Krym. Kropla geopolityki
Droga z Chersonia do tymczasowego przejścia granicznego do okupowanego Krymu jest cicha i pusta, kojarząca się z jakimś wariantem końca świata. Jak w starym, dawno zapomnianym filmie drogi.
Krym w czasach sowieckich był jedną wielką bazą wojskową. Po aneksji półwyspu w 2014 r. Rosja wróciła do tego modelu.
chief39/Pixabay

Krym w czasach sowieckich był jedną wielką bazą wojskową. Po aneksji półwyspu w 2014 r. Rosja wróciła do tego modelu.

Życie jak świeczka

„Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu”, pisał o tym krajobrazie, płaskim po horyzont, Adam Mickiewicz, gdy wybrał się na Krym w nieznanej dla siebie, i swoich wielbicieli, roli rosyjskiego szpiega (patrz: „Stepy Akermańskie”).

Ale nasz wóz nie zanurza się w zieloność i nie brodzi jak łódka. Wolno omija dziury. Zieloność jest zaś spalona słońcem i przeszła w kolejną fazę brązowości. Spostrzec też można nad nią fale ciepłego, duszącego powietrza nad pustymi polami. Gdzieniegdzie jest rżysko, ślad, że człowiek do końca nie zapomniał o tym kawałku świata.

Czytaj także: Neapol na Krymie

Samochody pojawiają się rzadko, raz na 20, 30 kilometrów. Zbliżają się wolno, szanują podwozia.

Coraz mniej ludzi tam jeździ, mówi taksówkarz, ostatni raz byłem tam dwa lata temu, chcieli mi ukraść samochód. Teraz tylko podwożę ludzi do granicy. Coraz rzadziej.

Pamiętam tę drogę z czasów Kuczmy i Juszczenki, gdy łączyła krymskie miasta z Chersonem i dalej Odessą, Kijowem. Latem trudno było nią przejechać. W okolicach wsi i miasteczek przechodziła w bazar, barwny wschodni rynek, gdzie uroczy chaos jest najwyższą formą organizacji życia. Po obu jej stronach były stragany z papryką, arbuzami, morelami, winogronami, ziemniakami, cebulą. Stosy papryki, czerwonej, żółtej i zielonej, piramidy arbuzów kończyły się tuż przy asfalcie. W tym tunelu wyjątkowo smacznych, wyrosłych w ciepłym klimacie, warzyw i owoców były niewielkie przerwy na postój samochodu, zakupy i tutejszą kuchnię, czybureki, pielemienie, szaszłyki z baraniny. Tą drogą krymskie produkty rolne trafiały na Ukrainę, swój naturalny rynek zbytu. Tą drogą też Ukraińcy, głównie Ukraińcy, ale i Rosjanie, i Białorusini podróżowali latem na Krym, naturalne i popularne miejsce urlopowe. Najlepsze, najtańsze, od zawsze swojskie.

Tego świata już nie ma, zdmuchnęła go geopolityka Putina. Na poboczach drogi można jeszcze spotkać porzucone resztki drewnianych straganów. Są jak kości spotykane na pustyni.

Czytaj także: Co się dzieje na Krymie dwa lata po aneksji

Kropla geopolityki

Przejście graniczne ze strony ukraińskiej jest tymczasowe, nie będziemy jak Moskale budować, by potem rozbierać, na pożegnanie wyjaśnił chersoński taksówkarz. Cztery kontenery, w nich pogranicznicy, celnicy i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Do przekroczenia granicy na „teren tymczasowo okupowany” potrzebny jest paszport i specjalne zezwolenie wydawane przez służbę migracyjną Ukrainy. Ukraińcy mogą je otrzymać, jeśli mają na Krymie najbliższą rodzinę. Obywatele Unii Europejskiej, jeśli nie mają rodziny, muszą mieć zgodę Ministerstwa Polityki Informacyjnej Ukrainy. Wjazdy na Krym ze strony Ukrainy są ściśle reglamentowane, ograniczane do minimum. Okupacja to forma wojny. Obcokrajowiec, który naruszy reguły tej reglamentacji, i ma w paszporcie drogę na Krym przez Rosję, automatycznie otrzymuje trzyletni zakaz wjazdu na Ukrainę.

Na stronie okupowanej, rosyjskiej, jest już murowany pawilon graniczny: „Witamy w Federacji Rosyjskiej”, głosi hasło nad stanowiskami do kontroli paszportowej. Proszę to zabrać, mówi zdecydowanie rosyjski pogranicznik, gdy do paszportu dokładam specjalne zezwolenie na odwiedzenie Krymu wydane przez władze Ukrainy, nas to nie interesuje, tu jest terytorium Federacji Rosyjskiej. Czy ma Pan rosyjską wizę?

Gdybym nie miał wizy, gdybym stanowczo stał na stanowisku, że Krym jest ukraiński i wiza rosyjska nie jest potrzebna. Gdybym pryncypialnie uważał za naruszenie międzynarodowego prawa i zdrowego rozsądku samo złożenie wniosku o rosyjską wizę na wjazd na terytorium Ukrainy, czekałaby mnie droga jednego ze znajomych europejskich podróżników, który od lat zajmuje się poezją i górami. Miał na granicy tylko ukraińskie specjalne zezwolenie na wjazd. Rosjanie dali mu mandat za brak wizy i odprowadzili na ukraińską stronę. Podczas kilku wspólnie spędzonych godzin, sporządzanie protokołu, kontakt dziennikarza z jego ambasadą, widzieli w nim osobnika, który nie rozumie podstawowych praw Federacji Rosyjskiej, najważniejszej Federacji na świecie. On zaś, jak wynikało z jego opowieści, z minuty na minutę, chyba nawet nie wiedząc o tym, pogarszał swoje położenie, tłumacząc funkcjonariuszom Federacji Rosyjskiej, że nie tylko ONZ, ale nawet Białoruś nie uznała aneksji Krymu. Na odchodnym, na granicy pasa ziemi niczyjej, gdzie można już było dostrzec rysy twarzy ukraińskiego pogranicznika, usłyszał z ironią wypowiedziane zdanie: Tam jest ta Twoja Ukraina i Europa. Autor tej sekwencji „Pożegnania z Krymem”, kapitan Federacji Rosyjskiej, prawą ręką wskazał kierunek marszu podróżnika, lewą zaś trzymał swobodnie, jak zawodowiec, na kolbie kałasznikowa. Kropla geopolityki.

Czytaj także: Putin odpowiadał na pytania Rosjan. Było sterylnie, czysto i spokojnie

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj