Kraj

Siostry zakonne głosowały za podopiecznych? Problem jest szerszy

Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Świętej Katarzynie Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Świętej Katarzynie Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
Popełniono przestępstwo wyborcze? Czy osoby, które nie są zorientowane nawet w tym, kto kandyduje, powinny głosować? Czy można uznać te wybory za sfałszowane?

W Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Świętej Katarzynie, gdzie mieszkają kobiety z upośledzeniem umysłowym, Siostry Pasterki prawdopodobnie sugerowały pensjonariuszkom, kogo mają poprzeć w wyborach prezydenckich. Wszystkie głosy oddano na Andrzeja Dudę. Tę historię opisała dzisiejsza „Gazeta Wyborcza”. Ma nagrania z wypowiedziami podopiecznych, które cytuje w tekście. Wynika z nich, że słabo lub wcale się nie orientują, kto startował w wyborach, ale oddały głosy, bo siostra odpowiedzialna za głosowanie przyszła do nich z kartami wyborczymi. Najczęściej to ona stawiała „x”, a kobiety podpisywały się na oświadczeniu, że głosowały osobiście i w sposób tajny. Były to wybory korespondencyjne. Wypełnione pakiety siostra zanosiła do pobliskiego lokalu wyborczego.

Historia nie jest wyjątkowa. Po drugiej turze w internecie krążyło zestawienie wyników głosowania w obwodowych komisjach wyborczych zorganizowanych w domach pomocy społecznej, gdzie 100 proc. głosów padło na Dudę. Można się było domyślić, że pensjonariuszom „pomagano”, ale artykuł w „GW” przytacza na to dowody i pokazuje mechanizm.

Czytaj też: Jak MSZ utrudniał Polakom wybory za granicą

Czy popełniono przestępstwo wyborcze?

Niewątpliwie miała miejsce nieprawidłowość. I niewątpliwie pozostała bez wpływu na ogólny wynik: pensjonariuszy DPS-ów jest za mało, by ich głosy mogły zaważyć. Czy popełniono przestępstwo? Art. 250 kk mówi o wywarciu wpływu na głosowanie z wykorzystaniem stosunku zależności (kara od trzech miesięcy do pięciu lat). Prokuratura powinna zbadać sprawę pod tym kątem. Ale skoro tak, to także pod kątem złożenia fałszywego oświadczenia o samodzielnym i tajnym oddaniu głosu. Choć takie oskarżenie z humanitarnego i społecznego punktu widzenia byłoby co najmniej wątpliwe. Zresztą jak można przypuszczać, pensjonariuszki zeznają, że są wdzięczne siostrom za pomoc i nie uważają, by na nie naciskano. Biorąc pod uwagę, co mówią na nagraniach cytowanych przez „Wyborczą”, tak właśnie było: nie czują się ani skrzywdzone, ani wykorzystane.

O sytuacjach, gdy rodzina „pomaga” seniorom oddać głos, sugerując, na kogo – wielu z nas co najmniej słyszało. Różnica polega na skali: w domach pomocy społecznej jedna osoba może w ten sposób pomagać wielu pensjonariuszom, wpływając na wynik w komisji zorganizowanej w danym DPS. Co jest alternatywą? Przekazanie karty wyborczej i długopisu pensjonariuszowi, który postawi krzyżyk w sposób losowy? To niewątpliwie lepsze rozwiązanie, bo wolne od manipulacji. Choć, oczywiście, nie na tym polegają wybory.

Prawo wyborcze dla każdego?

Czy osoby, które ze względu na upośledzenie czy chorobę nie podejmują przemyślanej decyzji, powinny móc głosować? Wiele osób w pełni władz umysłowych głosuje byle jak, nie orientując się, na kogo oddaje głos. Pyta sąsiada czy rodzinę, kogo poprzeć – i tak robi.

Znakomita mniejszość wyborców zapoznaje się wcześniej z programami kandydatów, ich biografiami, kompetencjami. W wyborach prezydenckich jest to jeszcze stosunkowo proste, ale w wyborach parlamentarnych, gdzie ma się do wyboru kilkadziesiąt i więcej nazwisk, jest już gorzej. Nie mówiąc o wyborach samorządowych. Najlepszym dowodem, że wielu wyborców nie rozumie, co robi i na czym polega mechanizm głosowania, były wybory samorządowe 2014, gdy 14 proc. głosów było nieważnych, a PSL dostał nadnaturalnie dobry wynik, bo wylosował numer 1. Jemu liczono głosy, które padły na kilka list wyborczych. Jeśli chcemy doprowadzić do sytuacji, by ludzie głosowali naprawdę świadomie, to trzeba byłoby przed wpuszczeniem do lokalu każdego poddać krótkiemu testowi, oceniając jego poziom zrozumienia mechanizmu wyborczego i świadomości, kto staje do wyborów.

Pensjonariusze DPS-ów nie są ubezwłasnowolnieni, więc mają prawo głosować. Choć można się spodziewać, że się do tego nie palą, bo polityka nie jest tym, co ich interesuje. Agitacja profrekwencyjna nie jest zła – przeciwnie. Ale gdy dotyczy bezpośrednio zależnych od osoby namawiającej do udziału w wyborach, dobrowolność aktu staje się problematyczna.

Czytaj też: Panie Andrzeju, to się już nie sklei

Wybory dla wybranych?

Konstytucja daje prawo głosowania jedynie osobom mającym pełnię praw publicznych. Nie mogą głosować osoby nawet częściowo ubezwłasnowolnione. Taką sytuację w 2010 r. Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, w sprawie Alajos Kiss przeciwko Węgrom, uznał za niezgodną z pierwszym protokołem dodatkowym do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – prawem do udziału w wyborach. Orzekł, że automatyczne pozbawianie prawa do głosowania jest nadmiarowe. Każdy przypadek powinien być oceniany oddzielnie, także pod kątem zdolności do świadomego udziału w wyborach. Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego 2019 Sąd Rejonowy w Nowym Sączu wydał precedensowe orzeczenie, także uznając automatyczne pozbawienie praw wyborczych częściowo ubezwłasnowolnionego mężczyzny za naruszenie europejskiej konwencji.

Pomysł, żeby wszystkich pacjentów DPS-ów badać pod kątem możliwości częściowego lub całkowitego ubezwłasnowolnienia, narobiłby więcej złego, niż robi sterowanie ich głosami przez personel domów opieki. Można przecież też postulować, by robić takie badanie wszystkim obywatelom 80 plus. Byłaby to dyskryminacja ze względu na wiek i naruszenie godności.

Sierakowski: To było starcie Armii Czerwonej z Armią Hamletów

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Dlaczego Donald Trump nie zatańczy na TikToku?

Gdy jedni prezydenci pokazują się na TikToku, inni próbują go zbanować. Popularna wśród młodzieży – i nie tylko – aplikacja już została usunięta z Indii. Następne będą USA?

Michał R. Wiśniewski
12.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną