestacje pamięci o bohaterach Sierpnia tamtego czasu. Obchody niezależne – znamienne, że znowu trzeba używać, jak za PRL, tego słowa, mimo że właśnie dzięki Solidarności mamy już swoją Polskę. Takie jak te w Gdańsku – z zawieszeniem na bramie nr 2 portretów prawdziwych bohaterów tamtych dni. Albo jak te w Krakowie, organizowane przez Stowarzyszenie Sieć Solidarności, od lat honorujące medalami „Dziękujemy za wolność” ludzi, którzy w regionie wspierali opozycję. Bądź takie jak w Opolu, gdzie na Skwerze „Solidarności” w ceremonię składania kwiatów z udziałem wojewody i innych oficjeli włączyli się ludzie Komitetu Obrony Demokracji, ubrani, tak się złożyło, w koszulki z napisem „Konstytucja” i, co najważniejsze, dawni działacze ruchu z ówczesnym przywódcą związku w regionie Romanem Kirsteinem – o którym miejscowa władza wie, że zawsze zabiera głos podczas cyklicznych protestów przeciwko jej poczynaniom.

Czytaj też: Sierpień 80. Jak ruszyła rewolucja

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj