Kryzys solidarności z Ukrainą? Kevin J. Allen: Jestem spokojny o gotowość polskich „serc i dusz”
Kryzys solidarności z Ukrainą? Jestem spokojny o gotowość polskich „serc i dusz”
ANNA S. KOWALSKA: Cztery lata temu z przejęciem śledziliśmy sytuację w Kijowie i wschodniej Ukrainie, by już kilka dni później robić kanapki na dworcach i otwierać swoje domy dla uciekinierów zza wschodniej granicy. Świat patrzył zadziwiony na ten polski zryw solidarnościowy. Sporo się od tego czasu zmieniło. Polacy zdali egzamin z „zarządzania katastrofą”, a jak nam idzie dalej?
KEVIN J. ALLEN: Reakcja polskiego społeczeństwa na kryzys uchodźczy w 2022 r. była wzorcowa i nieporównywalna z niczym, co widziałem w całej mojej karierze w UNHCR. Zwykli ludzie, lokalne społeczności, NGO-sy, Kościół, sektor prywatny wykazali się niezwykłą solidarnością i bez wątpienia stworzyli podstawę pomocy uciekającym mieszkańcom Ukrainy. Taka reakcja była jednak możliwa także dzięki mądrym decyzjom rządu, zakorzenionym w unijnej Dyrektywie o ochronie tymczasowej. Poprzez natychmiastowe uchwalenie przepisów dających uchodźcom dostęp do opieki zdrowotnej, edukacji, wsparcia socjalnego oraz – co kluczowe – możliwości podjęcia pracy i zakładania firm, Polska stworzyła ramy, które nie tylko chroniły uchodźców z Ukrainy przed wojną, ale też wzmacniały ich, pozwalały im stać się częścią polskiego społeczeństwa i wnieść wkład w polską gospodarkę. Co też Ukraińcy zrobili w imponujący sposób – generując 2,7 proc. PKB Polski i wpłacając do budżetu miliardy złotych w podatkach i składkach.
Statystyki pokazują też imponującą aktywność zawodową uchodźców z Ukrainy – w Polsce pracuje ok. 70 proc. osób w wieku produkcyjnym. Jednak wielu z nich to lekarze zatrudnieni w magazynach czy nauczyciele na kasach. Marnujemy potencjał, który mógłby nas wzmocnić. Są sposoby, żeby zatrzymać ten brain waste?
To ważna sprawa. Zupełnie niezwykłe jest to, że tak wielu wykształconych ludzi podjęło pracę poniżej kwalifikacji, byle tylko utrzymać się samodzielnie i nie polegać na pomocy humanitarnej. Widzieliśmy specjalistów – lekarzy, pielęgniarki, księgowych czy prawników – którzy podejmowali pracę przy sprzątaniu pokoi hotelowych, w restauracjach i na budowach. Byłoby zdecydowanie lepiej, gdyby wypełniali luki na naszym rynku pracy zgodnie ze swoim wykształceniem i w jeszcze większym stopniu budowali polską gospodarkę. Dlatego staramy się wspierać przepisy ułatwiające nostryfikację dyplomów i naukę języka zawodowego. Zarówno rząd, samorządy, jak i sektor prywatny odgrywają tu ogromną rolę. Promujemy również inicjatywy pomagające uchodźcom w przekwalifikowaniu się (reskilling) lub podnoszeniu kompetencji (upskilling), aby mogli dostosować się do polskiego rynku pracy.
W sieci coraz częściej przebijają się narracje o „ukrainizacji Polski”, pretensje o rzekome „przywileje” Ukraińców, którzy zajmują nam miejsca w kolejkach do lekarzy. Nie jest tajemnicą, że takie rozbicie spójności społecznej jest Rosji bardzo na rękę, aktywnie do niego dąży. Czy UNHCR ma pomysł, jak walczyć z dezinformacją i mową nienawiści?
Rzeczywiście w niektórych grupach społecznych solidarność osłabła, pojawiły się dezinformacja i fałszywe narracje. Dlatego tak ważne jest rozmawianie o faktach i liczbach. Wspieranie uchodźców z Ukrainy to nie tylko kwestia prawa międzynarodowego i moralności – to po prostu dla Polski dobre. Uchodźcy wpłacili do budżetu 15,1 mld zł w podatkach i składkach, otrzymując w zamian jedynie 2,8 mld zł w formie świadczeń. Od 2022 r. założyli też ponad 100 tys. firm. To są twarde argumenty w walce z lękiem przed „obciążaniem budżetu”.
Dezinformacja karmi się niewiedzą. Aby jej przeciwdziałać, prowadzimy badania i publikujemy wspólne raporty UNHCR i Deloitte – o wpływie uchodźców z Ukrainy na gospodarkę Polski. Dane są jasne: uchodźcy wpłacają do systemu znacznie więcej, niż z niego wyjmują. Wpłacają rocznie np. ok. 3,5 mld zł składek na ubezpieczenie zdrowotne, podczas gdy koszt ich leczenia to ok. 2,3 mld zł.
Ale czasem dane nie wystarczą, a fałszywe narracje nie poważają faktów. Mamy świadomość, że źródłem nastrojów antyuchodźczych może być też złożona relacja Polski i Ukrainy. Próbujemy odpowiedzieć na te głęboko zakorzenione resentymenty, dbając, by nasze programy pomocowe przynosiły korzyści zarówno uchodźcom, jak i społecznościom, które ich przyjmują. Współpracujemy z Kościołem, ukraińską diasporą i lokalnymi liderami, promujemy spójność społeczną. Do łączenia ludzi używamy nawet siły sportu – organizujemy mecze piłki nożnej dla młodzieży polskiej i ukraińskiej.
„Więcej nas łączy, niż dzieli”, piękne hasło. Ale teraz paliwem politycznym stała się polaryzacja.
Warto przypominać o faktach, a te są takie, że odpowiednio wspierani uchodźcy wnoszą do krajów przyjmujących ogromny kapitał. W przypadku Ukrainy to głównie kobiety wykazały się niesamowitą odpornością – budują tu życie, gdy ich mężowie walczą na froncie setki kilometrów dalej. Wierzę, że te indywidualne historie rezonują z nami wszystkimi, niezależnie od narodowości czy poglądów politycznych. Większość ludzi rozumie moralny nakaz podania ręki komuś, kto bez własnej winy stracił wszystko. Po 22 latach pracy w UNHCR to właśnie te ludzkie historie inspirują mnie każdego dnia. Może jestem naiwny, ale wierzę, że jeśli wyjaśnimy to ludziom w racjonalny i ludzki sposób, większość podzieli to poczucie.
Raport „Lives on Hold” sugeruje, że wielu uchodźców wciąż nie wie, czy i kiedy wróci do domu. Jak budować system wsparcia, który z jednej strony daje „bezpieczeństwo i godność” tu i teraz, w Polsce, a z drugiej – nie odcina tych ludzi od korzeni, by w przyszłości mieli do czego i po co wracać?
Absolutna większość uchodźców na świecie marzy o powrocie do domu, gdy tylko zapanuje pokój. Umożliwienie pewnego dnia Ukraińcom powrotu do domu i pomoc w odbudowie ich kraju jest ważnym aspektem pracy UNHCR. Jednak w 2025 r. liczba ofiar cywilnych w Ukrainie wzrosła o 31 proc., a ataki rakietowe biją rekordy częstotliwości. Perspektywa pokoju i stabilizacji pozostaje nieuchwytna. Dlatego we współpracy z ukraińską ambasadą wspieramy platformy cyfrowe łączące uchodźców w Polsce z usługami w ich ojczyźnie. Po drugiej stronie granicy UNHCR wspiera projekty odbudowy kraju. Niestety, 20 proc. terytorium Ukrainy jest okupowane przez Federację Rosyjską, 2,5 mln domów zostało zniszczonych. To oznacza, że wielu uchodźców nie ma obecnie domu, do którego mogliby wrócić. Musimy jednak wspierać ich marzenia o powrocie, bo to oni będą kluczowi dla budowy nowej, lepszej Ukrainy.
Coraz częściej słyszymy o realnym zagrożeniu eskalacją konfliktu, co budzi zrozumiały lęk.
Bądźmy szczerzy: społeczność międzynarodowa mierzy się z kryzysem multilateralizmu. Fundamenty porządku opartego na zasadach wypracowanych po drugiej wojnie światowej są kwestionowane przez politykę siły. Jedną z konsekwencji tego stanu rzeczy jest niestabilność geopolityczna i gwałtownie rosnąca liczba uchodźców na całym świecie. Obecnie prawie 120 mln ludzi musiało uciekać z domów z powodu wojen, prześladowań i powszechnych naruszeń praw człowieka. 10 mln z nich to Ukraińcy: 4 mln przemieściło się wewnątrz kraju, 6 mln poza jego granice, z czego 1 mln pozostaje w Polsce.
Trwa prawdopodobnie najtrudniejsza zima tej wojny. Czy w dobie „kryzysu solidarności” Polska i Europa są gotowe na ewentualną nową falę uchodźców?
Rok 2025 był pod wieloma względami najgorszy od początku inwazji. Temperatury tej zimy spadają do –20 st. C, infrastruktura energetyczna jest zdewastowana. Co zaskakujące, nie odnotowaliśmy dotąd znaczącego wzrostu liczby nowych osób na granicy, musimy jednak pozostać czujni. Z całą siecią naszych polskich i ukraińskich partnerów pozarządowych nadal ściśle współpracujemy z władzami na szczeblu centralnym i regionalnym, wspierając prace nad gotowością kryzysową. A jeśli pyta pani o gotowość „serc i dusz” – o solidarność – to zachowuję wielką nadzieję. Polacy mogą czuć zmęczenie przeciągającym się konfliktem, ale przez cztery lata mojej służby w tym kraju widziałem niezwykłe pokłady empatii. Dowodem jest choćby ostatni czas, gdy Polacy – prywatnie i na szczeblu rządowym – przekazali Ukrainie tysiące generatorów prądu.
No właśnie, co pana najbardziej zaskoczyło w „polskim modelu” przyjmowania uchodźców? Czy nasze doświadczenia są przekładalne na kryzysy w innych częściach globu?
Pracowałem w wielu miejscach na świecie, gdzie uchodźcy byli zamykani w obozach, odcięci od pracy i wolności ruchu, skazani wyłącznie na pomoc humanitarną. Polska i Unia podjęły mądrą decyzję: żadnych obozów. Daliście ludziom dostęp do usług krajowych i prawo do pracy, wzmacniając ich podmiotowość i samowystarczalność. To była inwestycja w kapitał ludzki, która natychmiast zmieniła uchodźców w płatników podatków, ale też pozwoliła im – w obliczu osobistej tragedii i niepewności co do losów ojczyzny – na poczucie sprawstwa i częściowej choć kontroli swojego życia. To jest fundamentalna prawda, którą zna UNHCR: jeśli dasz uchodźcom szansę i narzędzia, siła ludzkiego ducha zawsze zatriumfuje. To lekcja dla całego świata.
Wielu uważa, że gdyby nie tysiące prywatnych samochodów na granicy w 2022 r. i upór organizacji społecznych, które do dziś łatają dziury w systemie edukacji czy mieszkalnictwa, polski model pomocy dawno by się zawalił. Można odnieść wrażenie, że państwo oferuje kroplówkę tam, gdzie potrzebna jest operacja. Jak UNHCR, jako głos globalny, zamierza wymusić na rządach i Brukseli realną odpowiedzialność, zanim ta oddolna solidarność ostatecznie się wypali?
Rola obywateli i NGO-sów była i pozostaje krytyczna. To oni są pomostem do pracy, oferują pomoc prawną czy wsparcie psychologiczne. UNHCR koordynuje Regionalny Plan Działań na rzecz Uchodźców z Ukrainy (RRP), który obecnie zrzesza 58 organizacji – w większości lokalnych, polskich NGO-sów. Naszą rolą jest apelowanie o fundusze właśnie dla tych mniejszych partnerów.
Nie zgadzam się jednak z tezą, że polityka państwa czy UE odegrała małą rolę. Aktywacja Dyrektywy o ochronie tymczasowej przez Brukselę narzuciła ramy prawne wszystkim 27 państwom członkowskim. Nie możemy też zapominać, że polscy podatnicy wyłożyli miliardy złotych na dostęp Ukraińców do usług krajowych na równi z obywatelami Polski. Promujemy podejście „całego społeczeństwa” (whole-of-society). Może nie działa ono idealnie, ale z mojej perspektywy odpowiedź na kryzys ukraiński w Polsce była wzorcowa i znacznie skuteczniejsza niż jakakolwiek inna operacja humanitarna, jaką widziałem w życiu.
***
Kevin J. Allen, Koordynator ONZ ds. Uchodźców z Ukrainy oraz Przedstawiciel Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców w Polsce. Były żołnierz Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych i doświadczony lider w zakresie reagowania kryzysowego na arenie międzynarodowej. Praktyczną wiedzę humanitarną, prawną i strategiczną zdobywał w czasie najbardziej złożonych kryzysów humanitarnych w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej.