Spodziewane, ale i tak szokujące. Weto Nawrockiego oklaskują dziś na stojąco Kaczyński i Braun
Od kilku dni wszyscy spodziewali się tego weta, ale mimo wszystko decyzja Nawrockiego szokuje: próba storpedowania programu modernizacyjnego polskiej armii w imię kilku punkcików procentowych politycznego zysku to nawet w realiach polaryzacji i emocji rządzących polską polityką rzecz bezprecedensowa. Sprzeciw prezydenta wobec SAFE to działanie wbrew opinii wojskowych, większości ekspertów i większości opinii publicznej, za to ukłon w stronę antyunijnych, antyzachodnich radykałów oraz interesu Prawa i Sprawiedliwości, które próbuje odbić wyborców skrajnej prawicy.
Nawrocki wetuje i straszy UE
Szczegółowe i merytoryczne rozpatrywanie argumentów prezydenta nie ma większego sensu: w sytuacji, gdy musimy skokowo zwiększać wydatki na modernizację armii, niskooprocentowana, rozłożona na wiele lat unijna pożyczka (Polsce na zbrojenia miało przypaść prawie 44 mld euro) jest na wagę złota. Rozumie to doskonale 18 innych państw europejskich przystępujących do programu SAFE, często krajów bogatszych od Polski – to np. Włochy rządzone przez prawicową Giorgię Meloni, którą Nawrocki lubi przedstawiać jako swoją najbliższą sojuszniczkę w UE.
Skorzystanie z unijnego kredytu jest tym bardziej istotne, że nie ma dla niego poważnej alternatywy. Zaproponowana przez prezydenta ustawa o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych (zwana potocznie polskim SAFE 0 proc.) to bowiem propozycja kuriozalna: z mętnymi źródłami finansowania, powołująca ciała, które dawałyby ludziom prezydenta pozakonstytucyjny wpływ na politykę rządu. To jedna z tych ustaw, które pisze się nie po to, żeby zostały przyjęte, ale żeby zostały odrzucone: Nawrocki potrzebował jej jako pretekstu, żeby uzasadnić weto, wmawiając opinii publicznej, że to większość rządowa nie chce porozumienia z głową państwa.
Warto się za to przyjrzeć ideologicznej warstwie orędzia Nawrockiego. Było utrzymane w tonie przypominającym kampanię zwolenników brexitu i osadzone na dwóch filarach: utrzymania polskiej suwerenności i zachowania kontroli. W tej opowieści zgoda na program SAFE byłaby oddaniem suwerenności w ręce Brukseli i oznaczałaby zależność od jej arbitralnych decyzji. Nawrocki straszył także utratą kontroli polskich władz nad naszymi siłami zbrojnymi, a wszystko to miałoby się wydarzyć w imię zysków zachodnich banków oraz instytucji finansowych.
Uzasadnienie weta to w istocie zanegowanie podstaw polskiej modernizacji po 1989 r. jak z podręcznika filozofii politycznej Grzegorza Brauna. W tym ujęciu wszelkie środki płynące do Polski z Zachodu nie służą naszemu rozwojowi, lecz są w istocie diabolicznym podstępem, obliczonym na odebranie nam podmiotowości w interesie wrogich obcych sił: Niemców, brukselskich elit, zachodnich bankierów czy po prostu Żydów. Logiczne więc, że odrzucając to, co nam proponują, mydląc oczy rzekomymi profitami, zwiększamy naszą niezależność i bezpieczeństwo, bo, jak to ujął prezydent Nawrocki, „bezpieczeństwo Polski nie może zależeć od obcych decyzji”.
Czytaj też: Napad na SAFE. Nawrocki wpuszczony w pułapkę, Kaczyński przekroczył kolejny w karierze Rubikon
Wojna totalna z rządem
Na polu polityki krajowej weto prezydenta to wypowiedzenie rządowi wojny totalnej, na której nie obowiązują żadne zasady, nie istnieją żadne imponderabilia ani świętości. Jako broń narracyjna może zostać użyta każda sprawa, a każdy konsensus z przeszłości utracił termin ważności. Nawrocki idzie w ten sposób na pomoc Prawu i Sprawiedliwości, dla którego podkręcenie polaryzacji poza widzianą do tej pory skalę to jedyna nadzieja na poprawę notowań i odebranie tlenu konkurentom po prawej stronie. Na taki efekt obliczone jest wskazanie Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera, temu również ma służyć sprzeciw wobec programu SAFE.
Od dziś aż do wyborów parlamentarnych czeka nas czas brutalnej wojny, przy której koncepcje „opozycji totalnej” z poprzednich kadencji jawią się jako dziecinna igraszka. Można być pewnym, że gdy rząd znajdzie sposób, by jednak pozyskać fundusze z SAFE mimo braku ustawy, z ław PiS i obozu prezydenta posypią się oskarżenia o zdradę, zamach na suwerenność, doniesienia do prokuratury. Nie ulega też wątpliwości, że weto Nawrockiego to dopiero początek radykalizacji: w słowach i działaniach. Większość rządowa w tej sytuacji nie może odstawiać nogi, a wszyscy, którzy sądzili, że z prezydentem można próbować się dogadać w konkretnych sprawach, muszą uznać swój błąd. Nadszedł czas bezkompromisowej konfrontacji.