Kraj

Samolegalizacja neosędziów SN

Sędziowie Izby Dyscyplinarnej SN. Prezes Tomasz Przesławski drugi od prawej Sędziowie Izby Dyscyplinarnej SN. Prezes Tomasz Przesławski drugi od prawej Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego przyjęła w środę uchwałę, w której stwierdza, że jej sędziowie zostali wybrani zgodnie z prawem, a więc mają prawo orzekać.

Prezes Izby Dyscyplinarnej Tomasz Przesławski w uzasadnieniu uchwały zapewnił, że sędziowie, którzy ocenili w tej sprawie własne prawo do orzekania, „nie są bezpośrednio zainteresowani sprawą”. Inaczej mówiąc: nie mają interesu w tym, żeby uznać siebie za prawidłowo powołanych na urząd sędziego.

Czytaj także: Siła Zbigniewa Ziobry

SN jak TK?

I trudno się dziwić: wszak w grę wchodzi tylko, prawdopodobnie wątpliwa dla nich, przyjemność orzekania w Sądzie Najwyższym, a do tego jakieś marne 30 tys. zł miesięcznie i stan spoczynku. Kto by się tam przejmował takimi drobiazgami.

Uzasadnienia uchwały ciągle nie ma, ale prezes Przesławski wytłumaczył, że skoro niedawno Trybunał Konstytucyjny (w „dobrozmianowym” składzie, z dublerem) uznał, że sędziów do KRS mogą powoływać posłowie, to znaczy, że organ, który nominował sędziów, został właściwie powołany. A całe powołanie jest zgodne z prawem, bo na koniec neosędziów namaścił prezydent. Ani słowa na temat innych zarzutów co do legalności powołania neosędziów – że na prezydenckim obwieszczeniu o ogłoszeniu konkursu na sędziów SN nie było wymaganej prawem kontrasygnaty premiera ani o tym, że te nominacje sędziowskie wstrzymał Naczelny Sąd Administracyjny w związku z odwołaniami od konkursu. Przesławski stwierdził, że sędziowie zostali powołani „zgodnie z procedurą”, nie odnosząc się ani do niedopełnienia procedury kontrasygnaty, ani do zignorowania przez prezydenta prawomocnego orzeczenia sądu.

Skoro nie ma jeszcze pisemnego uzasadnienia uchwały, trudno wnikliwiej odnieść się do jej argumentów. Ale już zaprezentowany poziom argumentacji sugeruje, że poważna polemika jest nie tylko zbędna, ale po prostu niemożliwa. Wiadomo, że owa uchwała – podobnie jak niedawny wyrok Trybunału Konstytucyjnego – służy wyłącznie formalnej legalizacji działań neo-KRS i nominowanych przez nią neosędziów. W szczególności zaś legalizacji działania Izby Dyscyplinarnej, która jest instrumentem PiS do zastraszania sędziów, i Izby Kontroli Nadzwyczajnej, za pomocą której PiS kontroluje orzecznictwo Sądu Najwyższego, sądów powszechnych i administracyjnych (dzięki skardze nadzwyczajnej na każde rozstrzygnięcie). Kontroluje też proces wyborczy.

Czytaj także: Sędziowie będą mieli dyscyplinarki za wyroki

Neosędziowie szybcy jak pisowski Sejm

W Sądzie Najwyższym trwa w tej chwili bitwa o legalizację/delegalizację neosędziów. Konkurują ze sobą pytania prawne o legalność neosędziów kierowane – tak przez sędziów, jak przez neosędziów – do tzw. poszerzonych składów SN. Zadały je już składy sądzące izb Karnej, Cywilnej i Dyscyplinarnej właśnie. Neosędziowie mają tę przewagę nad sędziami, że działają tak samo szybko jak pisowski Sejm. Sędziowie swoje uchwały przygotowują z namaszczeniem, u neosędziów namysł trwa kilka dni. Pytania sędziów zadane zostały pod koniec marca i nic nie wiadomo o dacie podjęcia uchwał. No i jeszcze trzeba będzie rozpatrzeć kwestię wyłączenia z orzekania w tych sprawach neosędziów jako (jednak) osobiście zainteresowanych. W sprawie wniosku sędziego Waldemara Żurka trwało to trzy miesiące.

Środowa uchwała Izby Dyscyplinarnej jest wiążąca dla całego Sądu Najwyższego. Zatem nikt już nie może kwestionować prawa neosędziów do orzekania. Chyba że poszczególni sędziowie i prezesi izb Karnej i Cywilnej zechcą uznać, że autolegalizacyjna uchwała Izby Dyscyplinarnej zawiera oczywistą wadę prawną – jako wydana przez osoby osobiście zainteresowane rozstrzygnięciem – i po prostu odmówią uznania jej legalności. A jednocześnie jak najszybciej zbiorą się, by orzec w sprawie pozostałych pytań w pełnym składzie SN.

Czytaj także: Nowa procedura Komisji Europejskiej w sprawie Polski. Chodzi o sędziów

Sędziowie czekają na TSUE?

Bo tylko uchwała całego Sądu Najwyższego może formalnie pozbawić mocy prawnej uchwałę izby. Żeby tak się stało, najpierw trzeba jednak wyłączyć od udziału w jej wydaniu neosędziów – jako osobiście zainteresowanych. I zrobić to w żwawszym trybie niż np. danie miesiąca czy dwóch na to, żeby raczyli się ustosunkować do wniosku o ich wyłączenie, a po upływie terminu bezczynnie czekać, aż jednak zechcą się ustosunkować (jak było to w sprawie wniosku sędziego Żurka).

Trzeba woli działania. Tymczasem można odnieść wrażenie, że sędziowie SN czekają, aż ich sprawę załatwi Trybunał Sprawiedliwości UE. Tyle że to może się stać za kilka, a w gorszej perspektywie kilkanaście miesięcy. W tym czasie Izba Dyscyplinarna zajmie się niepokornymi sędziami sądów powszechnych, którzy bronią niezależności sądownictwa i bronili też prawa sędziów SN do orzekania, gdy PiS posłał ich na wcześniejszą emeryturę. Izba Kontroli Nadzwyczajnej wypowie się też w kwestii ważności wyborów. Wtedy zakwestionowanie prawa do orzekania zasiadających w niej neosędziów może oznaczać poważny problem z uznaniem ich orzeczenia o ważności wyborów.

Czytaj także: Polskie sądy przed wyrokiem

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Emeryci na psychotropach

Potrafią wyłudzać recepty, tłumaczyć, że od leków, które nie uzależniają, mają alergię. I dlatego muszą brać psychotropy. A psychiatrzy przyznają: rekordziści potrafią brać je przez kilka lat.

Katarzyna Kaczorowska
26.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną