Świat

Putin z Łukaszenką jednak nie poszli na noże

Putin z Łukaszenką jednak nie poszli na noże

W Moskwie spotkali się Władimir Putin i Aleksandr Łukaszenka. W Moskwie spotkali się Władimir Putin i Aleksandr Łukaszenka. Kremlin.ru / mat. pr.
Aneksji Białorusi nie będzie, przynajmniej w najbliższych miesiącach. Ale jak zwykle przed końcem roku w relacjach rosyjsko-białoruskich zrobiło się gorąco.

Rosja i Białoruś utworzą grupę roboczą na szczeblu rządowym, która zajmie się uzgadnianiem spraw dotyczących dalszej integracji oraz rozwiązywaniem spornych tematów, jakie narosły między państwami. Taki komunikat nadszedł z Moskwy, gdzie spotkali się Władimir Putin i Aleksandr Łukaszenka.

Czytaj także: Kim jest współczesny Rosjanin

Jak komplikowały się relacje między Rosją i Białorusią

W praktyce oznacza to mniej więcej, że wprawdzie niczego w kwestii wzajemnych relacji nie uzgodniono ostatecznie, ale też panowie nie poszli na noże. Nie będzie aneksji Białorusi, przynajmniej w najbliższych miesiącach. To stary, wypróbowany zwyczaj – powołanie komisji, która będzie badać i uzgadniać.

Zwykle przed końcem roku w relacjach rosyjsko-białoruskich robi się gorąco. A to zanosi się na wymianę białoruskich pieniędzy na ruble, co oznaczało utratę suwerenności. Innym razem obawiano się włączenia Białorusi w granice Rosji, co zdaniem opozycji było już nawet zadekretowane, bo integrację przewidywała umowa o relacjach Wspólnoty Niepodległych Państw lub ZBiR, Związku Białorusi i Rosji. Każdą wizytę Łukaszenki na Kremlu interpretowano jako krok ku integracji. Borys Jelcyn klepał Saszę po plecach, przyjmował na czerwonych dywanach. Łukaszenka – tak przynajmniej odczytywano jego zachowanie – rozumiał integrację jako objęcie przez siebie władzy na Kremlu. Szybko okazało się, że to wielka pomyłka. Może Jelcyn pozwalał mu tak ulegać złudzeniom, ale wiadomo, że nikt w Rosji nie zgodzi się na prezydenturę Łukaszenki, sama myśl o tym jest śmiechu warta.

Kiedy nastał Władimir Putin, Łukaszenka zrozumiał, gdzie jego miejsce. I zmienił politykę: podkreślał niezależność Białorusi i swoją własną. Już mu żadna integracja w głowie, bo znaczyłoby, że utraci fotel prezydenta. Putinowi też nie zależało na wchłonięciu Białorusi, bo niby po co? I tak miał Mińsk w kieszeni, bo białoruska gospodarka była i jest od rosyjskiej absolutnie zależna. Bez rosyjskich kredytów, taniej ropy i gazu nie przetrwałaby nawet roku.

Czytaj także: Wszystkie troski prezydenta Rosji

Niezależny jak Łukaszenka

Swoją drogą Łukaszenka zgrabnie lawirował i kiedy wydawało się, że kraj zbankrutuje, zawsze znajdował jakieś źródło zasilania i „ogarniał” sytuację. Nie zbankrutował, choć powinien, i to kilka razy. Rosjanie wprawdzie przycinali kredyty, ale dawali się obłaskawić i otwierali kieszeń. Też zresztą nie zależało im na bankructwie Mińska, bo to byłby fatalny sygnał, że Zachód górą, a Wschód w odwrocie.

Łukaszenka korzystał z niezależności. Nie poparł np. aneksji Krymu ani interwencji w Donbasie, nie potępił jednoznacznie Majdanu, raz puszczał oczko w stronę Europy (wypuszczając więźniów politycznych), raz w stronę Moskwy. Miał jednak opinię dyktatora i zakaz wstępu na europejskie salony, czym zresztą się nie przejmował, odbijając sobie straty w inny sposób. Podkreślał, że Białoruś jest stabilna i bezpieczna, zarobki rosną, produkcja rośnie, stopa życiowa rośnie, generalnie jest super. Milicja czy wojsko nie strzelają do obywateli tak jak w Kijowie. A Białorusini kochają spokój za wszelką cenę. Niechby nawet rządził Łukaszenka w nieskończoność.

A fakt, że zorganizował w Moskwie rozmowy pokojowe w sprawie Donbasu, że gościł czołowych polityków europejskich, że Mińsk był na pierwszych stronach gazet, tym razem pozytywnie, sprawił, że wrócił na salony i znów podaje mu się rękę. Zresztą jaki z niego dyktator w porównaniu z Erdoğanem, który zamknął w więzieniach dziesiątki tysięcy ludzi? Nikt nie nazywa go dyktatorem. Więc jakąż dyktaturę sprawuje? To demokracja w czystym wydaniu.

Tymczasem tajemnica białoruskiego sukcesu gospodarczego polegała głównie na tym, że Rosja sprzedawała Mińskowi tanią ropę, a rafinerie przetwarzały ją na produkty szlachetne i sprzedawały na Zachód po cenach europejskich. Tani gaz rosyjski obniżał koszty produkcji chemicznej, nawozów sztucznych, również sprzedawanych za granicą. Ceny dla odbiorców indywidualnych nie rosły, co dawało poczucie stabilizacji.

Białoruś partnerem, nie częścią Rosji

Teraz, dość jednak nagle, Putinowi istniejący układ zaczął przeszkadzać. Zapowiedział koniec tanich produktów energetycznych, ropy i gazu, zażądał szybkiej integracji, do czego zresztą Łukaszenka sam się zobowiązał, podpisując w 1999 r. papiery w światłach kamer.

Ale kiedyś to kiedyś. Dziś Łukaszenka nawet oburza się na groźby i pomruki płynące z Kremla, dość buńczucznie się wypowiada i odgraża, stawia warunki, domaga się rekompensaty za ewentualne straty PKB. Zapowiada, że będzie rozmawiał z Moskwą jak z partnerem. Bo w końcu ma u siebie rosyjskie bazy i urządzenia wojskowe, też może podnieść ceny.

O gotowości realizacji zapisów umowy związkowej z 1999 r., głębszej integracji, czyli wspólnej walucie, sądach czy innych instytucjach, nie wspomina, bo dziś ten kierunek zmian wcale go nie interesuje. Wydarzenia na Ukrainie dają wiele do myślenia i Łukaszenka najwyraźniej wyciąga wnioski. Czegoś w tej polityce przez lata się nauczył...

Czytaj także: Namiestnicy Putina w Kijowie i Mińsku mają zadania do wykonania

Białoruś pójdzie drogą Ukrainy?

Dlaczego Putin teraz właśnie postanowił zająć się relacjami z Białorusią? Być może to reakcja na sytuację na Ukrainie, która wycofała się ze wszystkich wspólnych organizacji, a nawet wypowiedziała traktat o przyjaźni i współpracy z Rosją. Oraz na postawę białoruskiego prezydenta. Za chwilę, jeśli integracja nastąpi, Łukaszenka nie będzie mógł demonstrować swojego stanowiska wobec aneksji Krymu, bo będzie zmuszony trzymać jednakową linię z Kremlem. Nawet takiego wsparcia warto Poroszenkę pozbawić.

Jest też sprawa odłączenia się od Moskwy Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej, co dotkliwie zabolało Kreml. Ukraina otworzyła nową ścieżkę ku niezależności. A jeśli Białoruś spróbuje tego samego? To dla Moskwy nie tylko strata finansowa, lecz także upokorzenie. Do tego Putin nie chce dopuścić. Spróbuje temu zapobiegać poprzez integrację? Czy zdecyduje się na użycie siły wobec Łukaszenki – nie tyle militarnej, ile ekonomicznej? Przypuszczam, że grupa robocza, jaką właśnie powołano, zapobiegnie dramatycznym wydarzeniom, złagodzi pomruki płynące ze Wschodu. Że sprawy powrócą na znane tory. Po to w końcu została utworzona. Niech się naradza.

Czytaj także: Rosja – Nowa szlachta i trzeci stan

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama