Kraj

Jak Kukiz z sitwami walczy

Paweł Kukiz i Stanisław Tyszka Paweł Kukiz i Stanisław Tyszka Adam Chełstowski / Forum
Projekt ustawy antysitwowej został złożony tylko po to, żeby o nim mówić. To może być drogowskaz dla liberalnej opozycji.

26 listopada wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka ogłosił, że klub Kukiz ’15 złoży w Sejmie projekt „ustawy antysitwowej”. Zakłada on, że osoby zajmujące kierownicze stanowiska w jednostkach sektora publicznego, spółkach skarbu państwa i spółkach komunalnych będą musiały składać oświadczenia o tym, czy zatrudniają swoich bliskich (w skrócie: krewnych, partnerów i powinowatych do III stopnia).

Kogo miałaby objąć „ustawa antysitwowa”

Obowiązek taki spoczywałby na bardzo szerokiej grupie osób – ustawa wymienia aż 51 kategorii. Są wśród nich m.in. prezydent, premier, ministrowie, kierownicy urzędów centralnych, szefowie służb, ambasadorzy, członkowie zarządów spółek państwowych i komunalnych, parlamentarzyści, wójtowie, burmistrzowie, prezydenci i radni wszystkich szczebli. Przewidziany jest też odwrotny mechanizm – osoby szukające pracy w objętych ustawą instytucjach musiałyby informować o tym, czy mają w niej bliskich. Projekt Tyszki wprowadza też sankcje za ustawianie konkursów i wpływanie na ich przebieg.

Czytaj także: Co się dzieje na skrajnej prawicy

Projekt Tyszki nie jest na rękę ani PiS, ani opozycji

Zapowiedzi złożenia projektu słychać od dawna – sam Paweł Kukiz obiecywał to już podczas wieczoru wyborczego w październiku 2015 r. Mówił wtedy też, że „najpóźniej w ciągu dwóch lat ten system pęknie”, i zapewniał, że jego ruch doprowadzi do zmiany konstytucji. Mimo ostatnich kłopotów partii rządzącej system ma się zupełnie nieźle, a zmian w ustawie zasadniczej na horyzoncie nie widać (bo i po co, skoro PiS swobodnie ignoruje jej zapisy). Wprowadzenia projektu Tyszki w życie też raczej nie można się spodziewać. Nie jest on na rękę ani PiS, ani opozycji – obie strony barykady mają wszak wiele za uszami, jeśli chodzi o zatrudnianie krewnych i załatwianie pracy znajomym. Odrzucenie go byłoby jednak politycznym strzałem w kolano. Dlatego zapewne pracująca nad projektem komisja sejmowa dostrzeże konieczność przeprowadzenia wielu ekspertyz, których przygotowanie potrwa długie miesiące. Za niecały rok swoje zrobi zaś zasada dyskontynuacji prac parlamentu, a propozycja pójdzie do kosza.

Zgrabne narzędzie do wytykania hipokryzji partii Jarosława Kaczyńskiego

Oczywiście nie chodzi o to, by projekt został przyjęty, tylko o to, żeby się o nim mówiło. Nieprzypadkowo Tyszka ogłosił jego złożenie krótko po ujawnieniu afery KNF, której odpryskiem była informacja o załatwieniu przez związanego z PiS szefa NBP świetnie płatnej pracy synowi koordynatora służb specjalnych. Kukizowcy słusznie też przypominają, że będąc w opozycji, partia Jarosława Kaczyńskiego proponowała zmiany całkiem podobne do tych, których dziś chcą oni sami. Powstaje więc zgrabne narzędzie do wytykania hipokryzji PiS, zwłaszcza że projektu ustawy antysitwowej w zasadzie krytykować się nie da. Przed kamerami każdy w końcu walczy z układami z całych sił, nikt też nie powie, że ma święte prawo zatrudniać szwagra i dwie córki. A kukizowcy pokazują, że walczą z systemem, który broni się, blokując ich projekt.

Strategia Kukiz ′15 miła dla ucha wyborcy

Jeśli zresztą można powiedzieć, że Kukiz ’15 ma jakąś strategię (a dostrzec ją niełatwo), to tego typu działania są jej częścią. Tyszka od dłuższego czasu organizuje „Poniedziałki Wolności”, w ramach których zgłaszane są projekty mające służyć walce z „partiokracją”, ograniczające biurokrację czy obniżające podatki. Część propozycji ma sens, a część nie, ale zdecydowana większość – jak likwidacja niepopularnej straży miejskiej, powstrzymanie podwyżek cen paliw czy obniżka VAT – jest miła dla ucha wyborcy. Władzę sprawuje PiS, kukizowcy pokazują więc aktywność, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności za wprowadzanie projektów w życie. Nie poprawia to ich sondaży, pewnie dlatego, że dla mediów znacznie ciekawsze są kłótnie i odejścia z klubu. Tego materiału zaś Kukiz ’15 dostarcza w dużej obfitości.

Pora na reakcję Koalicji Obywatelskiej

Być może podobna strategia mogłaby natomiast poprawić notowania Koalicji Obywatelskiej, która wciąż czeka, aż trup PiS spłynie Wisłą. W ostatnich tygodniach partia rządząca rzeczywiście lekko zakołysała się na powierzchni rzeki. Jeśli jednak odpowiedzią PO na aferę KNF ma być wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec rządu Mateusza Morawieckiego i apel o powołanie komisji śledczej, to trudno powiedzieć, by Platforma mocno się starała. Komisja w tej kadencji nie powstanie, a wniosek oczywiście upadnie, podobnie jak wcześniejsze próby odwołania Elżbiety Rafalskiej, Beaty Szydło czy Anny Zalewskiej. Owszem, opozycja będzie miała dodatkową okazję do krytykowania premiera, wątpliwe jednak, by pomogło to jej notowaniom – nie przedstawi przecież żadnej nowej narracji. A chyba już powinna.

Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama