Jakie będą dwie nasze następne dekady w NATO?
Skoro przebrzmiały wzniosłe słowa rocznicowych uroczystości, pora się zastanowić nad przyszłością Polski w NATO. Kolejne 20 lat rodzi większe wyzwania, obowiązki i trudności niż dotychczasowe członkostwo w sojuszu.
Polska jest największym, najludniejszym, najbogatszym i najsilniejszym militarnie krajem regionu – umownej wschodniej flanki NATO.
Kārlis Dambrāns/Flickr CC by 2.0

Polska jest największym, najludniejszym, najbogatszym i najsilniejszym militarnie krajem regionu – umownej wschodniej flanki NATO.

Wchodzimy w sojuszniczą dorosłość. Po 20 latach człowiek zaczyna się mniej więcej orientować, o co chodzi w życiu. Dwie dekady doświadczeń to też wystarczający bagaż, by odpowiedzialnie i „po dorosłemu” zachowywać się w organizacji międzynarodowej. Do NATO wchodziliśmy na fali politycznego entuzjazmu zmieszanego z niewiedzą, a po części naiwnością. Jako „młodzi dorośli” wiemy już, że nie wszystko wygląda tak różowo, jak sobie wyobrażaliśmy, i nie tak czarno, jak mówią pesymiści. Przede wszystkim wiemy, jak ten sojusz działa, kto ma ile do powiedzenia, kto z kim trzyma, a kogo omija. Wiemy, czyje deklaracje są na wyrost, kto i ile może faktycznie. Widzimy, że niektóre kraje mogą odgrywać większą rolę, niż wskazywałby ich potencjał militarny, inne mimo znaczącego potencjału z jakichś przyczyn tej roli nie odgrywają lub nie chcą się angażować. Wiemy też, że dynamika ta potrafi się zmieniać pod wpływem wydarzeń zewnętrznych i rozstrzygnięć politycznych, które zmieniają kurs polityki zagranicznej. Innymi słowy, zaczynamy się orientować, o co w tym wszystkim chodzi. Najwyższy czas zacząć wyciągać wnioski i kształtować swoją obecność w sojuszu aktywniej, mądrzej, perspektywicznie, w zgodzie ze strategicznymi interesami i racją stanu.

Czytaj także: Polska droga do NATO i kadr, który zniknął

Polska musi wziąć odpowiedzialność

Jesteśmy największym, najludniejszym, najbogatszym i najsilniejszym militarnie krajem regionu – umownej wschodniej flanki sojuszu. Już same dane statystyczne wskazują, że Polska jest ważna – duży nie tylko może, ale czasem musi więcej. Rola państwa frontowego narzuca dodatkową odpowiedzialność i obowiązki, ale upoważnia do odważniejszego stawiania na stole interesów NATO geograficznie umiejscowionych w Polsce. Jakkolwiek byśmy nie narzekali na stan Sił Zbrojnych RP, to od nich zależy w dużej mierze gotowość NATO do odparcia agresji i utrzymywania świadomości sytuacyjnej na kluczowym pograniczu Polski, Litwy, Białorusi i rosyjskiego Obwodu Kaliningradzkiego oraz – co nie mniej ważne – sporej połaci przestrzeni powietrznej i wód południowego Bałtyku.

Siłą rzeczy jesteśmy pomostem i zwornikiem nadbałtyckiego „przylądka” Estonii, Łotwy i Litwy z kontynentalnym trzonem lądowym NATO, zabezpieczamy też powietrzny i morski korytarz dostępu do najbardziej na północny wschód wysuniętego obszaru sojuszniczego. To Wojsko Polskie będzie w stanie jako pierwsze ruszyć ze wsparciem, jeśli Rosja zaatakuje któryś z krajów nadbałtyckich. Z naszego terytorium siły własne i sojusznicze muszą w razie konfliktu przejść przesmykiem suwalskim na północ, chronić go przed zajęciem, atakować rosyjski potencjał w Obwodzie Kaliningradzkim i bronić się przed ciosem z białoruskiej flanki w miękkie podbrzusze Rzeczpospolitej, które historycznie zawsze było wrażliwe na atak. Jest jasne, że jak bardzo byśmy się starali, sami nie damy rady i musimy to robić razem z sojusznikami. Że poza rozwojem i wzmacnianiem własnej armii powinniśmy stwarzać warunki korzystne dla ich wejścia na nasz teren, współpracy i zaangażowania – tak techniczne, jak polityczne. Z drugiej strony jesteśmy w pełni uprawnieni, by resztę sojuszników pytać, prosić, a czasem naciskać, by w tej roli nam pomogli.

Jerzy Baczyński: NATO, godzina zero

Amerykanie to nie wszystko

Z naszego punktu widzenia kluczowe są bliskie związki z najsilniejszym militarnie krajem świata, posiadającym najlepsze technologie wojskowe i armię ekspedycyjną, zaprawioną w bojach na wysuniętych rubieżach. Nie ma wątpliwości, że sprowadzenie do Polski wojsk USA praktycznie na stałe i w liczbie wielu tysięcy było wielkim sukcesem polityki strategicznej. Ważą się losy zwiększenia tej obecności, ale na znaczące zmiany – np. przysłanie do Polski całej dywizji – raczej nie ma co liczyć.

Zresztą nawet amerykańska dywizja nie zdziała cudów sama i będzie funkcjonować w systemie sojuszniczym, wspierana najpierw przez siły „alarmowe”, a potem korpus szybkiego reagowania obsadzony przez Europejczyków. Interoperacyjność należy budować nie tylko punktowo, z obecnymi w Polsce na trwałe siłami USA i innych krajów (obecnie Wielkiej Brytanii, Rumunii i Chorwacji), ale także z sąsiadami, szczególnie na głównym kierunku operacyjnym – na północny wschód od krajów nadbałtyckich, szczególnie na Litwę, i tam, skąd przyjdzie główne sojusznicze wsparcie – do Niemiec.

Dlatego dobrze, że polski kontyngent uczestniczy od dwóch lat w misji NATO na Łotwie, i doskonale, że właśnie podpisaliśmy porozumienie o współpracy obronnej z Litwą. Szczególnie ważne jest jednak utrzymanie codziennej współpracy z Niemcami, a także Duńczykami, którzy wspólnie tworzą wielonarodowy korpus NATO, a osobno dywizję północną oraz trzon sił NATO na Litwie. W sytuacji kryzysu nie do pominięcia są kraje północnego Bałtyku, nienależące do NATO, ale niekryjące pronatowskich sympatii obronnych – Szwecja i Finlandia. Integracja bałtyckiego obszaru operacyjnego w sensie wojskowym i politycznym to najważniejsze wyzwanie naszego rejonu odpowiedzialności. Musimy to robić we współpracy z Amerykanami, Niemcami, Duńczykami, Szwedami, Finami, Estończykami, Łotyszami i Litwinami – ale nie ma powodu, żebyśmy nie starali się być tej integracji liderami. Amerykanie się nie obrażą, będą wręcz kibicować.

Czytaj także: Myślenie o niewyobrażalnym. NATO bez USA

Pomost bałtycko-czarnomorski

Oś północ–południe tworzy tak naprawdę wschodnią flankę NATO. Położenie geograficzne Polski przesądza, że nasze terytorium jest skrzyżowaniem powiązań politycznych i wojskowych, które muszą zadziałać w czasie kryzysu i wojny. Kierunek bałtycki, północny, jest nam bliższy, ale kierunek południowy, czarnomorski, może się okazać ważniejszy – bo dla wspólnego przeciwnika leży na istotniejszej drodze – ku Morzu Śródziemnemu.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj