Wybory w Polsce 2050. Kto przejmie władzę po Hołowni? Okaże się w drugiej turze
W rywalizacji o fotel przewodniczącego Polski 2050 przed sobotą było pięcioro kandydatek i kandydatów: ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, poseł Rafał Kasprzyk, posłanka Joanna Mucha, ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz poseł Ryszard Petru.
W pierwszej turze, jak podał Polsat News, Pełczyńska-Nałęcz uzyskała 277 głosów, a Hennig-Kloska 131. Na trzecim miejscu była Mucha z wynikiem 119 głosów, potem Petru (95 głosów) i Kasprzyk (poparły go 34 osoby). Druga tura (na wzór wyborów prezydenckich) odbędzie się w poniedziałek.
Udział w głosowaniu wzięło ok. 800 członków ugrupowania (zwyczajnych – rekomendowanych przez lokalne koła partii). Były skargi, że nie do wszystkich dotarł link do głosowania.
Faworytką od początku była Pełczyńska-Nałęcz, której nieśmiało kibicuje ojciec założyciel Szymon Hołownia. Cieszy się poparciem, pytanie, jak wysoko wisi jej „szklany sufit”. Ministra stale wchodzi w konflikty z partnerami z innych partii – m.in. licytując się z Lewicą o autorstwo projektów budownictwa społecznego, krytykując PSL za pomysł dopłat do kredytów i publicznie domagając się od Donalda Tuska stanowiska wicepremierki.
Konfrontacyjny styl to powód wewnętrznej opozycji. W Polsce 2050 reprezentują ją pozostali właśnie Hennig-Kloska, Mucha i Petru. A wszyscy troje mogą liczyć na wsparcie Michała Koboski, który przed wyprowadzką do Parlamentu Europejskiego był w partii numerem dwa. Nieformalny sojusz, jak nazywany jest front „anty-Pełczyńska”, kładzie nacisk na różne postulaty, ale łączy go wola koncyliacyjnej współpracy w ramach koalicji.
Na wniosek Ryszarda Petru wyborom przyglądają się obserwatorzy (po jednym wskazanym przez każdego kandydata). To tylko jeden z odprysków wewnętrznych napięć. Z ustaleń medialnych wiemy, że w partii krążą zarzuty o korupcję polityczną (zatrudnianie działaczy w Społecznej Inicjatywie Mieszkaniowej przez Pełczyńską-Nałęcz), podejrzenia o manipulowanie frekwencją (głosować mogą jedynie członkowie z opłaconymi składkami). Kontrowersje budzi też elektroniczna forma głosowania.
Polska 2050, Polska 2027
Żeby projekt „Polska 2050” nie został pogrzebany w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, partia potrzebuje nowego, mocnego otwarcia. Czy któryś z kandydatów to oferuje? To pytanie drugorzędne. Podstawowe brzmi: czy Polska 2050 ma jakąś przyszłość bez Hołowni?
Intuicja podpowiada, że nie. Czym w końcu byłby „Gladiator” bez Russela Crowe’a i „Ojciec Chrzestny” bez Marlona Brando. Uciekając jednak od logiki chłopskiego rozumu, warto spojrzeć na historię. Niewiele partii zbudowanych na charyzmie lidera przetrwało w polskiej polityce. Nowoczesna Ryszarda Petru – pomijając problemy finansowe i wizerunkowe – trafiła w niedźwiedzi uścisk Koalicji Obywatelskiej. Partia Wiosna Roberta Biedronia miała w 2019 r. złożyć do grobu lewicową konkurencję, po czym szybko rozpłynęła się w ramionach SLD. Jej lider pozostał w czynnej polityce, ale trafił na jej margines. Podobnie jak wcześniej Janusz Palikot i Paweł Kukiz.
Co prawda ugrupowaniu Hołowni udało się postawić partię na kilku nogach, ale czy chwiejnych, czy stabilnych, to pokaże najbliższa przyszłość. Braki w silnym przywództwie udało się ostatnimi miesiącami maskować szeroką ławką ugrupowania. Klub parlamentarny Polski 2050 obfituje w debiutantów i debiutantki, którzy dali się poznać ze sprawności medialnej i politycznej. Można by zaryzykować tezę, że to najbarwniejszy sejmowy klub.
Do tanga potrzeba jednak jeszcze lidera lub liderki, który wyznaczy jednolity kierunek i pogodzi różne frakcje. Na obecnym etapie, choć padają deklaracje o jedności w Polsce 2050 i w ramach koalicji, nic nie wskazuje na to, jaka będzie sterowność ugrupowania. Kluczowy (oprócz zwyciężczyni) może okazać się skład Rady Krajowej, której wybór zaplanowany jest na kolejny weekend. To on podpowie, czy w partii szykuje się rozłam, czy dojdzie do pogodzenia i zaspokojenia potrzeb wszystkich frakcji.
Kandydaci ciągną w różnych kierunkach
Każda z kandydatek i każdy z kandydatów kreśli odmienny kierunek. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ma wizję zdefiniowaną przez szefa klubu Polski 2050 Pawła Śliza, która brzmi: „nasz lider musi umieć upomnieć się o nasze”. W rozmowie z Radiem Opole faworytka wyborów tłumaczyła, że „jesteśmy w koalicji, a nasze wewnętrzne wybory tego nie zmienią”. Nie bez powodu musi to podkreślać – zaufanie w tej sprawie kruszeje wraz z konfliktami od czasu nocnego spotkania Hołowni z Jarosławem Kaczyńskim. Na jej korzyść przemawia największa w ugrupowaniu sprawczość w rządzie – odpowiada za pieniądze z KPO.
Posłanka Joanna Mucha zapowiadała, że poświęci się partii i zrezygnuje z ewentualnej rządowej posady. Przyszłość ugrupowania widzi w centrum, z naciskiem na kwestie społeczne, pracownicze, europejskie. Zapewniała, że chce kontynuować niezrealizowaną wizję Hołowni o „dzieleniu się odpowiedzialnością” i podtrzyma rekomendację dla Pełczyńskiej na funkcję wicepremierki.
Ryszard Petru kampanię opierał na trzech filarach: gospodarka, prawicowy populizm i krytyka Pełczyńskiej-Nałęcz. Poseł jest jednym z najradykalniejszych w rządowej koalicji rzeczników przedsiębiorców, domagających się deregulacji i wsparcia biznesu. Powraca także do chwały, którą w 2023 r. dały mu starcia ze Sławomirem Mentzenem. Zapowiadał więc odzyskiwanie elektoratu, który odpłynął na prawo. O kontrkandydatce mówił krótko: „W koalicji trzeba być zawodnikiem wagi ciężkiej, żeby nie być źle traktowanym”. To było nawiązanie do apeli Pełczyńskiej o fotel wicepremierki.
Ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska nawoływała do renesansu. Chce wskrzeszać dawne wartości i obietnice: walki z kryzysem klimatycznym, „połączenia wrażliwości ludzkiej z rozsądkiem gospodarczym”, plus 12 gwarancji śp. Trzeciej Drogi. Jak się okazało w sobotę, przekonała najwięcej po Pełczyńskiej członkiń i członków Polski 2050.
2050 problemów Polski
Kryzys przywództwa po ustąpieniu Hołowni to początek kłopotów, a najwyraźniejszym z nich jest poparcie. Według średniej sondażowej Polityki Insight wyniosło ono w grudniu 2,6 proc.; eWybory oceniają je na 2,1 proc. Dużo za mało. Trudno oczekiwać cudów, kiedy ugrupowanie ma opinię „hamulcowego” w rządzie (do podziału z niedawnymi sojusznikami z PSL), a programowo bywa wewnętrznie sprzeczne.
Najtrudniejszym do rozprawienia się spadkiem po Hołowni jest ideologiczne ujednolicenie kursu Polski 2050. Brak dyscypliny i jednoznacznego zdania klubu sprawia, że w ważnych głosowaniach rozmywa się i znika. Z jednej strony politycy głosują za obniżeniem składki zdrowotnej, postulują zniesienie zakazu handlu w niedzielę czy nazywają reformę PIP „komunistyczną” (Ryszard Petru), z drugiej deklarują szeroką troskę o los pracowników i zwykłych obywateli. Widać to także w rządzie: były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Duszczyk był twardym ramieniem władz w uszczelnianiu granicy polsko-białoruskiej, a P2050 od lat postulowała humanitaryzm wobec migrantów.
Partia musi odpowiadać wyborcy na podstawowe pytanie, dla kogo jest. Dla pracownika czy pracodawcy? Czy troszczy się o społeczne i socjalne bezpieczeństwo, czy o wolny rynek i jego deregulację? Wreszcie: jakimi narzędziami zamierza walczyć. Szymon Hołownia nigdy nie zdecydował, czy jest wizjonerem i idealistą, czy politykiem. Ten pierwszy walczy np. z duopolem czy „chorą mentalnością”. Ten drugi korzysta z koalicyjnych aktywów i realizuje tyle, ile mu się uda. Połączenie tych światów dotąd nie przyniosło skutków innych niż 2-proc. sondaże. Nowy lider i nowy program muszą odpowiedzieć na proste pytania: dla kogo jesteśmy, po co jesteśmy. I przekonać wyborców, że co by się nie działo, rząd jest stabilny.