Kraj

Groźna polska symbolomania

Pałac Kultury i Nauki w Warszawie Pałac Kultury i Nauki w Warszawie marcin ejsmont / Flickr CC by 2.0
Symbolomania ujawniła się przy okazji święta niepodległości 11 listopada. Ale może też dotyczyć... Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

Nie minęły dwa dni i święto niepodległości (w szczególności podwójny marsz w Warszawie) zostało przykryte przez aferę związaną z Komisją Nadzoru Finansowego. W przestrzeni publicznej zostały pomniki odsłonięte ok. 11 listopada, napisy „Niepodległa” na składach Pendolino, samolotach LOT i takież na murawie stadionu Lechii Gdańsk przed meczem Polska-Czechy, który nasi piłkarscy herosi raczyli przegrać, migawki filmowe w Intercity Premium na temat wspólnego śpiewania hymnu i pewnie kilka innych rzeczy.

Wprawdzie niektórzy dzielni prawicowi blogerzy wskazują na ścisły związek obu wydarzeń w taki oto sposób (pisownia zachowana)”: „»Afera« z siedmiomiesiecznym poslizgiem »wykryta« dzien po gigantycznej manifestacji, zorganizowanej przez rzad, ewidentnym sukcesie rządu i Polaków”, ale wodzireje dobrej zmiany są już bardziej zainteresowani rzeczoną aferą niż dalszym świętowaniem. Poczekamy, zobaczymy, czy to tylko afera korupcyjna, czy też bezceremonialna próba przejmowania banków. Na razie p. Mazurek prawi farmazony, że nowelizacja ustawy o KNF jest li tylko wdrażaniem dyrektywy UE, co zdaje się świadczyć o tej drugiej alternatywie. Być może będziemy mieli spektakl „Taśma przeciw taśmie” (zapewne nieudolny remake znanych filmów „Rashomon” Kurosawy i „Prawda przeciw prawdzie” Ritta) w reżyserii p. Ziobry z finałem, że żadnej afery KNF nie było. Główna scena zostanie oparta na posiadaniu przez KNF własnych taśm z rozmowy pp. Chrzanowskiego i Czarneckiego.

Czytaj także: Czy Chrzanowski przewróci Kaczyńskiego?

Przywiązanie do symboli, czyli parodia świętowania

Warto jednak wrócić do tego, co się działo wokół 11 listopada i Marszu Niepodległości. Ujawnił on po raz kolejny symbolomanię, czyli koncentrację na symbolach, zamiast na tym, co wyrażają, czyli wcale nienową przypadłość wielu Polaków, zwłaszcza czynnych w życiu politycznym. Sprawa była wielokrotnie dyskutowana w polskiej historiografii, literaturze czy filmie. Przypomnę spór pomiędzy pozytywistami a romantykami, ocenę powstania warszawskiego czy kontrowersje wokół polskiej szkoły filmowej. Były i żarty, np. Boya-Żeleńskiego (patrz poprzedni felieton) o gruszy Kościuszki czy interesie Kołłątaja. To, co miało miejsce ostatnio, stanowiło (w wielu wypadkach, bo nie zawsze) swoistą parodię świętowania ważnej rocznicy.

Przykładem jest chociażby pośmiertne uhonorowanie 25 wybitnych Polaków przez nadanie im (ich prochom?) Orła Białego przez p. Dudę. W żadnej mierze nie zamierzam kwestionować zasług tego grona. Jestem bardzo zadowolony, że znalazł się w nim Leon Petrażycki. Ale dlaczego nie Kazimierz Twardowski? Słusznie, że pamiętano o Marii Skłodowskiej-Curie, ale zapomniano o Bronisławie Malinowskim. Pamiętano o Jędrzeju Morawczewskim, ale nie o Ignacym Daszyńskim itd. Ktoś powie, że przecież nie można honorować wszystkich, ale jeśli tak, to lepiej nie dzielić na równych i równiejszych. To bardzo budujące, że wiele sławnych budowli na całym świecie rozświetlono na biało-czerwono, ale panowie Budka i Rostowski tak ulegli symbolom, że dwukolorowy (biały i czerwony) korek w Los Angeles wzięli za dekorację z okazji polskiego Święta Niepodległości. I tak mieli szczęście, że nie posłużyli się podobnym zdjęciem z Moskwy.

Symbole są ważne. Ale lepiej z nimi nie przesadzać

Czołowym symbolomanem krakowskim jest p. Jerzy Bukowski, doktor filozofii, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych (POKiN), harcerz, często występujący w mediach znanych z programowego obiektywizmu, jak Radio Maryja i portal wPolityce. Raz się nawet skusiłem, skorzystałem z linku podanego przez p. Bukowskiego i mogłem się empirycznie przekonać, jak dostojnie wypowiedział pozdrowienie „Szczęść Boże” na falach rozgłośni niosącej katolicki głos do polskiego domu. Z góry zaznaczam, że szereg działań p. Bukowskiego zasługuje na uznanie, np. jego troska o Kopiec Piłsudskiego czy dom na Oleandrach (sprzed tego budynku wyruszyła Pierwsza Kadrowa). Z drugiej strony – toutes proportions gardées, jak mawiają ci, których uczyliśmy jeść widelcem. Symbole są ważne, ale branie ich za imponderabilia narodowe jest grubą przesadą. Oto co pisze p. Bukowski, doktor filozofii etc.:

„Dlaczego ta kojarząca się z sowieckim reżimem i z perfidnym zakłamaniem przez komunistów idei pięknego w założeniu robotniczego święta klasy robotniczej data ma być nadal świętowana w wolnej Polsce? (...) I tak narodowe imponderabilia przegrywają z prozą życia przejawiającą się zrozumiałą skądinąd chęcią nie tyle świętowania, co zachowania 1 maja jako dnia wolnego od pracy w bliskim sąsiedztwie kilku innych, w których możemy wypoczywać. (...) Chcemy więc wiedzieć, czy uważa pan – tak jak my – śp. płk. Ryszarda Kuklińskiego za godnego uhonorowania bohatera, a gen. Wojciecha Jaruzelskiego za zasługującego na potępienie zdrajcę, czy też jest pan innego zdania w tej ważnej dla narodowych imponderabiliów sprawie. (...) W setną rocznicę powrotu Polski na mapę Europy po 123 latach trójzaborowej niewoli w imieniu Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie przypominam władzom Rzeczypospolitej kilka spraw, których niezałatwienie przed tą datą nie wystawia im zbyt dobrego świadectwa w zakresie dbałości o narodowe imponderabilia: niezaliczenie jednego z największych bohaterów w najnowszej historii świata, gen. Ryszarda Kuklińskiego, w poczet kawalerów Orderu Orła Białego; nieodebranie zdrajcom polskiej racji stanu Orderów Virtuti Militari; pozostawienie stopni generalskich i oficerskich członkom Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego; niezdelegalizowanie Komunistycznej Partii Polski; nieusunięcie z Powązek Wojskowych grobów sowieckich namiestników w Polsce”.

Do tej listy p. Bukowski dodaje żądanie zburzenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie jako „jednego z najbardziej widocznych symboli zniewolenia Polski przez Związek Sowiecki”.

Zastaw się, a postaw się

Nie mam wyrobionego zdania w sprawie zasadności postulatów p. Bukowskiego, więc nie będę z nimi dyskutował – poza jednym przypadkiem. Na pewno nie uważam ich za wyraz troski o imponderabilia narodowe, o ile rozumie się przez nie pojęcia i wartości najważniejsze dla narodu, mimo że niematerialne. Mamy tu do czynienia właśnie z jawną symbolomanią. W sprawie PKiN (ironia losu polega tutaj na tym, że opuszczenie litery O w skrócie POKiN daje PKiN) mam do zauważenia tyle, że w budynku tym mieści się wiele instytucji, np. Polska Akademia Nauk, Narodowe Muzeum Techniki i Teatr Dramatyczny. Nie miałbym nic przeciwko wyburzeniu PKiN, gdyby zbudowano nowe siedziby dla instytucji mieszczących się w budynku stojącym na stołecznym pl. Defilad. Może p. Bukowski, doktor filozofii etc., rozpocznie zbieranie funduszy na ten cel, a w szczególności rozpocznie agitację od wypowiedzenia „Szczęść Boże” we wspomnianym radiu z Torunia?

Notabene miałem okazję dyskutować sprawę zburzenia PKiN z dr. filozofii Bukowskim, zwracając mu uwagę na to, że zburzenie tego gmachu byłoby kosztowne. Odparł, że gdy chodzi o imponderabilia narodowe, pieniądze nie grają roli. To piękna aplikacja znanego powiedzenia „zastaw się, a postaw się”, którego skutki już wielokrotnie dawały się we znaki społeczeństwu polskiemu. Pan Morawiecki, jeszcze jako wicepremier, wyznał, że marzy od 40 lat o zburzeniu PKiN, ale jakoś ukrył swe marzycielstwo jako premier. Pan Kownacki, aktualnie w cywilu, uważał, że zburzenie tego budynku byłoby „fajnym prezentem na stulecie niepodległości”. Pan Korwin-Mikke, jak zwykle zapobiegliwy, oszacował, że sprzedanie działek powstałych po likwidacji PKiN pokryłoby stosowne koszty.

Tak więc p. Bukowski nie jest osamotniony. Ma jednak pewien problem, mianowicie 75 proc. badanych mieszkańców stolicy jest za pozostawieniem symbolu zniewolenia. To jednak nie wprawia rzecznika POKiN w zakłopotanie, bo Prawdziwie Słuszny Postulat ma pierwszeństwo przed tzw. wolą ludu, zwłaszcza gdy imponderabilia narodowe popierają to, co być powinno.

Groźne skutki symbolomanii i spaczonych poglądów na historię

Jest pewien dodatkowy szczegół argumentacji p. Bukowskiego, doktora filozofii etc. Walka o likwidację symboli komunistycznych jest związana z jego poglądem na dzieje Polski po 1939 r. (do 1989 r., a może i dłużej). Otóż rzecznik POKiN utrzymuje, że w gruncie rzeczy miała miejsce symetria pomiędzy okupacją niemiecką i okupacją sowiecką. Pan Bukowski urodził się w 1955 r. i mimo że – jak twierdzi p. Morawiecki, rozmarzony jego sojusznik w boju o zniszczenie PKiN – żył (p. Bukowski) w czasie, gdy nie było Polski, jakimś dziwnym trafem ukończył szkoły uczące w języku polskim i takież studia filozoficzne. To ostatnie mogę poświadczyć z czystym sumieniem, ponieważ uczyłem p. Bukowskiego metodologii nauk i wykładałem po polsku, a nie po sowiecku. Sam natomiast urodziłem się w 1940 r. i pomijając niejakie problemy (w latach 1940–45) związane z moim pochodzeniem (żydowskim, aby nie skazywać czytelników na niepotrzebne domysły), miałem okazję bezpośrednio doświadczyć różnicy pomiędzy obiema okupacjami.

Zapewniam p. Bukowskiego, doktora filozofii etc., że były to całkowicie odmienne okresy. Mogę zasadnie przypuszczać, że gdyby pierwsza trwała dłużej, nie miałbym zaszczytu uczyć p. Bukowskiego, a on, jeśliby w ogóle przyszedł na świat i jakimś szczęśliwym trafem podjął studia, słuchałby wykładów w innym języku niż polski i zapewne nie po rosyjsku. Spaczony pogląd na historię i imponderabilia narodowe jest jednym z groźniejszych skutków symbolomanii.

Czytaj także: Co to jest naród? Kto może czuć się Polakiem? Nieodrobiona lekcja

PS Kilka wyjątkowo celnych stwierdzeń z ostatnich dni

Pan Morawiecki: „W kontekście nieprawidłowości, które się ostatnio ukazały, zdecydowanie zadziałaliśmy. Zareagowaliśmy szybciej w porównaniu do naszych poprzedników. Dokumentacja została zabezpieczona, wszelkie zmiany personalne zostały wdrożone, nowa osoba pełniąca obowiązki została powołana w KNF”.

  • Słusznie, poprzednicy nie mogli zadziałać szybciej w sprawie KNF z powodów oczywistych.

Pan Duda: „Według niektórych profesura to uhonorowanie kariery naukowej. Nie do końca się z tym zgadzam. Według mnie ukoronowaniem kariery jest Nobel”.

  • Wygląda na to, że tylko niewielu doczeka ukoronowania kariery naukowej. Ciekawe, co z p. Dudą. Ma szansę uzyskać Pokojową Nagrodę Nobla, szlaki już przetarte.

Pan Gliński: „Język, którym mówi się o PiS, ma wykluczać, unicestwiać, ma nas odczłowieczyć, delegitymizować, mamy być traktowani jak Żydzi przez Goebbelsa. Ma wzbudzić do nas obrzydzenie”.

Pan Jakubiak: „NSDAP znalazła w Niemczech wspólnego wroga, a Platforma nie ma w Polsce Żydów. Więc wymyśliła sobie pisowców i robi z pisowców to samo, co z Żydów robiła NSDAP”.

  • Są jednak pewne różnice. Trafnie ujął to Lec: „Wiem, skąd biorą się legendy o bogactwie Żydów. Płacą za wszystko”. Pisowcy są biedni i płacą niewiele. Coraz częściej sugerują, aby płacić im. Vide pan Chrzanowski, przynajmniej wedle p. Czarneckiego.

Czytaj także: Jan Hartman domaga się przeprosin od premiera Piotra Glińskiego

Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama